Opinie

Marcin Osiak OSI MEDIA

Nie jestem tylko marketingowcem. Jak doświadczenie z mediów i sprzedaży pomaga mi skuteczniej prowadzić marketing dla klientów

Marcin Osiak OSI MEDIA

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Jak sprzedaż nauczyła mnie myśleć o budżetach i ROI zamiast o „zasięgach”
  • Dlaczego umiejętnie zadawane pytania odkrywają prawdziwe potrzeby klientów
  • Czemu relacje są fundamentem marketingu
  • Jak kompetencje sprzedażowe zamieniają strategię w realne wyniki
  • Co łączy te wszystkie doświadczenia w metodologię „marketing zaplanowany”

Najlepsi marketerzy to ci, którzy przeszli inne ścieżki zawodowe.

To stwierdzenie może brzmieć prowokacyjnie, ale opiera się na prostocie obserwacji: marketing nie działa w próżni. Działa w świecie, w którym liczy się sprzedaż, rozumienie mediów, budowanie relacji i umiejętność tłumaczenia strategii na język, który przemawia do ludzi.

Przez lata pracy w różnych branżach zebrałem doświadczenia, które dziś składają się na moje podejście do marketingu. Nie były to przypadkowe przystanki – każdy etap nauczył mnie czegoś, co dziś bezpośrednio przekłada się na efektywność działań, jakie prowadzę dla moich klientów.

Sprzedaż powierzchni reklamowych: jak nauczyłem się rozumieć budżety i ROI

Zanim zacząłem projektować strategie marketingowe, sprzedawałem powierzchnie reklamowe w mediach. To doświadczenie było brutalne w swojej prostocie: albo klient widzi wartość, albo nie kupuje.

Nauczyłem się wtedy trzech fundamentalnych rzeczy:

Po pierwsze: Każdy przedsiębiorca, który wydaje pieniądze na reklamę, myśli kategoriami zwrotu z inwestycji. Może nie nazwie tego ROI, ale zawsze pyta: Co z tego będę miał? Ta perspektywa towarzyszyła mi od początku rozmowy – nie sprzedawałem 30 spotów w radiu, tygodniowej kampanii bannerowej czy artykułu sponsorowanego, tylko konkretny wynik biznesowy.

Po drugie: Budżet marketingowy to nie abstrakcja. To realne pieniądze, które właściciel firmy mógłby przeznaczyć na rozwój produktu, zatrudnienie pracownika albo nową maszynę. Obserwuję, że znaczna część małych i średnich przedsiębiorstw nie ma ustalonego budżetu marketingowego, a decyzje o wydatkach podejmowane są ad hoc, pod wpływem impulsu lub presji sprzedawcy. Zrozumienie tej wagi sprawia, że dziś nie proponuję klientom działań „bo tak się robi” – proponuję tylko to, co ma realną szansę przynieść efekt.

Po trzecie: Język korzyści działa lepiej niż język funkcji. Klient nie kupuje „kampanii na Facebooku” – kupuje więcej zapytań ofertowych, większy ruch w salonie, lepszą rozpoznawalność marki w regionie. To rozróżnienie wydaje się oczywiste, ale zaskakująco wielu marketerów zapomina o nim w codziennej pracy.

Dziś, gdy tworzę plan marketingowy, zawsze zaczynam od pytania: Jaki konkretny cel biznesowy chcemy osiągnąć? Nie: „czy prowadzić Facebooka?”, ale: „co ma się zmienić w Twojej firmie za trzy miesiące?”

Dziennikarstwo i redakcja: skąd wiem, co przyciąga uwagę

Praca jako dziennikarz, później redaktor i wydawca, nauczyła mnie jednej z najważniejszych umiejętności w marketingu: rozumienia, co sprawia, że ludzie zatrzymują się i czytają.

W redakcji liczy się każde słowo tytułu. Liczy się lead, który albo wciąga czytelnika, albo go traci. Liczy się struktura tekstu, która prowadzi od problemu do rozwiązania w sposób naturalny i zrozumiały.

Ale to nie tylko kwestia techniki pisarskiej. Bycie dziennikarzem nauczyło mnie czegoś głębszego: umiejętności zadawania właściwych pytań.

Dobry wywiad nie polega na zadaniu listy przygotowanych pytań. Polega na głębokim słuchaniu i wyciąganiu tego, co naprawdę ważne. Tej samej metody używam dziś w rozmowach z klientami. Nie zadaję pytań w stylu: Jaka jest Twoja grupa docelowa? Pytam: Opowiedz mi o ostatnim kliencie, który kupił Twój produkt. Kim był? Co go do Ciebie przywiodło?

Różnica jest fundamentalna. Pierwsze pytanie generuje ogólnikową odpowiedź (Kobiety 25-45, mieszkanki miast). Drugie otwiera prawdziwą rozmowę o biznesie klienta, o jego mocnych stronach, o rzeczywistych problemach jego odbiorców. Często w tej rozmowie wypływają informacje, które stają się fundamentem całej strategii komunikacji.

Przykład z mojej praktyki: klient prowadzący warsztat samochodowy odpowiedział, że jego ostatni klient to pan w średnim wieku, który przywiózł auto po tym, jak inny warsztat „coś zepsuł zamiast naprawić”. Ten pojedynczy przypadek ujawnił kluczową wartość, która stała się podstawą komunikacji: rzetelność i naprawianie błędów innych. Tego typu insight nie wynika z pytania o „grupę docelową”.

Poza tym dziennikarstwo wykształciło we mnie wrażliwość na storytelling. Każda marka ma swoją historię – nawet jeśli to lokalne biuro rachunkowe czy warsztat samochodowy. Moja rola polega na wydobyciu tej historii i opowiedzeniu jej w sposób, który buduje zaufanie.

Social media i PR: relacje są fundamentem, nie dodatkiem

Jako szef działu social media, a później szef PR w innej firmie, nauczyłem się czegoś, co wielu marketerów traktuje po macoszemu: marketing to przede wszystkim relacje.

Algorytmy się zmieniają. Narzędzia przychodzą i odchodzą. Ale fundamentalna prawda pozostaje niezmienna: ludzie kupują od ludzi, którym ufają.

W pracy w social mediach szybko zrozumiałem, że budowanie obecności marki to proces długofalowy. To nie jest jednorazowa kampania, która „wystrzeli” i rozwiąże wszystkie problemy. To konsekwentne dostarczanie wartości, budowanie społeczności, pokazywanie ekspertyzy i autentyczności.

Jak czytam w rozmaitych raportach, widzę, że Polacy spędzają średnio blisko 2 godziny dziennie w mediach społecznościowych. To ogromna szansa na budowanie relacji – pod warunkiem, że robimy to świadomie i strategicznie, a nie publikujemy posty „bo trzeba coś wrzucić”.

Praca w PR pokazała mi z kolei, jak ważne jest patrzenie na markę z zewnątrz – oczami mediów, partnerów biznesowych, potencjalnych klientów. Nie wystarczy wiedzieć, kim jesteś jako firma. Trzeba wiedzieć, jak jesteś postrzegany i świadomie kształtować ten wizerunek.

Te doświadczenia bezpośrednio przekładają się na moją pracę dziś. Gdy buduję strategię marketingową dla klienta, nie myślę kategoriami „postów na Facebooku” czy „artykułów na blogu”. Myślę kategoriami budowania relacji z odbiorcami w każdym punkcie styku z marką.

Każdy kanał komunikacji ma swoją rolę w tym procesie. LinkedIn buduje autorytet i ekspertyzę. Instagram pokazuje ludzką twarz marki. Newsletter pozwala pogłębić relację z osobami najbardziej zaangażowanymi. Strona internetowa zamyka proces decyzyjny.

Ale wszystko to działa tylko wtedy, gdy jest częścią spójnego planu, w którym każdy element wzajemnie się wspiera.

Najważniejsza lekcja: marketing bez kompetencji sprzedażowych to teoria bez egzekucji

Przejdźmy do sedna.

Można stworzyć genialną strategię. Można zaprojektować piękną stronę internetową. Można publikować wartościowe treści na blogu i mediach społecznościowych. Ale jeśli nie ma na końcu tego procesu sprzedaży, to cały wysiłek jest jałowy.

To niby oczywiste, ale w praktyce wielu właścicieli firm traktuje marketing i sprzedaż jako dwa oddzielne światy. Marketing „buduje świadomość”, a sprzedaż „zamyka transakcje”. W teorii to prawda. W praktyce to sztuczny podział, który szkodzi biznesowi.

Dobre działania marketingowe zawsze mają jeden cel: ułatwić sprzedaż. Przygotować grunt, zbudować zaufanie, usunąć obiekcje, sprawić, że proces zakupowy będzie bardziej płynny. To podejście nawiązuje do koncepcji „customer journey”, w której marketing i sprzedaż to kolejne etapy tej samej ścieżki klienta, a nie oddzielne byty.

Doświadczenie w sprzedaży nauczyło mnie, jak prowadzić rozmowę handlową. Jak słuchać potrzeb klienta. Jak budować ofertę wokół jego celów, a nie wokół swoich usług. Jak radzić sobie z obiekcjami. Dziś wykorzystuję te umiejętności na dwóch poziomach.

Pierwszy poziom: W pracy z właścicielami firm pomagam im zrozumieć, że marketing to narzędzie wspierające sprzedaż, a nie cel sam w sobie. Często słyszę: Chcemy być aktywni w social mediach. To nie jest cel. Cel brzmi: Chcemy generować 10 zapytań ofertowych miesięcznie. Dopiero wtedy możemy rozmawiać o tym, jak social media mogą do tego się przyczynić.

Drugi poziom: Pomagam klientom rozwijać kompetencje sprzedażowe w ich zespołach. Bo najlepsza kampania reklamowa nie ma sensu, jeśli osoba odbierająca telefon nie potrafi przeprowadzić rozmowy sprzedażowej. Najlepszy landing page nie zadziała, jeśli formularz trafia do kogoś, kto odpowiada na zapytanie po trzech dniach lub nie potrafi zamknąć transakcji.

Marketing i sprzedaż to nie dwa oddzielne działy. To dwa etapy jednego procesu, który powinien być płynny i spójny.

Co to wszystko oznacza w praktyce: „marketing zaplanowany”

Wszystkie te doświadczenia – ze sprzedaży, mediów, PR – układają się w jedno spójne podejście, które nazywam marketing zaplanowany.

To nie jest żadna rewolucyjna metodologia. To po prostu konsekwentne stosowanie zasad, które wynikają z mojej drogi zawodowej:

Zaczynamy od celów biznesowych, nie od narzędzi. Nie sprzedaję prowadzenia Facebooka. Tworzę plan, który ma generować konkretne rezultaty: więcej klientów, wyższe przychody, lepszą rozpoznawalność w branży. Firmy z udokumentowaną strategią marketingową są znacząco bardziej skłonne do raportowania sukcesu swoich działań niż te, które działają ad hoc.

Patrzymy na marketing jako na proces, nie kampanię. Sukces w marketingu to suma małych, konsekwentnych działań wykonywanych przez długi czas. To budowanie relacji, dostarczanie wartości, utrwalanie wizerunku eksperta.

Łączymy strategię z egzekucją. Plan, który leży w szufladzie, nic nie jest wart. Dlatego zawsze dbam o to, żeby strategia była realistyczna, wdrażalna i mierzalna.

Edukujemy klienta. Właściciel firmy powinien rozumieć, dlaczego robimy to, co robimy. Z czego ma rozliczać agencję. Co jest wskaźnikiem sukcesu, a co metryką próżności. To nie tylko buduje zaufanie – to sprawia, że współpraca jest efektywniejsza.

Nigdy nie zapominamy o sprzedaży. Każde działanie marketingowe ma wspierać proces sprzedażowy. Jeśli coś tego nie robi, pytamy: „Po co to robimy?”

Refleksja na koniec: dobry marketing wymaga szerokiego spojrzenia

Gdybym musiał wskazać jedną najważniejszą lekcję z całej mojej drogi zawodowej, brzmiałaby ona tak:

Dobry marketing to nie umiejętność obsługi narzędzi. To głębokie zrozumienie biznesu, mediów, ludzi i procesów sprzedaży.

Można nauczyć się obsługi Google Ads w tydzień. Można przejść kurs z prowadzenia Facebooka. Ale nie da się w krótkim czasie zbudować intuicji biznesowej, która pozwala patrzeć na marketing oczami przedsiębiorcy, a nie wykonawcy.

Moje doświadczenie w sprzedaży nauczyło mnie myśleć o ROI i celach biznesowych. Dziennikarstwo nauczyło mnie komunikacji i storytellingu. Praca w mediach i PR pokazała, jak budować relacje i zarządzać wizerunkiem.

Te kompetencje nie są „dodatkiem” do mojej pracy jako marketer. One są fundamentem, na którym buduję strategie dla moich klientów.

Jeśli szukasz kogoś, kto poprowadzi Twój marketing, nie pytaj tylko o to, jakie narzędzia zna. Zapytaj, jaką drogę przeszedł. Jakie doświadczenia wykraczają poza czysty marketing. Bo to właśnie te doświadczenia często decydują o różnicy między kampanią, która „jest”, a kampanią, która działa.na

Marcin Osiak

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Pobierz checklistę skutecznych działań marketingowych

CO OTRZYMASZ:

Po zapisie — od razu:

Checklistę skutecznych działań marketingowych. Konkretne pytania, które pozwolą Ci:

  • weryfikować propozycje agencji i freelancerów,
  • odróżnić plan od chaosu,
  • zrozumieć, co naprawdę ma sens w Twojej sytuacji.

Co tydzień w Twojej skrzynce:

  • praktyczne wskazówki z zakresu strategii marketingowej,
  • przykłady oparte na liczbach (bez teorii i ozdobników),
  • narzędzia do mierzenia efektów działań,
  • perspektywę, która pozwala podejmować lepsze decyzje marketingowe.

Przeczytaj również

Nie jestem tylko marketingowcem. Jak doświadczenie z mediów i sprzedaży pomaga mi skuteczniej prowadzić marketing dla klientów Dowiedz się więcej »

Nigdy się nie poddawaj

Budowanie wizerunku czy generowanie leadów? Co powinno być priorytetem w marketingu małej firmy

Nigdy się nie poddawaj

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Dlaczego leady i marka to nie jest wybór albo-albo – jak pogodzić natychmiastową sprzedaż z inwestycją w przyszłość i nie zbankrutować w międzyczasie.

  • Co wspólnego ma budowanie marki z maratonem i inwestowaniem – dlaczego dyscyplina wygrywa ze zrywami i jak utrzymać kurs strategii, gdy wiatr wieje w twarz.

  • Jak rozpoznać, że budowanie marki działa – które sygnały obserwować zamiast liczyć tylko leady.

  • Dlaczego po 3 miesiącach nie zobaczysz „zalewu” klientów (i dlaczego to normalne).

  • Praktyczny model działania dla małej firmy – jak prowadzić performance marketing dla stabilności finansowej i jednocześnie konsekwentnie budować autorytet na przyszłość.

  • Dlaczego AI zmienia zasady gry w marketingu – ChatGPT, Claude i Perplexity zastępują Google w procesie odkrywania firm, a jeśli nie budujesz obecności online, po prostu nie istniejesz w rekomendacjach.

  • Jak zmieniło się zachowanie kupujących B2B – 96% klientów robi samodzielny research przed kontaktem ze sprzedawcą, co oznacza, że decyzja zapada zanim w ogóle do Ciebie zadzwonią.

Jedno z najczęstszych pytań z jakimi przychodzą do mnie klienci dotyczy sprzedaży. Rozmowa – może nie w ten sposób, ale zazwyczaj skupia się na jednym – pozyskiwaniu klientów tu i teraz. I rozumiem to doskonale. Rachunki nie zapłacą się same, zespół czeka na wynagrodzenia i jeśli na koncie nie ma poduszki bezpieczeństwa, trzeba odpowiednio ustawić priorytety.

W takich momentach myślenie o budowaniu marki, wizerunku czy rozpoznawalności wydaje się być luksusem. Czymś, na co mogą sobie pozwolić firmy z dużymi budżetami i zasobami. Przecież mała firma musi się skupić na wyłącznie sprzedaży, prawda? No właśnie nie do końca…

Leady dają Ci „dziś”, marka buduje „jutro”

Generowanie leadów to krótkoterminowa gra. Uruchamiasz kampanię, pojawiają się zgłoszenia, część z nich zamienia się w klientów. Mierzysz bezpośredni zwrot z inwestycji, wiesz dokładnie ile wydałeś i ile zarobiłeś. To jest namacalne, konkretne, dające poczucie kontroli.

Budowanie marki z kolei to gra długoterminowa. Piszesz artykuły, nagrywasz materiały, budujesz obecność, dzielisz się wiedzą. Często przez miesiące nie widzisz bezpośredniego przełożenia na sprzedaż. Nie masz twardych liczb, gwarancji, oczywistego zwrotu.

I właśnie dlatego większość właścicieli firm wybiera to pierwsze. Bo jest bardziej przewidywalne. Bo daje wyniki tu i teraz.

Ale jest jedna rzecz, o której wielu zapomina: leady generujesz w konkurencji. Walczysz ceną, szybkością odpowiedzi, dostępnością. Jesteś jednym z wielu, którzy robią to samo. Klient wybiera często tego, kto jest tańszy lub szybciej odpisał. Twoja wartość jest wymieniona w złotówkach, a marża ciągle pod presją.

Kiedy budujesz markę, zmieniasz zasady gry. Przestajesz być jednym z wielu. Stajesz się tym, do którego klient przychodzi, zanim w ogóle zacznie porównywać oferty. Kojarzy Cię z rozwiązaniem swojego problemu. Zna Twoje podejście, wie czego może się spodziewać. A przede wszystkim jest gotów zapłacić więcej, bo wartość, którą oferujesz, wykracza poza samą usługę.

Problem z brakiem cierpliwości

Na przestrzeni ostatniego roku wielokrotnie słyszałem: „Marcin, te działania wizerunkowe są fajne, ale po trzech miesiącach nie mam „zalewu” leadów. Może lepiej skupmy się na kampaniach sprzedażowych?”

I za każdym razem rozumiem ten niepokój. Nikt nie lubi czekać na efekty, zwłaszcza gdy inwestuje pieniądze i czas.

Ale prawda jest taka: marketing to nie sprzedaż.

Marketing buduje świadomość, tworzy kontekst, w którym Twoja oferta ma sens. To długi proces edukowania rynku, pokazywania wartości, przekonywania, że jesteś ekspertem w swojej dziedzinie. A to nie dzieje się z dnia na dzień.

W świecie inwestycji finansowych nikt nie panikuje, gdy portfel spada przez kilka miesięcy. Doświadczeni inwestorzy wiedzą, że giełda waha się, ale długoterminowo konsekwentna strategia przynosi efekty. Nie zmieniają podejścia za każdym razem, gdy rynek idzie w dół.

W sporcie też nikt nie buduje formy w tydzień. Biegacz przygotowujący się do maratonu wie, że przez miesiące będzie biegał bez spektakularnych wyników. Ale to właśnie te setki kilometrów, wykonane konsekwentnie, budują formę, która pozwoli przebiec dystans.

Dyscyplina zawsze wygrywa ze zrywami

I dlatego powiem Ci coś jeszcze

Zakupy B2B już się zmieniły – pytanie brzmi, czy nadążasz

Pamiętasz czasy, gdy typowy proces sprzedaży B2B wyglądał tak: telefon na zimno, spotkanie, prezentacja, negocjacje? Gdy to handlowiec miał kontrolę nad procesem i edukował klienta?

Te czasy bezpowrotnie minęły. Według badań, 96% klientów B2B zanim skontaktuje się ze sprzedawcą, przeprowadza samodzielny research (1). Woli to robić samemu, niż słuchać standardowej prezentacji sprzedażowej.

To fundamentalna zmiana w zachowaniach kupujących, która całkowicie przebudowała znaczenie budowania marki.

Dziś właściciel firmy, zanim zadzwoni do Ciebie, już:

  • Przeczytał Twoje artykuły (lub artykuły konkurencji)
  • Sprawdził opinie w Google i na branżowych forach
  • Obejrzał Twoje profile w mediach społecznościowych
  • Porównał Twoją ofertę z kilkoma innymi

Średni kupujący B2B konsumuje 13 elementów treści podczas procesu zakupowego – 8 od dostawców i 5 od stron trzecich (2). Zanim w ogóle się z Tobą skontaktuje, ma już ukształtowany obraz Twojej firmy.

I tutaj pojawia się kluczowa kwestia: jeśli nie budujesz świadomie swojego wizerunku online, klient i tak będzie szukał informacji o Tobie. Tylko że zamiast trafić na profesjonalne materiały, które pokazują Twoją ekspertyzę, trafi na… pustkę. Albo na konkurencję, która konsekwentnie publikuje treści i buduje autorytet.

A teraz dodaj do tego jeszcze AI

W 2025 roku coraz więcej ludzi zamiast wpisywać zapytanie w Google, pyta ChatGPT, Claude, Perplexity czy inne narzędzia AI. Sam tylko ChatGPT przekroczył 400 milionów aktywnych użytkowników tygodniowo w lutym 2025 (3), a od maja 2024, procent wyszukiwań w Google, które nie prowadzą do kliknięcia w artykuł wzrósł z 56% do prawie 69% do maja 2025 (3).

Co to oznacza w praktyce?

Klient biznesowy, szukający rozwiązania swojego problemu, może już nie trafiać do wyszukiwarki. Zamiast tego pyta AI: Jaki system CRM wybrać dla firmy budowlanej? albo: Jak wybrać agencję marketingową dla małej firmy?

I jeśli Ty nie budujesz swojej obecności online, jeśli nie tworzysz treści, które AI może zindeksować i z których może się uczyć, po prostu nie istniejesz w tym ekosystemie. Nie pojawisz się w rekomendacjach, nie będziesz brany pod uwagę. Narzędzia AI będą polecać tych, których znają – tych, którzy konsekwentnie budują swoją obecność.

Budowanie marki przestało być opcją. To warunek wejścia do gry

Nie chodzi już tylko o to, że dzięki marce będziesz mógł pracować na lepszych stawkach (choć to prawda). Chodzi o to, że bez marki nie trafisz na short-listę potencjalnego klienta. Bo on stworzy sobie tę listę jeszcze zanim do Ciebie zadzwoni – na podstawie tego, co znajdzie w sieci, opinii innych, a coraz częściej również na podstawie tego, co podpowie mu AI.

Raport „B2B Customers Journey 2025″ potwierdza, że klienci biznesowi korzystają z platform e-commerce i dokonują większości researchu samodzielnie (4). Na etapie analizy problemu oraz poszukiwania rozwiązań klienci B2B najczęściej korzystają z wyszukiwarek internetowych, czyli Google (5) – ale to się zmienia. AI staje się nowym Google. I jeśli nie jesteś obecny tam, gdzie Twoi klienci szukają odpowiedzi, po prostu ich stracisz.

Dlatego właśnie budowanie marki to nie luksus. To inwestycja w to, aby być widocznym w momencie, gdy potencjalny klient zaczyna szukać rozwiązania. Aby być tym pierwszym skojarzeniem, gdy myśli o swoim problemie.

I to jest różnica między firmą, która czeka na telefony, a firmą, do której klienci przychodzą już przekonani.

Jak pogodzić sprzedaż dziś z inwestycją w jutro?

Oczywiście nie twierdzę, że powinieneś przestać generować leady i skupić się wyłącznie na budowaniu marki. To byłoby nieodpowiedzialne, zwłaszcza gdy firma dopiero się rozwija.

Chodzi o znalezienie równowagi.

Możesz prowadzić kampanie performance, które generują klientów na teraz. To Twój fundament stabilności finansowej. Jednocześnie możesz konsekwentnie pracować nad wizerunkiem – pisać, publikować, pokazywać się jako ekspert. To Twoja inwestycja w przyszłość.

W OSI MEDIA działam dokładnie w ten sposób. Mam lejek, który generuje zapytania i pozwala opłacać bieżące wydatki. Ale równocześnie piszę newsletter, prowadzę blog, buduję świadomą obecność w mediach społecznościowych. Wiem, że to, co robię dziś, zaprocentuje za pół roku, rok, może dwa lata. A może już zaprocentowało – bo wiele osób, które do mnie trafiają, zna mnie właśnie z tych treści?

Nie musisz wybierać między jednym a drugim. Musisz zrozumieć, że leady dają Ci stabilność teraz, a marka tworzy przewagę w przyszłości.

Co to oznacza w praktyce?

Często widzę, że właściciele firm inwestują w content marketing, social media, blog – ale po kilku miesiącach rezygnują, bo „nie widać efektów”. A efekty były – tyle że inne, niż oczekiwali.

Budowanie marki to nie jest proces, który mierzysz liczbą leadów dzisiaj. To proces, który mierzysz zmianą percepcji, rozpoznawalnością, jakością rozmów z potencjalnymi klientami. To moment, gdy ktoś mówi: „Słyszałem o Tobie, czytałem Twoje wpisy” zamiast: „Znalazłem Cię w Google, ale nie wiem kim jesteś„.

Jeśli chcesz grać długoterminowo, musisz być przygotowany na to, że przez jakiś czas będziesz działał bez bezpośredniego zwrotu. Musisz mieć poduszkę finansową lub równolegle prowadzić działania sprzedażowe, które dają Ci komfort.

Ale jeśli zrezygnujesz z budowania marki, bo „to nie działa wystarczająco szybko”, za rok wciąż będziesz w tym samym miejscu co dziś. Będziesz walczył ceną, konkurował z dziesiątkami podobnych firm, i marża będzie Cię dusiła.

Jeśli wytrwasz i będziesz konsekwentnie budował obecność, za rok będziesz w zupełnie innym miejscu. Klienci będą przychodzić już przekonani. Będą wiedzieli, co oferujesz i dlaczego jesteś dobry. I nie będą negocjować każdej złotówki, bo wartość, którą dajesz, jest dla nich oczywista.

Marketing zaplanowany to gra dla cierpliwych

Kiedy mówię o marketingu zaplanowanym, nie chodzi tylko o harmonogramy i strategie. Chodzi o zrozumienie, że marketing to proces. Nie planuję serii pojedynczych działań, które przynoszą natychmiastowy efekt. Tworzę ekosystem, w którym każdy element wspiera drugi.

Kampania reklamowa generuje ruch. Treści na blogu budują zaufanie. Newsletter utrzymuje relację. Social media pokazują, że jesteś aktywny. Razem tworzą całość, która stopniowo przesuwa ludzi od: nigdy o Tobie nie słyszałem do: znam Cię i chcę z Tobą pracować.

Ale na to potrzeba czasu. I wiary w to, co robisz.

Jeśli wiesz, że Twoje podejście jest dobre – a wiem, że wiesz, bo przecież widzisz wartość, którą dostarczasz klientom – to trzymaj się planu. Nawet gdy wiatr czasami wieje w twarz. Nawet gdy wyniki jeszcze nie nadchodzą.

Twarda determinacja i konsekwencja zawsze wygrywają z paniką i chaotycznymi zmianami strategii co kilka miesięcy.

Co dalej?

Jeśli teraz stoisz przed wyborem, czy inwestować w leady czy w budowanie marki, odpowiedź brzmi: w jedno i drugie. Ale musisz zrozumieć, do czego służy każde z nich.

Leady dają Ci spokój finansowy tu i teraz. Marka buduje Twoją pozycję na rynku i pozwala Ci dyktować warunki w przyszłości.

Jeśli masz tylko jeden z tych elementów, grasz w niepełnym wymiarze. Jeśli masz oba – budujesz prawdziwą przewagę.

I jeśli w tym momencie myślisz: ale moja sytuacja jest inna, nie mam budżetu na długoterminowe działania – rozumiem. Wtedy zacznij od minimum. Jeden artykuł miesięcznie. Jeden post tygodniowo. Cokolwiek, co zaczyna budować Twoją obecność. Jak mówi Rocky Balboa w filmie Creed: „One step at a time, one punch at a time, one round at a time”. Po prostu.

Bo najgorszym scenariuszem nie jest to, że zainwestujesz w budowanie marki i będziesz musiał poczekać na efekty. Najgorszym scenariuszem jest to, że za rok będziesz w tym samym miejscu co dzisiaj, zadając sobie to samo pytanie.

 

Źródła:

1. Trendy w sprzedaży B2B 
2. Crucial B2B marketing statistics
3. ChatGPT: Everything you need to know about the AI-powered chatbot
4. Biznes kupuje w sieci. Oto co napędza cyfrową rewolucję w handlu B2B w Polsce
5. Jak kupują firmy B2B w Polsce?

Marcin Osiak

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Pobierz checklistę skutecznych działań marketingowych

CO OTRZYMASZ:

Po zapisie — od razu:

Checklistę skutecznych działań marketingowych. Konkretne pytania, które pozwolą Ci:

  • weryfikować propozycje agencji i freelancerów,
  • odróżnić plan od chaosu,
  • zrozumieć, co naprawdę ma sens w Twojej sytuacji.

Co tydzień w Twojej skrzynce:

  • praktyczne wskazówki z zakresu strategii marketingowej,
  • przykłady oparte na liczbach (bez teorii i ozdobników),
  • narzędzia do mierzenia efektów działań,
  • perspektywę, która pozwala podejmować lepsze decyzje marketingowe.

Przeczytaj również

Budowanie wizerunku czy generowanie leadów? Co powinno być priorytetem w marketingu małej firmy Dowiedz się więcej »

klucze, zamek

Dlaczego nie podam Ci gotowego promptu? O strategicznym podejściu do AI

klucze, zamek

Internet zalewają dziś gotowe rozwiązania. „10 najlepszych promptów dla marketera”, „Prompt, który napisze za Ciebie ofertę”, „Magiczna formułka do Chata GPT”. To kuszące, prawda? Wziąć gotowca, wkleić i patrzeć, jak sztuczna inteligencja rozwiązuje nasze problemy. Jest tylko jeden, fundamentalny problem z tym podejściem.

To nie działa. A przynajmniej nie tak, jak powinno.

Od lat powtarzam, że skuteczny marketing musi być zaplanowany. Musi wynikać ze strategii, znajomości klienta i unikalnego kontekstu firmy. I wiesz co? Z AI jest dokładnie tak samo. Traktowanie go jak automatu na gotowe komendy to prosta droga do produkowania generycznych, nijakich treści, które nie przyniosą żadnych efektów.

Porada zdrowotna, która nie jest dla Ciebie

Pozwól, że użyję analogii. Wyobraź sobie, że przychodzisz do mnie po radę, jak poprawić swoje zdrowie i kondycję. Ja, dumny ze swoich wyników, mówię: „To proste! Wstawaj codziennie o 6:00, biegaj na czczo 10 kilometrów, a potem jedz owsiankę. U mnie działa rewelacyjnie, u Ciebie też na 100% zadziała”.

Czy to dobra rada? Oczywiście, że nie. Jest wręcz niebezpieczna. Nie wziąłem pod uwagę Twoich celów (może chcesz zbudować masę mięśniową, a nie biegać maratony?), Twojej fizjologii, Twojego trybu dnia i godzin, w których jesteś najbardziej produktywny. To, co jest dla mnie optymalne, dla Ciebie może być drogą do kontuzji i frustracji.

Dokładnie tak samo jest z gotowymi promptami.

Każda firma to inny organizm

To, co działa u mnie, nie zadziała u Ciebie z prostego powodu: działamy w zupełnie innych kontekstach. Kopiując bezmyślnie czyjś prompt, ignorujesz najważniejsze elementy Twojego biznesu:

  • Twoich klientów: Mają inne potrzeby, problemy i mówią innym językiem niż moi.

  • Twój styl komunikacji: Twoja marka ma unikalny głos, którego gotowy prompt nie uwzględni.

  • Twoje cele: Chcesz generować leady? Budować wizerunek eksperta? A może edukować rynek?

  • Twoje narzędzia: Używasz darmowego Chata GPT 3.5, podczas gdy ktoś inny pracuje na płatnej wersji 4.0, Claude 3 Opus albo ma dostęp do AI przez API. Każde z tych narzędzi na ten sam prompt odpowie inaczej.

Wklejenie gotowca jest jak próba otwarcia Twojego mieszkania kluczem sąsiada. Może i zamek jest podobny, ale to jednak nie ten klucz.

Ewolucja promptu, czyli dlaczego rozmiar ma znaczenie

Kiedy zaczynałem pracę z AI, moje prompty były proste. Dziś te najlepsze, najbardziej dopracowane, mają po 8 czy 10 tysięcy znaków. Dlaczego? Bo są wynikiem niezliczonej ilości godzin testów, dziesiątek porażek i sukcesów.

Mój system AI zna mój styl pisania, wie, kim są moi klienci i jakie mają problemy. Został „nauczony” na podstawie moich tekstów, mojego sposobu myślenia i strategicznego podejścia. To już nie jest zwykła komenda. To rozbudowany kontekst, instrukcja i zbiór danych, które tworzą cyfrowego asystenta skrojonego na miarę moich potrzeb. Dzielenie się takim promptem mija się z celem, ponieważ jest on nierozerwalnie związany ze mną i moim biznesem.

Nie pytaj o przepis, pytaj o technikę gotowania

Czy to znaczy, że nie warto dzielić się wiedzą o AI? Wręcz przeciwnie! Ale zamiast prosić kogoś o gotowy prompt, zadaj znacznie lepsze pytanie: „Jak myślisz o tworzeniu promptu?”, „Na co zwracasz uwagę, instruując AI?”, „Jaką strukturę polecenia stosujesz, żeby osiągnąć konkretny cel?”.

To jest prawdziwa wartość. Nie gotowa formułka, ale zrozumienie procesu myślowego, który za nią stoi. To nauka strategicznego podejścia do nowego narzędzia, a nie szukanie drogi na skróty. Mogę opowiedzieć Ci o moim porannym bieganiu, żeby Cię zainspirować, ale to Ty musisz znaleźć aktywność, która służy Tobie.

Prawdziwa moc AI nie leży w kopiowaniu cudzych rozwiązań, ale w umiejętności przełożenia własnej, unikalnej wiedzy i strategii na język, który zrozumie maszyna.

I z taką myślą Cię dziś zostawiam

Marcin Osiak

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Pobierz checklistę skutecznych działań marketingowych

CO OTRZYMASZ:

Po zapisie — od razu:

Checklistę skutecznych działań marketingowych. Konkretne pytania, które pozwolą Ci:

  • weryfikować propozycje agencji i freelancerów,
  • odróżnić plan od chaosu,
  • zrozumieć, co naprawdę ma sens w Twojej sytuacji.

Co tydzień w Twojej skrzynce:

  • praktyczne wskazówki z zakresu strategii marketingowej,
  • przykłady oparte na liczbach (bez teorii i ozdobników),
  • narzędzia do mierzenia efektów działań,
  • perspektywę, która pozwala podejmować lepsze decyzje marketingowe.

Przeczytaj również

Dlaczego nie podam Ci gotowego promptu? O strategicznym podejściu do AI Dowiedz się więcej »

biuro, firma, biurowiec, przedsiębiorca, pracownicy

Jesteś przedsiębiorcą czy właścicielem miejsca pracy?

biuro, firma, biurowiec, przedsiębiorca, pracownicy

Kilka dni temu po raz drugi skończyłem czytać „Mit Przedsiębiorczości” Michaela E. Gerbera i tknęło mnie coś, czego za pierwszym razem nie zauważyłem. Gerber w swojej książce formułuje tezę, że zdecydowana większość osób, które biorą się za biznes nie stają się przedsiębiorcami, tylko właścicielami miejsca pracy.

Często się zdarza, że najlepsi handlowcy, świetni fryzjerzy czy kucharze dochodzą w swoim życiu do takiego momentu, w którym uznają, że skoro są tak dobrzy w tym co robią, to po co to pracować dla kogoś jak można na własny rachunek? Z jednej strony piękna idea, z drugiej bardzo niebezpieczna pułapka.

Właściciel miejsca pracy

Załóżmy że jesteś fryzjerem. Jednym z najlepszych w mieście. Uwielbiasz to robić. Jeździsz na branżowe konkursy, z których wracasz z nagrodami i klienci którzy chcą trafić „pod Twoje nożyczki” muszą się zapisywać na wizytę z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Pracujesz w zakładzie fryzjerskim, gdzie masz grafik, swój konkretny zakres obowiązków. Zysk z Twojej ponadprzeciętnej pracy i umiejętności w dużej mierze trafia jednak do właściciela lokalu bo Ty pracujesz na stałej pensji. Myślisz więc o tym, żeby otworzyć swój zakład. Z taką marką osobistą co może pójść nie tak? Jak pójdziesz na swoje, klienci pójdą za Tobą. Będziesz robił to co kochasz i dużo więcej na tym zarobisz.

Zakładasz więc działalność gospodarczą, wynajmujesz niewielki lokal, meblujesz go, kupujesz kosmetyki, zamawiasz szyld. W międzyczasie zwalniasz się z pracy i meldujesz swojej społeczności, że od dziś jesteś w nowym miejscu – na swoim. Z początku nawet fajnie się kręci, klienci przychodzą, obroty są na dobrym poziomie. Ale to na twojej głowie teraz jest przygotowanie lokalu do otwarcia, rozliczenie go po zamknięciu, opłacanie podatków, dbanie o to, żeby zawsze był odpowiedni zapas kosmetyków, przyjmowanie zapisów na wizyty i wiele więcej. Nie masz już grafiku i dni wolnych. Poza strzyżeniem masz mnóstwo innych obowiązków. Musisz być dla swoich klientów dostępny przez cały czas. Czujesz się coraz bardziej zmęczony i sfrustrowany a to, co kiedyś sprawiało Ci przyjemność wypala Cię do kości. Jakość usług z czasem spada, zaczynają pojawiać się błędy i braki w zatowarowaniu. I nawet jak zatrudniasz nowego pracownika, to nie mówisz mu jak ma działać, tylko „wrzucasz go na front” i razem ciągniecie ten wózek. Żeby tylko było Ci lżej.

A teraz podmień fryzjera na piekarza, sprzedawcę, marketingowca, fotografa (wstaw dowolne). To, że uwolniłeś się od szefa nie oznacza, że jesteś wolny. Teraz Twoimi szefami są klienci. Oni Ci płacą, ale tylko wtedy, gdy wykonujesz dla nich usługi. Jesteś więc niewolnikiem swojej firmy, bo jak przestaniesz pracować i pójdziesz na urlop, czy zwolnienie lekarskie, to nie zarobisz. Prowadząc biznes w taki sposób nie jesteś przedsiębiorcą. Zdaniem Gerbera w tej sytuacji jesteś właścicielem miejsca pracy.

Przedsiębiorca

Bo żeby być przedsiębiorcą, trzeba czegoś więcej niż tylko dobrze znać się na swoim fachu. Bycie specjalistą to zaledwie jedna z ról jakie są do odegrania we własnej firmie. Żeby być właścicielem firmy, a nie tylko miejsca pracy trzeba mieć czas, żeby pracować też nad firmą a nie tylko w firmie. Trzeba mieć czas na wymyślanie nowych rzeczy, działania strategiczne, tworzenie procesów i dbanie o to, żeby doświadczenie klienta było zawsze takie samo i powtarzalne niezależnie od tego, kto z członków zespołu będzie się nim zajmował.

No właśnie. Jest jeszcze jedna rzecz, która odróżnia przedsiębiorców od freelancerów. Ci pierwsi potrafią delegować pracę innym. Już przezwyciężyli w swojej głowie strach przed tym, że nikt inny jej nie wykona tak dobrze jak oni. Potrafią oddać część kompetencji specjalistom samemu uwalniając swój czas na ważniejsze zadania.

Zlecanie pracy przez abdykację

Gerber jednak i tu rozróżnia dwa style. Można zlecać pracę albo przez abdykację albo przez delegację. Pozwól, że znów wrócę na chwilę do przykładu z zakładem fryzjerskim. To pierwsze podejście oznacza, że zatrudniasz osobę, która ma cię odciążyć od wszystkiego co nie jest związane ze strzyżeniem ludzi. Ma być twoją prawą ręką. Jednak nie przekazujesz mu czego oczekujesz, liczysz tylko, że zadania których nie lubisz wykonywać znikną Ci sprzed oczu. A jak to się stanie? Już pracownika w tym głowa. To jest właśnie zlecanie pracy przez abdykację. Nie przekazujesz wartości, oczekiwań jak ma być wykonana praca i z czego będziesz rozliczał. Ma być i już. Po to zatrudniasz człowieka, żeby Ci to ogarnął, a nie żebyś musiał mówić mu co ma robić. I to działa, Twój pracownik zamawia kosmetyki, dba o reklamę, z czasem dopuszczasz go do finansów i robi rozliczenia z biurem rachunkowym. Zatrudnia nowych pracowników, żeby firma szybciej rosła. Można powiedzieć, że ogarnia firmę za Ciebie. A Ty z kolei znów masz spokój – robisz to co kochasz, strzyżesz ludzi.

Tylko co w sytuacji gdy Twoja prawa ręka odejdzie z pracy? Wszystko znów wróci do Ciebie, a pracownicy, których słabo znasz, albo którzy być może nawet Cię nie znają lub nie wiedzą że Ty jesteś ich szefem zostają w chaosie. Nie masz pojęcia kto się czym zajmuje, jak Twoja prawa ręka rozdzielała pracę itp. Działało? Działało. Więc nie wnikałeś. A ludzie, to byli de facto pracownicy Twojej byłej prawej ręki. Firma zaczyna sypać się jak domek z kart, pracownicy odchodzą, zostajesz znów sam z ręką w nocniku.

Zlecanie pracy przez delegację

A teraz druga sytuacja. Na samym początku działalności rozpisujesz sobie jak chciałbyś, żeby wyglądała struktura Twojej firmy. Jakie działy mają się w niej znajdować, kto za co odpowiada i przed kim raportuje. Niedorzeczne? Tak może Ci się wydawać bo na początku wszędzie wpisujesz swoje imię i nazwisko. W końcu jesteś soloprzedsiębiorcą i sam ogarniasz swoją firmę. Mimo wszystko rozpisujesz sobie (na piśmie) jak ma wyglądać proces sprzedaży, w jaki sposób obsługujesz klientów, o co ich pytasz, jak się ubierasz, jakich kosmetyków używasz, jaka jest struktura kampanii reklamowych, a nawet to, ile przychodu przeznaczasz na reklamę i inwestycje. W ten sposób tworzysz obszary kompetencji i w momencie, gdy Twoja firma zacznie rosnąć i będziesz zatrudniał kolejne osoby, to w kolejnych okienkach w Twoim schemacie po prostu będą zmieniały się nazwiska. Z czasem Tobie będą zostawać obszary najważniejsze z poziomu rozwoju firmy i te, które najbardziej lubisz robić. Wszystko będzie jasne i przejrzyste, a odejście kluczowej osoby nie spowoduje załamania się Twojej firmy i cofnięcia jej w rozwoju. 

Na pewno chcesz być przedsiębiorcą?

Jeśli nie czujesz że ta druga droga jest dla Ciebie, to może lepiej jest zostać pracownikiem u kogoś i skupić się na robieniu tego, co sprawia Ci prawdziwą przyjemność? A jeśli chcesz dorobić pracując na kilku frontach, są na rynku dostępne inne formy jak umowa – zlecenie czy umowa o dzieło. Nie trzeba od razu zakładać firmy.

I to nie jest wcale tak, że prawdziwie szczęśliwi na rynku pracy są tylko przedsiębiorcy i że posiadanie własnej firmy to jedyna droga do osiągnięcia sukcesu. Nie każdy ma w sobie smykałkę do tworzenia planów, wymyślania, budowania i rozpisywania strategii. Można spełniać się jako specjalista w swojej dziedzinie, szlifować swoje umiejętności i być coraz lepszym pracując dla kogoś. Masz wtedy więcej czasu żeby skupić się na tym co naprawdę lubisz robić, a nad tym, żeby system działał niech łamią sobie głowy inni. Musisz jednak trafić na uczciwego szefa, który wraz z rozwojem Twoich umiejętności i widząc jaką wartość generujesz dla jego firmy będzie potrafił wynagrodzić to, że coraz więcej dla niego zarabiasz.

I mimo, że sam z pracy na etacie na rzecz kontraktów B2B zrezygnowałem już jakiś czas temu, to dopiero po dwukrotnym przeczytaniu książki „Mit Przedsiębiorczości” dostrzegłem różnicę pomiędzy posiadaniem firmy a byciem właścicielem miejsca pracy. Choć formalnie wszyscy jesteśmy przedsiębiorcami, to faktycznie to są dwa zupełnie różne światy.

Marcin Osiak

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Pobierz checklistę skutecznych działań marketingowych

CO OTRZYMASZ:

Po zapisie — od razu:

Checklistę skutecznych działań marketingowych. Konkretne pytania, które pozwolą Ci:

  • weryfikować propozycje agencji i freelancerów,
  • odróżnić plan od chaosu,
  • zrozumieć, co naprawdę ma sens w Twojej sytuacji.

Co tydzień w Twojej skrzynce:

  • praktyczne wskazówki z zakresu strategii marketingowej,
  • przykłady oparte na liczbach (bez teorii i ozdobników),
  • narzędzia do mierzenia efektów działań,
  • perspektywę, która pozwala podejmować lepsze decyzje marketingowe.

Przeczytaj również

Jesteś przedsiębiorcą czy właścicielem miejsca pracy? Dowiedz się więcej »

artificial intelligence g7598d4d5f 1920 e1683898890842

Sztuczna inteligencja w małej firmie

artificial intelligence g7598d4d5f 1920 e1683898890842

Ten wpis na blogu pozwól, że zacznę inaczej niż zwykle, bo od adnotacji. Niniejszy wpis powstał przy pomocy sztucznej inteligencji. Aby pokazać Wam, jak zaawansowane są dziś już modele językowe AI poprosiłem Chata GPT o napisanie artykułu na temat zastosowania sztucznej inteligencji w małej lokalnej firmie. Poniższa treść ma więc można powiedzieć dwóch (dwoje?) autorów.

Jaka jest definicja sztucznej inteligencji i zastosowania w marketingu

Sztuczna inteligencja (AI) to dziedzina informatyki zajmująca się tworzeniem systemów mających za zadanie udoskonalenie procesów tak aby działały one lepiej, szybciej i bardziej efektywnie. W marketingu, sztuczna inteligencja może być wykorzystana m.in. do poprawy efektywności kampanii reklamowych, personalizacji ofert, automatyzacji powtarzalnych zadań czy analizy danych.

Jak dokładnie AI może nam w tym pomóc? Wykrywając wzorce zachowań sztuczna inteligencja jest w stanie zarekomendować produkty czy rozwiązania lepiej dopasowane do potrzeb klienta, co może sprawić, że personalizacja ofert wejdzie na jeszcze wyższy poziom niż obecnie.

Jak pokazuje przykład niniejszego wpisu sztuczna inteligencja może pomóc też w zbieraniu danych do artykułów, pomóc w pisaniu treści do social media, tworzeniu briefów do publikacji uwalniając tym samym nasz czas na bardziej kreatywne zajęcia. Narzędzia oparte na sztucznej inteligencji to jednak nie tylko automatyzacja procesów, to też pomoc w analizowaniu danych na przykład z kampanii reklamowych, dzięki czemu łatwiej jest potem wyciągać wnioski i rozumieć naszych klientów.

Warto jednak pamiętać, że sztuczna inteligencja nie jest rozwiązaniem na wszystkie problemy związane z marketingiem. Wymaga ona odpowiedniego zrozumienia i wykorzystania, aby przynieść oczekiwane korzyści.

Sztuczna inteligencja, a wsparcie w personalizacji kampanii reklamowych, automatyzacji procesów i analizie danych

Masz sklep internetowy? Sztuczna inteligencja pomoże Ci poznać preferencje Twoich klientów dzięki informacjom o ich zachowaniach, historii zakupów czy preferencjach. Duże zbiory danych nie są dla niej problemem w przygotowaniu informacji, na podstawie których będziesz mieć możliwość wyciągania lepszych dla swojego biznesu wniosków. Co więcej sztuczna inteligencja to “bestia”, która posiada algorytmy uczenia maszynowego. Dzięki temu “karmiąc ją” danymi sprawiamy, że ona cały czas się uczy – w zasadzie w czasie rzeczywistym. W ten sposób jest ona w stanie szybciej wykryć wzorce w danych dając w odpowiedzi bardziej spersonalizowaną ofertę czy wskazówki dot. ustawień kampanii reklamowych.

Jak jesteśmy przy sklepach online, to warto zaznaczyć, że algorytmy sztucznej inteligencji mogą skuteczniej pomóc w rekomendacji produktów przy zakupach, co niewątpliwie wpłynie na wartość klientów i liczbę konwersji.

Dla nieposiadających sklepów online wsparciem mogą być – inaczej, już są – chatboty obecne na rynku od dobrych kilku lat, ale z każdą kolejną generacją coraz bardziej inteligentne i coraz skuteczniej zdejmujące z pracowników obsługi klienta odpowiedzi na najczęściej powtarzające się pytania, dając im jednocześnie poczucie zaopiekowania. A dobra jakość obsługi klienta jest dla każdego biznesu jednym z kluczowych obszarów, o który należy zadbać. Utrzymać klienta często jest trudniej niż pozyskać nowego, ale to w sumie temat na zupełnie inne rozważania.

Konkretne zastosowania sztucznej inteligencji w pracy np. agencji reklamowej?

Proszę bardzo. Jednym z przykładów jest niniejszy wpis, który częściowo jest przygotowany przez Chata GPT. Moją rolą jest go zredagować, dokładnie sprawdzić, uzupełnić i nadać “ludzkiego sznytu” dla tekstu. Spora część pracy została jednak już wykonana zanim usiadłem do niego fizycznie.

Inny przykład? Słuchacie może audycji “Ekonomicznie in brief” dostępnej w podcastach od Voice House? W tych krótkich gospodarczych podsumowaniach tygodnia nie słyszymy wcale Jarosława Kuźniara, ale sztuczną inteligencję mówiącą jego głosem.

A co z analizą danych? Coraz więcej narzędzi oferuje nie tylko surowe dane na temat liczby użytkowników, wzmianek w mediach czy po prostu raportów. Już dziś wiele narzędzi jest wyposażonych w algorytmy mające za zadanie dać również konkretne wskazówki na temat tych danych. A to daje już bardziej przystępny wkład do podejmowania skuteczniejszych decyzji dla rozwoju biznesu.

Narzędzia oparte o sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym mają w naszym biznesie jeden cel – ułatwić podejmowanie decyzji o tym, co jest skuteczne oraz pomóc zwiększyć sprzedaż. Zaawansowane modele językowe w narzędziach typu Chat GPT uwalniają jeszcze jeden zasób – czas, który zdejmujemy powtarzalnych czynności, a który możemy poświęcić na inne zadania, albo wręcz na pracę nad firmą, a nie w firmie.

A czy są jakieś złe strony z wykorzystywania sztucznej inteligencji?

Choć wprowadzenie sztucznej inteligencji w małej lokalnej firmie przynosi wiele korzyści, bo daje dostęp do zasobów zarezerwowanych wcześniej dla dużych i bogatych organizacji. Może sprawić, że firma będzie zwinniejsza i bardziej konkurencyjna, to jednak należy pamiętać o kilku kwestiach.

Po pierwsze: Prawa autorskie. Algorytmy “karmią się” tym, co jest publicznie dostępne w internecie. Generując np. wpis na blog czy artykuł do kogo należą prawa autorskie? Do osoby, która wysyła zapytanie? Do właściciela narzędzia? Ta kwestia na pewno wymaga doprecyzowania i rozwiązania.

Po drugie: Bezpieczeństwo danych. Geneza tego zagrożenia jest podobna do przykładu powyżej. AI wymaga dostępu do dużej ilości danych, o których zbieranie, przetwarzanie i przechowywanie trzeba dbać.

Po trzecie: Nie bierzmy wyników za wyrocznię. Sztuczna inteligencja działa na podstawie algorytmów, które mogą zawierać błędy lub nieprawidłowości. Wprowadzenie takiego systemu może prowadzić do nieprawidłowych wyników lub decyzji, co może negatywnie wpłynąć na reputację firmy. Nawet bardzo cenne wskazówki jakie otrzymamy są tylko wynikiem pracy algorytmu. Pamiętajmy, że na koniec to my podejmujemy decyzję i jesteśmy za nią odpowiedzialni.

Po czwarte: Brak kontroli. Sztuczna inteligencja działa na podstawie danych i algorytmów, a nie zawsze jest możliwe dokładne zrozumienie procesu podejmowania decyzji. Małe firmy mogą mieć trudności z kontrolą działań sztucznej inteligencji i podejmowaniem decyzji na jej podstawie.

Po piąte: Brak interakcji. Sztuczna inteligencja może pomóc w automatyzacji wielu procesów, ale może również prowadzić do braku interakcji personalnej z klientami. Dla małych firm, które opierają swoją strategię na relacjach z klientami, może to być problem.

Podsumowując, wprowadzenie sztucznej inteligencji w małych firmach może być trudne i wiąże się z pewnymi wyzwaniami i zagrożeniami. Firmy muszą być świadome tych zagrożeń i przygotować się odpowiednio, aby zminimalizować ryzyko i osiągnąć korzyści z zastosowania sztucznej inteligencji.

Znamy już plusy i minusy, podjęliśmy decyzję, że chcemy spróbować. Jakie kroki należy podjąć, aby wprowadzić sztuczną inteligencję do małej lokalnej firmy?

Wprowadzenie sztucznej inteligencji do małej lokalnej firmy wymaga odpowiedniego planowania i przemyślenia. Oto kilka kroków, które należy podjąć, aby wprowadzić sztuczną inteligencję do małej lokalnej firmy:

  1. Określenie celów i potrzeb firmy – Pierwszym krokiem jest określenie celów, jakie ma osiągnąć firma dzięki wprowadzeniu sztucznej inteligencji. Czy chodzi o zwiększenie efektywności procesów, poprawę jakości usług czy zwiększenie sprzedaży? Należy też rozważyć, jakie konkretne zadania mają zostać zautomatyzowane oraz jakie problemy mają być rozwiązane za pomocą sztucznej inteligencji.
  2. Przygotowanie planu wdrożenia – Po określeniu celów, należy przygotować plan wdrożenia sztucznej inteligencji. Plan ten powinien obejmować wybór odpowiedniego oprogramowania i sprzętu, a także ustalenie harmonogramu prac i odpowiedzialności za poszczególne etapy projektu.
  3. Wybór odpowiedniego oprogramowania i sprzętu – Wybór odpowiedniego oprogramowania i sprzętu jest kluczowy dla sukcesu projektu. Należy wybrać rozwiązania, które najlepiej odpowiadają potrzebom firmy, a jednocześnie są dostępne w rozsądnej cenie.
  4. Wdrożenie systemu sztucznej inteligencji – Po wyborze oprogramowania i sprzętu, należy przystąpić do wdrożenia systemu sztucznej inteligencji. W tym etapie konieczne będzie zapewnienie odpowiedniego szkolenia dla pracowników, którzy będą obsługiwać system, a także przeprowadzenie testów i dostosowanie systemu do potrzeb firmy.
  5. Monitorowanie i analiza wyników – Po wdrożeniu systemu sztucznej inteligencji należy monitorować i analizować wyniki, aby ocenić skuteczność systemu i wprowadzić ewentualne poprawki. Należy również regularnie aktualizować system i wdrażać nowe funkcjonalności, aby zapewnić ciągły rozwój i poprawę efektywności.

Podsumowując, wprowadzenie sztucznej inteligencji do małej lokalnej firmy wymaga przemyślanej strategii i odpowiedniego planowania. Kluczowe jest określenie celów i potrzeb firmy, wybór odpowiedniego oprogramowania i sprzętu oraz odpowiednie szkolenie pracowników. Ważne jest również monitorowanie i analiza wyników, aby zapewnić ciągły rozwój i poprawę efektywności systemu.

A komu sztuczna inteligencja może zabrać pracę lub jakie zawody muszą liczyć się z tym, że czeka je zmiana?

Chat GPT twierdzi tak:

W dzisiejszych czasach rozwój technologii i postęp sztucznej inteligencji wpływa na wiele dziedzin i branż, także na zawody kreatywne. Niektóre z tych zawodów mogą stać się niepotrzebne lub wymagać zmiany w przyszłości. Oto kilka przykładów:

  1. Copywriter – Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji, programy do pisania tekstów stają się coraz bardziej zaawansowane i są w stanie generować coraz bardziej skomplikowane teksty. Copywriterzy, którzy piszą prostsze teksty, takie jak opisy produktów czy artykuły blogowe, mogą zacząć odczuwać konkurencję ze strony sztucznej inteligencji.
  2. Projektant graficzny – Zaawansowane algorytmy do tworzenia grafiki, takie jak Generative Adversarial Networks (GAN), mogą zastąpić pracę projektantów graficznych w pewnych obszarach, takich jak projektowanie banerów reklamowych czy tworzenie grafik dla mediów społecznościowych.
  3. Fotograf – Zastosowanie robotów, które wykonują zdjęcia i filmy w niskiej jakości, mogą wpłynąć na pracę fotografów w pewnych obszarach, takich jak fotografia produktowa czy fotografia eventowa.
  4. Animator – Wraz z postępem sztucznej inteligencji, rozwija się również animacja generowana przez komputer. Algorytmy do tworzenia animacji, takie jak Deep Learning, pozwalają na tworzenie animacji w szybszym czasie i z mniejszym nakładem pracy.
  5. Dziennikarz – Wraz z rozwojem algorytmów do pisania tekstów, takich jak Narrative Science czy Automated Insights, niektóre zadania dziennikarskie, takie jak pisarstwo relacji sportowych lub biznesowych raportów, mogą być wykonywane przez maszyny.
  6. Kompozytor muzyki – W dzisiejszych czasach istnieje wiele programów, które pozwalają na tworzenie muzyki automatycznie, co może wpłynąć na pracę kompozytorów muzyki.

Ważne jest, aby zwrócić uwagę na te zmiany i dostosować swoje umiejętności do wymagań nowoczesnego rynku pracy. Niektóre z tych zawodów mogą się rozwijać i ewoluować, co oznacza, że będą wymagać innych umiejętności niż te, które były potrzebne w przeszłości. Dlatego tak ważne jest ciągłe kształcenie się i rozwijanie swoich umiejętności, aby przetrwać w świecie, gdzie sztuczna inteligencja i technologia mają coraz większe znaczenie.

Ostatni akapit to w sumie doskonała puenta do całego artykułu. Choć sztuczna inteligencja to jest trend, od którego nie uciekniemy, to pracy moim zdaniem nam nie zabraknie. Będzie ona po prostu inna. Niezależnie od tego czym się zajmujemy zadań do wykonania zawsze jest więcej niż mamy dostępnego czasu na ich realizację. Wsparcie sztucznej inteligencji sprawi jednak, że decyzje będziemy mogli podejmować bardziej przemyślane i oparte mocniej na danych niż na intuicji. Proste, powtarzalne czynności ustąpią miejsca bardziej wymagającym. Moim zdaniem też jak sztuczna inteligencja będzie coraz bardziej powszechna w biznesie, dopisek “created by human” będzie miał większą wartość dla klientów za którą będą w stanie płacić więcej.

To jest kolejny, nie wiem czy nie jeden z najważniejszych momentów na to, żeby budować markę i dbać o reputację. Od sztucznej inteligencji nie uciekniemy. Musimy zrobić wszystko, żeby ona pracowała dla nas. Wtedy o przyszłość możemy być spokojni.

Marcin Osiak

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Pobierz checklistę skutecznych działań marketingowych

CO OTRZYMASZ:

Po zapisie — od razu:

Checklistę skutecznych działań marketingowych. Konkretne pytania, które pozwolą Ci:

  • weryfikować propozycje agencji i freelancerów,
  • odróżnić plan od chaosu,
  • zrozumieć, co naprawdę ma sens w Twojej sytuacji.

Co tydzień w Twojej skrzynce:

  • praktyczne wskazówki z zakresu strategii marketingowej,
  • przykłady oparte na liczbach (bez teorii i ozdobników),
  • narzędzia do mierzenia efektów działań,
  • perspektywę, która pozwala podejmować lepsze decyzje marketingowe.

Przeczytaj również

Sztuczna inteligencja w małej firmie Dowiedz się więcej »

Projekt bez tytulu 2

Jak sztuczna inteligencja zmieni naszą pracę

Projekt bez tytulu 2

Sztuczna inteligencja za sprawą chata GPT to temat, który od kilku tygodni w mojej bańce informacyjnej w zasadzie nie schodzi z agendy. No i wcale się nie dziwię. Jest to narzędzie, które jak tylko dojrzeje, na pewno zmieni bardzo dużo w naszym sposobie pracy. Progres jest ogromny i z każdym rokiem sztuczna inteligencja robi się coraz bardziej “inteligentna”. Jeszcze niedawno nie do pomyślenia było to, co żeby rozmawiać z czatem w naszym naturalnym języku czy żeby jakaś aplikacja generowała dla nas obrazy. A dziś ta technologia coraz bardziej zadomawia się w naszej rzeczywistości.

Sztuczna inteligencja jest na początku drogi

Choć wydawać się może, że sztuczna inteligencja jest cholernie inteligentna, to da się zauważyć, że jest to narzędzie będące jeszcze w wieku dziecięcym. Zobaczcie poniżej. Impreza nigdy się nie odbyła, zdjęcia zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Jednak jak się przyjrzycie detalom nie wszystko jest takie jak powinno

Podobnie Chat GPT. Dziś jeszcze robi dużo błędów, gada głupoty, jednak robi to z ogromnym przekonaniem. Nie wolno więc brać za pewnik informacji, które otrzymujemy

Zrzut ekranu 2023 02 19 o 08.53.30
Jak sztuczna inteligencja zmieni naszą pracę 48

A teraz pomyślcie sobie co to będzie, jak produkt “dojrzeje”? Czy czeka nas takie połączenie z technologią jak przedstawione w firmie “Her” z 2013 roku o związku samotnego mężczyzny i systemu operacyjnego?

Sztuczna inteligencja w biznesie

No dobrze, zejdźmy na ziemię. Rozważaniem przyszłości niech zajmą się futorologowie oraz dziennikarze. My jesteśmy prostymi przedsiębiorcami. Dlatego w naszych dzisiejszych rozważaniach chciałbym skupić się bardziej w jaki sposób sztuczna inteligencja może wpłynąć na nasze małe biznesy. Widzę co najmniej kilka kierunków, w których to narzędzie może być przydatne.

Najpierw w czym może nam pomóc:

Sztuczna inteligencja już dziś jest bardzo dobrze wytrenowana. Mimo błędów jakie wciąż robi, jak poprosisz ją o dokończenie przysłowia Nie taki diabeł straszny, to w 99 proc. przypadków dopisze prawidłowo “jak go malują”. Mimo, że nie zna kontekstu ani nie rozumie co to oznacza. Po prostu wie, że tak powinno być. Sztuczna inteligencja tworzenie treści i swój trening opiera na modelach językowych, dlatego jak trzeba, to napisze ofertę językiem korzyści, coś przetłumaczy czy poda 20 powodów dla których warto prowadzić biznes. Te odpowiedzi jednak nie opierają się na zrozumieniu, a są wynikiem treningu i skomplikowanych obliczeń.

Podobnie jest z programowaniem. I choć na tym się nie znam, a kod to dla mnie język obcy, to wielu ekspertów podkreśla, że sztuczna inteligencja to też ułatwienie pracy dla programistów. Jak trzeba to napisze kod na stronę internetową albo pomoże zakodować jakąś jej sekcję. Możemy jej powiedzieć na przykład “zakoduj podstronę z ofertą w języku x” i w odpowiedzi otrzymamy kod.

A jak tworzysz obrazy czy wideo, to sztuczna inteligencja również i w tym Ci pomoże. Obrazki pokazywałem kilka akapitów wyżej. W wideo zastosowań jest znacznie więcej. Najbardziej przydatnym w mojej ocenie jest wsparcie w tłumaczeniu na obce języki. Teraz jest tak, że jak chcesz dotrzeć z przekazem do klientów na przykład w Hiszpanii, to do filmu na YouTube dodajesz hiszpańskie napisy lub dogrywasz ścieżkę z lektorem. A teraz wyobraź sobie, że dzięki wsparciu sztucznej inteligencji Ty sam zaczniesz mówić po hiszpańsku.

Zastosowań sztucznej inteligencji jest znacznie więcej. Chociażby w edukacji czy medycynie. Tu podałem tylko pierwsze z brzegu przykłady jakie przyszły mi do głowy z perspektywy swojego biznesu. Pewnym jest, że dzięki narzędziom opartym o sztuczną inteligencję firmy będą w stanie zaoszczędzić masę pieniędzy, a rozwiązania, które dotąd były zarezerwowane dla podmiotów z naprawdę dużymi budżetami z czasem się upowszechnią.

Medal jednak zawsze ma dwie strony. Sztuczna inteligencja czy Chat GPT to nie tylko dobro czy ułatwienie w pracy. To też kilka zagrożeń, które dostrzegam dla naszych biznesów.

Po pierwsze – wielu specjalistów będzie musiało dostosować się do nowej rzeczywistości. Jeśli wydawało się komuś, że do końca życia będzie copywriterem albo grafikiem, to cóż. Być może będzie, ale ta rola będzie wyglądała zupełnie inaczej. Nie będzie już musiał pisać od początku do końca, a jego rolą będzie bardziej poprawianie i redagowanie tekstów tworzonych przez sztuczną inteligencję, żeby nadać jej „ludzki charakter”. Najlepsi copywriterzy, którzy dostosują się do zmian, albo zaproponują swój unikalny styl, za który firmy będą w stanie zapłacić przetrwają. Inni, którzy zajmują się “prostym klepaniem tekstów” będą pewnie musieli poszukać sobie innego zajęcia.

Po drugie – treści tworzone przez sztuczną inteligencję – jeszcze moim zdaniem przez długi czas bez specjalnego wysiłku będzie można odróżnić od tych pisanych od początku do końca przez ludzi. I z jednej strony contentu będzie więcej, z drugiej będzie on marnej jakości i szum informacyjny może tylko się pogłebić. Będziemy więc zalewani jeszcze większą masą niskiej jakości contentu. Inną sprawą jest to, jak wyszukiwarki podejdą do takich treści i czy nie będą obniżać rankingu stron, których treści są wygenerowane automatycznie. Już dziś widzimy pierwsze oznaki tego, że Google nie lubi się z Chatem GPT.

Po trzecie – tu moim zdaniem czycha na nas duże niebezpieczeństwo. Musimy być jeszcze bardziej czujni. Technologia deep fake coraz lepiej sobie radzi z podmienianiem twarzy. A teraz wyobraź sobie, że poza wygenerowanym obrazem bliskiej Ci osoby słyszysz jeszcze jego głos. Jak odróżnić prawdziwą osobę od “podrobionej”? Już widzisz do czego zmierzam? 

Obecnie jesteśmy na etapie zafascynowania technolgią, jak na początku XXI wieku byliśmy zafascynowani pierwszymi smartfonami. Niemniej moim zdaniem jest szalenie ważne, żeby edukacja i prawo w tym przypadku nadążała za technologią. Potrzebna jest co najmniej szeroka kampania edukacyjna, która pokaże wszystkim zarówno szanse jak i zagrożenia płynące z rozwoju sztucznej intelogencji. W przeciwnym razie będziemy często czytać w mediach kryminałki na temat oszustw i kradzieży, przed którymi osobom nie będącym na bieżąco z nowinkami technologicznymi trudniej będzie się ustrzec.

Sztuczna inteligencja to temat, którego w żaden sposób nie da się ominąć. Z czasem będzie wpływać na coraz kolejne obszary naszego życia i stanie się integralną częścią pracy. Uczmy się jej, ale miejmy z tyłu głowy również drugą stronę medalu. Moim zdaniem pracy nam nie zabraknie, jednak – podobnie jak podczas innych rewolucji – za kilka, kilkanaście lat będzie ona wyglądała zupełnie inaczej od obecnej. Zawsze jest co robić, a pracy tylko przybywa. Jednak ona wciąż się zmienia. A nam nie zostaje nic innego, jak dostosować się do nadchodzącej przyszłości.

Marcin Osiak

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Pobierz checklistę skutecznych działań marketingowych

CO OTRZYMASZ:

Po zapisie — od razu:

Checklistę skutecznych działań marketingowych. Konkretne pytania, które pozwolą Ci:

  • weryfikować propozycje agencji i freelancerów,
  • odróżnić plan od chaosu,
  • zrozumieć, co naprawdę ma sens w Twojej sytuacji.

Co tydzień w Twojej skrzynce:

  • praktyczne wskazówki z zakresu strategii marketingowej,
  • przykłady oparte na liczbach (bez teorii i ozdobników),
  • narzędzia do mierzenia efektów działań,
  • perspektywę, która pozwala podejmować lepsze decyzje marketingowe.

Przeczytaj również

Jak sztuczna inteligencja zmieni naszą pracę Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry