Opinie

Dlaczego marketing nie działa, gdy akurat go potrzebujesz?

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Dlaczego marketing w małych firmach nie działa wtedy, gdy uruchamiasz go w panice i liczysz na szybkie efekty
  • Ile czasu naprawdę potrzeba, żeby marketing w małej firmie zaczął wspierać sprzedaż
  • Na czym polega różnica między falą przypadkowych zapytań a powtarzalnym systemem pozyskiwania klientów
  • Dlaczego marketing i sprzedaż muszą ze sobą współpracować, żeby działania miały sens
  • Co sprawdzić i od czego zacząć, zamiast czekać na kolejną „falę” klientów

Jeśli masz wrażenie, że marketing nie działa, bardzo możliwe, że problem nie leży w narzędziach, kanałach ani budżecie. Najczęściej problemem jest moment, w którym próbujesz z niego skorzystać.

W małych firmach marketing bardzo często uruchamia się wtedy, gdy zaczyna brakować klientów. Gdy sprzedaż siada, pojawia się presja i potrzeba „zrobienia czegoś szybko”. Kampanie, posty, reklamy, testy kolejnych rozwiązań. Po kilku tygodniach przychodzi rozczarowanie, bo efektów wciąż nie widać.

I właśnie w tym miejscu rodzi się przekonanie, że marketing nie działa.

Marketing to nie włącznik światła

Jednym z najczęstszych błędów w myśleniu o marketingu jest traktowanie go jak włącznika. Nie ma klientów — włączamy marketing. Są klienci — wyłączamy marketing.

Tyle że marketing tak nie działa.

Włącznik reaguje natychmiast. Klikasz — jest światło. Klikasz ponownie — znowu ciemno. A marketing to dziedzina, która działa w czasie. Potrzebuje powtarzalności, kontaktów, ekspozycji i zaufania.

W praktyce w małej firmie wygląda to zwykle tak:

  • uruchamiasz działania
  • po kilku tygodniach ludzie zaczynają Cię kojarzyć
  • po 2–3 miesiącach pojawiają się pierwsze reakcje, obserwacje, zapytania
  • po 4–6 miesiącach możliwe są pierwsze realne sprzedaże od osób, które wcześniej Cię nie znały

Dopiero po tym czasie marketing zaczyna realnie wspierać sprzedaż.

Benchmarki rynkowe dla MŚP pokazują, że pierwsze zauważalne efekty marketingu (ruch, reakcje, zapytania) pojawiają się zwykle po 3–6 miesiącach regularnych działań, a stabilny, przewidywalny napływ leadów to często perspektywa 6–12 miesięcy.

To nie są obietnice, tylko realia wynikające z długości procesów decyzyjnych i sprzedażowych.

Dlaczego marketing „nie działa”, choć robisz działania

Bardzo wiele firm dochodzi do wniosku, że marketing nie działa, bo myli brak natychmiastowego efektu z brakiem skuteczności.

Jeśli:

  • zaczynasz działania w momencie spadku sprzedaży
  • liczysz na szybkie zamknięcie tematu
  • nie masz punktu odniesienia w danych
  • i zmieniasz kierunek co kilka tygodni

to marketing będzie wyglądał jak nieskuteczny, nawet jeśli idziesz w dobrą stronę.

Marketing wymaga czasu, a sprzedaż działa z opóźnieniem. W małych firmach usługowych B2B średni cykl sprzedaży — od pierwszego kontaktu do podpisania umowy — wynosi zwykle 30–45 dni, a przy bardziej złożonych usługach może się wydłużyć do 2–3 miesięcy*.

To oznacza, że marketing musi zacząć działać zanim sprzedaż zacznie reagować. Gdy oczekujesz efektów „na już”, system po prostu nie ma szans się rozpędzić.

Fala zamówień to nie system

Częstym doświadczeniem w małych firmach jest jeden bardzo dobry miesiąc. Nagle wpada kilka projektów, klienci się odzywają, pojawia się poczucie ulgi.

Problem zaczyna się wtedy, gdy nie wiesz, skąd te projekty przyszły.

Jeśli jedyna odpowiedź brzmi „nie wiem”, „tak się złożyło” albo „klienci się obudzili”, to nie był system. To była fala. A fale — z definicji — przypływają i odpływają.

Nie istnieją twarde raporty mierzące „fale zamówień” jako osobny wskaźnik. To pojęcie praktyczne, a nie standardowy KPI. Na podstawie danych o sezonowości sprzedaży w MŚP oraz długości cykli sprzedażowych można jednak przyjąć, że takie okresy zwiększonego popytu trwają zwykle kilka tygodni i często wynikają z nakładania się kilku czynników jednocześnie.

Bez wiedzy:

  • które źródła generują zapytania
  • które działania da się powtórzyć
  • a które były jednorazowym zbiegiem okoliczności

każdy dobry miesiąc jest tylko szczęściem, nie fundamentem.

Reaktywny marketing kontra marketing zaplanowany

Nie istnieje jedno precyzyjne badanie dla Polski, które dokładnie pokazuje, jaki procent małych firm działa marketingowo wyłącznie reaktywnie. Dostępne raporty i przeglądy praktyk MŚP — zarówno polskie, jak i zagraniczne — pokazują jednak spójny trend.

Większość małych firm intensyfikuje działania marketingowe dopiero w momencie spadku sprzedaży, a tylko mniejsza część prowadzi je w sposób ciągły i zaplanowany.

W zagranicznych benchmarkach dla MŚP najczęściej pojawiają się przedziały:

  • 60–80% firm działających reaktywnie
  • 20–40% firm prowadzących marketing w sposób stały

To nie są precyzyjne statystyki, ale dobrze oddają skalę zjawiska.

Marketing zaplanowany różni się od reaktywnego jednym kluczowym elementem: opiera się na danych i powtarzalności, a nie na panice.

Marketing i sprzedaż nie konkurują ze sobą

Marketing nie zastępuje sprzedaży.

Sprzedaż nie zastępuje marketingu.

Marketing przyprowadza ludzi pod Twoje drzwi. Sprzedaż decyduje, czy ktoś przez te drzwi wejdzie.

Jeśli:

  • nie odbierasz telefonu
  • oddzwaniasz po kilku dniach
  • nie odpowiadasz na zapytania
  • nie masz procesu obsługi leadów

to nawet najlepiej prowadzona kampania będzie pieniędzmi wyrzuconymi w błoto.

Z drugiej strony, sprzedaż bez marketingu oznacza czekanie przy telefonie, który milczy. Te dwa obszary muszą ze sobą współpracować, bo żaden z nich nie działa skutecznie w oderwaniu od drugiego.

Co robić zamiast czekać na kolejną falę

Zacznij od faktów, nie od opinii.

Sprawdź, skąd przyszły ostatnie zapytania:

  • wyszukiwarka
  • polecenia
  • kampanie
  • treści publikowane wcześniej

Jeśli nie masz danych, zapytaj klientów wprost i zapisz odpowiedzi.

Następnie policz, ile zapytań miesięcznie potrzebujesz, żeby osiągnąć swój cel biznesowy. Jeśli jedno na pięć zapytań kończy się sprzedażą, wiesz dokładnie, ile leadów musisz generować.

Na tej podstawie budujesz system:

  • regularne działania
  • mierzenie efektów
  • wzmacnianie tego, co działa
  • wyłączanie tego, co nie działa

I dajesz temu czas. Minimum kilka miesięcy.

Marketing działa wtedy, gdy go nie potrzebujesz

Marketing nie działa, gdy włączasz go w panice.

Działa wtedy, gdy budujesz go spokojnie — zanim przyjdzie kolejny dołek. Bo wtedy nie liczysz na fale. Masz system.

Jeśli dziś masz zapytania i projekty, to jest najlepszy moment, żeby zająć się marketingiem. Nie po to, żeby „robić więcej”, tylko po to, żeby następnym razem wiedzieć, co naprawdę zadziałało.

Jeśli chcesz, kolejnym krokiem może być:

  • uporządkowanie obecnych działań marketingowych i sprzedażowych w jeden spójny proces
  • albo sprawdzenie, czy marketing zaplanowany w Twojej firmie w ogóle ma sens

To już nie jest kwestia narzędzi.

To jest decyzja.

*na podstawie zagranicznych benchmarków sprzedaży B2B: CSO Insights, Gartner, HubSpot – brak jednego, twardego raportu dla polskiego rynku MŚP

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Dlaczego marketing nie działa, gdy akurat go potrzebujesz? Dowiedz się więcej »

Marketingowy przewodnik dla przedsiębiorców na 2026 rok

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Dlaczego większość trendów ląduje „na półce” w małych firmach
  • Co z obietnic na 2025 faktycznie zadziałało w Polsce
  • 5 obszarów marketingu na 2026 do wdrożenia bez działu marketingu
  • Ile czasu i budżetu potrzebujesz na każde działanie
  • Jak zobaczyć pierwsze wyniki w 3-6 miesięcy

Artykuły o trendach brzmią świetnie, zapowiadają rewolucję. AI zmieni wszystko. Wideo zdominuje komunikację. Personalizacja stanie się standardem.

Czytasz, kiwasz głową, odkładasz.

I nic się nie zmienia. Między „to ciekawe” a „wdrażam to w firmie” jest przepaść: brak ludzi, brak czasu, brak jasnego planu. Większość trendów ląduje w folderze „kiedyś do tego wrócę” obok prezentacji po szkoleniach.

Mój przewodnik nie obiecuje kolejnej rewolucji.

Pokazuje konkretne działania dla małej firmy, z budżetem około 5000 zł miesięcznie i rezultatami możliwymi do osiągnięcia w 3-6 miesięcy. Zanim jednak zaplanujemy 2026, sprawdźmy co faktycznie zadziałało w mijającym 2025 roku.


Lekcja pierwsza: narzędzia bez procesu to tylko kolejny abonament

AI miała przejąć marketing. Czatboty pisać treści, automatyzować obsługę, generować kampanie.

Według raportu HubSpot State of Marketing 2025, AI faktycznie stała się standardowym narzędziem marketerów – research, drafty tekstów, analiza danych. Tylko że AI nie zastąpiła człowieka, który musi stworzyć dobry brief i sprawdzić jakość.

Odbiorcy wyczuwają sztuczny język. I szybko uciekają

Dlatego moje pytanie brzmi: dlaczego tak niewiele firm wykorzystało potencjał AI?

Nie przez brak budżetu. ChatGPT, Gemini, Claude kosztują grosze. Według raportu NASK „Generatywna sztuczna inteligencja a polski rynek pracy” barierą okazał się brak kompetencji i czasu – nikt nie wie jak ułożyć workflow, jak briefować narzędzie, jak weryfikować wyniki.

Bez procesu licencja leży niewykorzystana.

Podobnie było z marketing automation. Firmy kupiły CRM-y, systemy mailingowe, narzędzia do segmentacji, ale jak czytamy w Raporcie Strategicznym IAB Polska 2024/2025, większość kończy na prostych segmentach newslettera i remarketingu. Pełna personalizacja? Rzadkość.

Dane w firmach są nieuporządkowane, nikt nie ma czasu na projektowanie scenariuszy. Zespół nie wie co mierzyć.

Narzędzia nie działają same. Potrzebujesz prostego procesu: kto, co, kiedy i jak mierzy rezultat. Dopiero wtedy technologia wspiera biznes zamiast zajmować miejsce na dysku.

Lekcja druga: content i wideo wymagają systematyczności, nie genialności

Short-video miało zdominować marketing. Wszyscy mówili o TikToku, Reelsach, Shortsach.

I sprawdziło się.

Według raportu Digital 2025: Poland, Polacy spędzają średnio około 2 godziny dziennie w mediach społecznościowych, w większości przeglądając krótkie treści wideo na Tik Toku czy Instagramie. Cytowane wcześniej opracowanie IAB Polska to potwierdza, wideo online to najszybciej rosnąca część budżetów reklamowych.

Nawet branże B2B zaczęły używać krótkiego wideo do edukacji i budowania zaufania.

Ile firm publikuje regularnie?

Mało. Nie przez brak budżetu – smartfon wystarczy, darmowe aplikacje działają. Przeszkodą jest mentalność („nie chcę się pokazywać”) i brak systematyczności.

Łatwiej powiedzieć „nie mam czasu” niż zaplanować 2 godziny tygodniowo na 3 nagrania.

To samo z content marketingiem. Według badania Kondycja rynku content marketing w Polsce 2025, 80% polskich firm inwestuje w treści. Odsetek tych ze spisaną strategią wzrósł znacząco.

Ale co z realizacją?

Wiele planów ląduje w szufladzie. Brak procesu egzekucji: kto tworzy, kiedy publikuje, jak mierzymy. Raport pokazuje też, że rośnie presja na powiązanie treści z celami biznesowymi – nie chodzi już o zasięgi, chodzi o leady i sprzedaż.

Content marketing nie wymaga genialnych pomysłów co tydzień.
Wymaga systemu: 3-4 filary tematyczne, kalendarz na kwartał, podział obowiązków, proste KPI. Reszta to powtarzalność i optymalizacja na podstawie liczb.

Lekcja trzecia: mentalność blokuje bardziej niż budżet

Sprawdźmy koszty z 2025.

Abonamenty na narzędzia AI to kilkaset złotych miesięcznie. Short-video: smartfon i ewentualnie 1000-2000 zł na promocję najlepszych materiałów. Marketing automation: rozsądne abonamenty systemów mailingowych. Do pewnego poziomu wystarczą plany darmowe popularnych narzędzi.

Czyli wdrożenie nie wymaga dziesiątek tysięcy. Co więc blokuje większość firm?

Nie budżet. Nie technologia. Według raportów z rynku polskiego (IAB Polska) głównym problemem jest brak decyzji: co jest priorytetem, kto to robi, jak długo czekamy na efekt, co mierzymy.

Właściciel nie chce być twarzą firmy. Handlowiec nie ma czasu. Nikt nie wie z czego rozliczać agencję.

Marketing wymaga jasnych ustaleń.
Bez tej decyzji żaden trend nie pomoże. Z tą decyzją wystarczy kilka godzin tygodniowo i niewielki budżet, żeby w 3-6 miesięcy zobaczyć pierwsze rezultaty.

I teraz już wiesz na co zwrócić uwagę w 2026.


1. AI jako narzędzie codziennej pracy – nie futurystyczna zabawka

Według HubSpot State of Marketing 2025, zespoły które adaptują AI do regularnych zadań szybciej realizują cele marketingowe.

Ale nie chodzi o licencję. Chodzi o 5-10 gotowych promptów do powtarzalnych działań.

Weźmy typowy tydzień w małej firmie:

Audyt konkurencji → prompt analizuje oferty i komunikację

Strategia kampanii → prompt generuje konspekt, ty dopracowujesz

Odpowiedzi na maile → prompt podsuwa szkic, ty personalizujesz

Podsumowanie spotkania → prompt wyciąga kluczowe wnioski

Proces wygląda tak:

AI robi draft → człowiek ocenia → dopracowuje → publikuje

Oszczędzasz kilkanaście godzin miesięcznie.

Koszt? 100-500 zł miesięcznie na narzędzia. ChatGPT Plus, Perplexity, Claude, Microsoft Copilot wystarczą na start.

Czas wdrożenia? 2-4 tygodnie na wypracowanie pierwszych procesów przez jedną osobę. Potem regularnie odzyskujesz czas na strategię i kontakt z klientami.

Pozostaje jednak pytanie: kto w Twojej firmie odpowiada za wdrożenie i kontrolę jakości?

Bez tej decyzji AI zostanie ciekawostką, a nie narzędziem pracy. I tu można nawiązać do mojej oferty wsparcia w tym procesie – bo różnica między firmą która eksperymentuje z AI, a tą która ją wykorzystuje leży właśnie w dobrze zaprojektowanym procesie.


2. Short-video systematycznie – wg zasady „done is better than perfect”

Jak czytamy w raporcie Digital 2025: Poland, wideo online stale rośnie – zarówno w czasie konsumpcji, jak w budżetach reklamowych. Według danych IAB Polska, reklama wideo generuje najwyższe ROI spośród formatów digitalowych. Nawet w B2B i branżach tradycyjnych.

Wideo „odczarowuje” branżę. Pokazuje realne osoby z firmy, buduje zaufanie, wyjaśnia skomplikowane tematy prościej niż tekst.

Jak to wykorzystać bez studia nagraniowego?

Wybierasz 2-3 serie:

→ Błędy które widzisz u klientów

→ Case w 60 sekund

→ Kulisy realizacji

→ Pytania z maili

Nagrywasz 3-5 shortów tygodniowo smartfonem. Publikujesz równolegle: TikTok, Instagram Reels, YouTube Shorts, LinkedIn.

Po 8-12 tygodniach sprawdzasz które materiały mają najlepszy czas oglądania. Te promujesz budżetem 1000-2000 zł miesięcznie.

Zasoby?

Jedna osoba jako „twarz” – właściciel, ekspert, handlowiec. Ewentualnie montażysta (wewnętrzny lub freelancer).

Czas: 1-2 godziny tygodniowo na nagranie + 2-3 godziny na montaż i publikację.

Budżet: od zera (organicznie) do 2000 zł na promocję sprawdzonych materiałów.

Najważniejsze: nie musisz być idealny. Odbiorcy wolą prawdziwą osobę która wyjaśnia wartość usługi niż wypolerowany materiał bez treści.


3. Content marketing uporządkowany i nastawiony na wynik

Według badania Kondycja Content Marketingu w Polsce 2025, content jest już standardem – 80% firm inwestuje w treści.

Ale jest ogromna różnica między firmami które „robią content” a tymi które go wykorzystują do leadów i sprzedaży.

Jak czytamy w raporcie w tym raporcie, przewagę dadzą ci którzy potrafią łączyć treści z procesem sprzedażowym zamiast tylko budować zasięgi.

Weźmy na przykład firmę szkoleniową:

Publikuje artykuł o błędach w delegowaniu → generuje ruch z Google → część osób zapisuje się na newsletter → newsletter prowadzi do konsultacji → konsultacja kończy się sprzedażą

ruch → zapis → lead → klient.

Jak to zorganizować?

Definiujesz 3-4 filary treści na podstawie pytań klientów. Planujesz kwartalny kalendarz: 1 większa treść tygodniowo (artykuł, film, podcast) + recykling na social i newsletter.

Ustawiasz proste KPI na 3-6 miesięcy:

→ Liczba zapytań z formularza

→ Liczba konsultacji z treści

→ Liczba leadów z konkretnych artykułów

Raz na kwartał robisz audyt. Top-treści (ruch, zapytania, sprzedaż), te rozwijasz. Resztę odcinasz lub łączysz.

Zasoby?

Jedna osoba wewnętrzna + wsparcie AI lub copywritera. 1 dzień miesięcznie na planowanie + 1-2 dni na tworzenie. Budżet: od zera (wewnętrznie z AI) do 3000 zł miesięcznie na wsparcie.

Content nie wymaga genialnych pomysłów co tydzień.
Wymaga systemu i minimum 3 miesięcy cierpliwości.

I tutaj strategiczne podejście do planowania treści – którego brakuje większości firm – robi różnicę między contentem który generuje zasięgi, a contentiem który generuje sprzedaż.


4. Retencja i proste automatyzacje zamiast ciągłego gonienia nowych klientów

Według HubSpot State of Marketing 2025, wzrost kosztów reklam powoduje że opłaca się maksymalizować wartość obecnych klientów zamiast stale inwestować tylko w pozyskiwanie nowych.

Obecnie obraz wygląda tak, że większość firm ma dziurawy lejek.Leady bez follow-upu. Klienci którzy nie wiedzą o dodatkowych usługach. Nieaktywne kontakty do reaktywacji.

Jak to załatać bez enterprise’owych systemów?

Wdrażasz 3-4 podstawowe sekwencje:

Onboarding → seria maili z materiałami, kolejnymi krokami, FAQ dla nowych klientów

Follow-up po realizacji → prośba o opinię, propozycja kolejnej usługi

Lead nurturing → 3-5 maili edukacyjnych dla osoby która zapytały o ofertę

Reaktywacja → kontakt do nieaktywnych po określonym czasie

Możesz to spiąć z prostym CRM-em lub systemem mailingowym.

Mierzysz: liczbę reaktywowanych klientów, liczbę leadów konwertujących po sekwencji, wartość cross-sellingu

Zasoby?

Jedna osoba od sprzedaży/obsługi + wsparcie stratega do zaprojektowania sekwencji, usługa, którą można zlecić jednorazowo.

Czas wdrożenia: 2-4 tygodnie. Potem 1-2 godziny miesięcznie na optymalizację.

Budżet: 200-1000 zł miesięcznie na narzędzia + ewentualnie kilka tysięcy jednorazowo za wdrożenie.

Różnica między firmą z automatyzacjami a bez?

Pierwsza nie traci leadów i klientów przez zapomnienie.


5. Social selling i lokalni eksperci działają lepiej niż wielkie kampanie

Według raportów z rynku B2B (Flowmore, SalesBoutique), social media – szczególnie profile osobiste – generują leady skuteczniej niż firmowe strony.

Mikroinfluencerzy i lokalni eksperci budują zaufanie lepiej niż duże kampanie reklamowe.

Jak to wygląda w praktyce?

Wprowadzasz proces social sellingu: 3-5 postów tygodniowo na profilu osobistym (LinkedIn, Facebook, TikTok). Aktywność w komentarzach w grupach i na profilach potencjalnych klientów. Odpowiadanie na wiadomości prywatne.

Równolegle identyfikujesz 5-10 mikroinfluencerów lokalnych/branżowych. Testujesz współprace: webinar, live, recenzja, materiał wspólny.

Ustawiasz wskaźniki: liczba DM, leadów, spotkań z social. Sprzedaż z kodów lub dedykowanych landing page’y.

Zasoby?

1-2 osoby (właściciel + handlowiec) z 3-5 godzinami tygodniowo.

Budżet: od zera (organicznie) do 3000 zł miesięcznie na współprace. Wiele działań można oprzeć na barterze – ty dajesz dostęp do usługi, oni dają ekspozycję.

Social selling nie wymaga wielkich budżetów medialnych.

Wymaga regularności i autentyczności.


Który obszar wybrać pierwszy?

Przeczytałeś 5 obszarów do wdrożenia w 2026. Każdy działa bez dedykowanego działu marketingu, z budżetem do 5000 zł miesięcznie i daje wyniki w 3-6 miesięcy.

Tylko pytanie: który jest priorytetem w Twojej firmie?

Jeśli sprzedajesz przez polecenia i chcesz skalować → zacznij od social sellingu i wideo.

Jeśli masz ruch na stronie ale mało konwersji → postaw na content z automatyzacjami.

Jeśli chcesz być szybszy i efektywniejszy → wdróż AI do codziennych zadań.

Marketing nie wymaga wielkich budżetów ani rewolucji.

Wymaga decyzji: co robisz w tym kwartale, kto wykonuje poszczególne zadania, jak mierzysz rezultat.

Umów bezpłatną, 15 minutową konsultację strategiczną – sprawdzimy które działania pasują do Twojej sytuacji i jak zaplanować pierwsze 90 dni wdrożeń.

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Marketingowy przewodnik dla przedsiębiorców na 2026 rok Dowiedz się więcej »

8 najczęstszych błędów w planowaniu marketingu na nowy rok

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Dlaczego większość planów marketingowych kończy jak postanowienia noworoczne – zapomniane po miesiącu
  • Jakie 8 błędów w planowaniu sprawiają, że ambitne strategie trafiają do szuflady bez wdrożenia
  • Jak uniknąć pułapki kopiowania ubiegłorocznego planu bez analizy tego, co faktycznie zadziałało
  • Czym różni się planowanie „co chcę robić” od planowania „co chcę osiągnąć”
  • Jak sprawdzić, czy Twoja drabina marketingowa jest przystawiona do właściwej ściany
  • Konkretne pytania, które powinieneś zadać sobie przed zatwierdzeniem planu na 2026
  • Jak zapewnić zasoby (czas, ludzie, budżet), żeby plan nie był tylko dokumentem, ale działającym procesem

Grudzień to moment, w którym większość przedsiębiorców nieco zwalnia i myśli o kolejnym roku. Planują cele sprzedażowe, budżety, działania marketingowe. Nowy Rok traktują na nowy start. I to jest dobre, bo w codziennej pracy wspinamy się po naszej drabinie coraz wyżej – realizujemy kampanie, publikujemy treści, angażujemy się w różne kanały.

Grudzień to dobry czas na to, żeby zatrzymać się i zadać sobie kluczowe pytanie: Czy aby na pewno ta drabina jest przystawiona do właściwej ściany?

Bo możesz wspinać się niezwykle sprawnie, mieć ambitny plan i dużo energii, ale jeśli kierunek jest błędny, cały wysiłek idzie na marne.

W pracy, szczególnie z małymi i średnimi firmami, zaczynam widzieć powtarzające się rok po roku te same błędy. Czasem są to błędy w strategii, czasem w wykonaniu, a czasem w samym sposobie myślenia o marketingu. Oto osiem najczęstszych pułapek, które mogą sprawić, że Twój plan marketingowy na nowy rok będzie tylko kartką papieru w szufladzie.

1. Zaczynasz od „co chcę robić” zamiast „co chcę osiągnąć”

Wyobraź sobie taką scenę: grudzień, biuro, kartka papieru z tytułem Plan marketingowy 2026.

Zaczynasz pisać:

  • Publikujemy 3 razy w tygodniu na LinkedIn
  • Robimy 50 rolek na Instagram
  • Uruchamiamy newsletter
  • Kampania Google Ads od lutego

Patrzysz na listę. Brzmi konkretnie. Masz plan.

Problem w tym, że nie masz celu.

Zaczynasz od środków, nie od końca. Od narzędzi, nie od rezultatu. To tak, jakby stolarz planował rok pracy myśląc użyję młotka 300 razy, a piły 150 razy, zamiast zbuduję 20 szaf i 15 stołów.

LinkedIn, Instagram, newsletter – to wszystko są narzędzia. A narzędzie ma sens tylko wtedy, gdy wiesz, do czego go używasz.

Marketing zaplanowany zawsze zaczyna się od dlaczego, nigdy od jak.

2. Cele są niejasne i niekonkretne

Pytanie: co jest nie tak z poniższym celem?

Chcemy zwiększyć widoczność marki w 2026.

Odpowiedź: wszystko.

  • Kto ma Cię zobaczyć? Wszyscy? Seniorzy kupujący wczasy? Dyrektorzy IT szukający oprogramowania? Kosmetyczki otwierające swoje salony?
  • O ile masz być bardziej widoczny? 10%? Dwukrotnie? Stukrotnie?
  • Jak zmierzysz, że jesteś bardziej widoczny? Po zasięgach? Po rozpoznawalności marki w badaniu? Po liczbie wyszukiwań Twojej nazwy w Google?
  • W jakim czasie? Za miesiąc? Za pół roku? Za dekadę?

Cel bez liczby to marzenie. Cel z liczbą to plan.

Z takimi „celami” spotykam się cały czas bardzo często. A to nie są cele. To ogólniki, które pozwalają uniknąć rozliczenia.

Bo jeśli Twój cel brzmi: zwiększenie zaangażowania, to zawsze możesz powiedzieć w grudniu 2026: Udało się, mamy o 3 komentarze więcej. A jeśli cel brzmi: osiągnięcie średnio 50 interakcji na post (komentarze + udostępnienia) na LinkedIn do czerwca 2026 – to albo osiągnąłeś, albo nie.

Konkretne cele wymagają odwagi. Bo możesz ich nie osiągnąć. Ale bez konkretnych celów nigdy nie będziesz wiedział, czy idziesz we właściwym kierunku.

Każdy cel musi odpowiadać na pytania: CO, ILE, KIEDY, PO CZYM POZNAM ŻE TO JUŻ?

Nie „więcej leadów”, ale „25 nowych zapytań ofertowych miesięcznie do końca Q2 2026 od firm zatrudniających 50-200 osób”.

Nie „lepsza sprzedaż”, ale „wzrost wartości średniego zamówienia o 15% (z 3500 zł do 4025 zł) w ciągu 6 miesięcy mierzony w systemie CRM”.

Nie „poprawa wizerunku”, ale „wejście na listę 3 najczęściej polecanych firm w naszej branży według badania NPS do grudnia 2026”.

Cele bez liczb to pobożne życzenia. Cele z liczbami dają Ci szansę na rzeczywistą zmianę.

3. Powielasz plan z ubiegłego roku bez analizy

Grudzień 2024: Siadasz, tworzysz plan marketingowy na 2025. Wkładasz w to czas, przemyślenia, energię.

Grudzień 2025: Otwierasz tamten dokument. Zmieniasz 2025 na 2026. Może dorzucasz jedną nowość (tym razem TikTok!). Zapisujesz. Gotowe.

I właśnie skazałeś się na powtórzenie tych samych błędów.

Kopiowanie planu z ubiegłego roku bez żadnej analizy to założenie, że wszystko, co robiłeś przez ostatnie 12 miesięcy, miało sens. A czy faktycznie tak było?

Zatrzymaj się.

Zanim napiszesz pierwszy punkt planu na 2026, przeanalizuj 2025:

  • Które działania faktycznie przyniosły leady, klientów, przychód?
  • Które pochłonęły czas i budżet bez wymiernych efektów?
  • Co zadziałało lepiej niż oczekiwałeś? (tam warto dokładać zasobów)
  • Co zawiodło i trzeba to zmienić lub porzucić?
  • Jakie wnioski wyciągasz z danych?

Plan na nowy rok nie może być kopią starego. Musi być jego lepszą wersją, opartą na tym, czego się nauczyłeś.

4. Planujesz w oderwaniu od realiów Twojego biznesu

Firma produkująca meble ogrodowe. Plan marketingowy na 2026: równomierne kampanie reklamowe przez cały rok, budżet 2500 zł miesięcznie, styczeń-grudzień.

Tylko pytanie: czy ktoś kupuje meble ogrodowe w styczniu?

Albo weźmy na przykład kancelarię prawną specjalizującą się w obsłudze deweloperów. Plan zakłada, że lead zamieni się w klienta w tydzień, bo „jak ktoś pyta o ofertę, to znaczy, że jest zainteresowany”. W rzeczywistości cykl sprzedaży w tej branży trwa 3-4 miesiące. Decyzje o wyborze kancelarii zapadają na poziomie zarządów, często po analizie kilku ofert i referencjach.

Plan marketingowy ignorujący ten fakt będzie generował frustrację. Marketing będzie musiał odpowiadać na zarzuty w stylu: Prowadzimy kampanie, generujemy leady, a zamówień brak. Zamówień nie ma, bo próbujesz zmieścić 4-miesięczny proces w tygodniowym oczekiwaniu.

Każda branża, każdy biznes ma swoją specyfikę. Kopiowanie uniwersalnych schematów z poradników może działać… albo może być kompletnie nietrafione.

Zanim napiszesz plan, odpowiedz na pytania o realia TWOJEGO biznesu:

  • Kiedy Twoi klienci kupują? Czy Twoja branża ma sezonowość?
  • Jak długo trwa proces decyzyjny? Czy klient kupuje impulsywnie (restauracja – dziś decyduję, dziś kupuję) czy zastanawia się tygodniami/miesiącami (wdrożenie CRM, wybór kancelarii, zakup mieszkania)?
  • Ile czasu mija od pierwszego kontaktu do podpisania umowy? Tydzień? Miesiąc? Kwartał? Rok?
  • Jaki jest średni cykl życia klienta? Kupuje raz i więcej go nie widzisz (np. fotograf ślubny) czy wraca regularnie (fryzjer, biuro rachunkowe, mechanik)?

Plan marketingowy musi uwzględniać specyfikę Twojego biznesu, nie teoretyczne schematy z internetu.

5. Brak priorytetów – chcesz robić wszystko naraz

LinkedIn. Instagram. TikTok. Newsletter. Blog. Webinary. Kampanie Google Ads. Facebook Ads. Współpraca z influencerami. Podcast.

Ambitnie. Ale jeśli na Twojej liście wszystko jest ważne, to tak naprawdę nic nie jest ważne.

Weźmy taki przykład: mała firma consultingowa postanawia, że w 2026 będzie wszędzie, bo trzeba być widocznym. Plan zakłada:

  • LinkedIn: 3 posty tygodniowo
  • Instagram: 5 rolek tygodniowo
  • Newsletter: co tydzień
  • Blog: 2 artykuły miesięcznie
  • Webinary: raz w miesiącu
  • Podcast: odcinek co 2 tygodnie

Brzmi ambitnie. Profesjonalnie. Kompleksowo.

Teraz pytanie: kto to będzie robił?

Właściciel, który jednocześnie obsługuje klientów, prowadzi sprzedaż, wystawia faktury, zarządza firmą i próbuje znaleźć 5 godzin tygodniowo na marketing?

Najpewniej taki plan skończy tak, że po miesiącu Instagram leży odłogiem, bo rolki zajmują za dużo czasu. Blog ma dwa teksty od stycznia. Newsletter wychodzi „jak jest czas”, czyli raz na kwartał. Podcast umarł po trzecim odcinku. Jedyne, co działa, to LinkedIn – bo właściciel lubi tam być i ma na to energię.

Rozproszenie zabija skuteczność.

Lepiej zrobić dobrze jeden kanał niż źle pięć. Lepiej mieć konsekwentny newsletter z wartościową treścią niż nieregularną obecność na siedmiu platformach.

Wybierz 1-2 kanały. Maksymalnie 3, jeśli masz zespół i zasoby i na tym się skup.

6. Planujesz działania, których nie jesteś w stanie zrealizować

Zadaj sobie teraz szczere pytanie: ile godzin w tygodniu faktycznie możesz przeznaczyć na marketing?

Nie ile byś chciał. Nie ile powinieneś. Tylko ile faktycznie masz czasu, biorąc pod uwagę, że prowadzisz firmę, obsługujesz klientów, zarządzasz zespołem, rozwiązujesz codzienne problemy.

5 godzin? 10? Może 3?

A teraz otwórz swój plan marketingowy i policz, ile godzin tygodniowo wymaga jego realizacja.

  • 3 dobrej jakości posty na media społecznościowe (research, pisanie, grafika, publikacja) = 6 godzin
  • 2 artykuły na blog miesięcznie (pisanie, edycja, optymalizacja SEO) = 12 godzin miesięcznie = 3 godziny tygodniowo 
  • Newsletter co tydzień (treść, layout, wysyłka) = 2 godziny 
  • Kampanie reklamowe (monitoring, optymalizacja, analiza) = 3 godziny 
  • Webinar miesięczny (przygotowanie, promocja, realizacja) = 8 godzin miesięcznie = 2 godziny tygodniowo

Suma: 16 godzin tygodniowo.

Masz 5. Potrzebujesz 16.

I teraz już wiesz, że Twój plan to nie jest plan, tylko lista życzeń…

I nie chodzi tylko o czas. Chodzi też o budżet (masz zapisane 5000 zł miesięcznie, ale ledwo możesz przeznaczyć 2000), o kompetencje (planujesz kampanie Google Ads, ale nigdy ich nie prowadziłeś), o ludzi (założyłeś, że „ktoś się tym zajmie”, ale nie wiesz kto).

Zanim zapiszesz cokolwiek w planie na 2026, odpowiedz brutalnie szczerze:

  • Ile godzin tygodniowo gwarantuję, że będę mógł poświęcić na marketing?
  • Jaki budżet mam zagwarantowany już teraz, nie „jak wszystko pójdzie dobrze”?
  • Kto konkretnie (imię i nazwisko) będzie realizował poszczególne działania?
  • Czy potrafię to zrobić sam? Czy potrzebuję szkolenia? Czy muszę kogoś zatrudnić?

Lepiej zaplanować dwa działania i je zrealizować przez cały rok niż dziesięć i żadnego nie dokończyć.

7. Planowanie bez przygotowanej ścieżki klienta

Przychodzi do Ciebie 100 osób z kampanii reklamowej. Co się dalej dzieje?

Większość właścicieli firm na to pytanie odpowiada: „No… wchodzą na stronę i wypełniają formularz kontaktowy.”

I tu jest problem.

Bo kampania to dopiero początek. To pierwszy krok w procesie, który ma zamienić nieznajomego w klienta. A ten proces składa się czasami nawet z kilkunastu mikro-decyzji, które klient podejmuje w ciągu kilku sekund:

Kliknąłem w reklamę

→ Gdzie trafiłem?

→ Czy to jest to, czego szukam?

→ Co mam tu zrobić?

→ Czy warto zostawić swoje dane?

→ Co się stanie jak je zostawię?

Każde z tych pytań to potencjalne miejsce, w którym tracisz klienta.

Weźmy taki przykład. Firma szkoleniowa wydaje 1600 zł na kampanię LinkedIn. 200 osób klika. Trafiają na stronę główną z 20 szkoleniami, ogólnymi opisami i brakiem jasnego komunikatu.

Ta sama firma. Ta sama kampania. Ale tym razem osoba trafia na dedykowany landing page: jeden nagłówek, trzy kluczowe korzyści, program szkolenia, testimoniale, jedno CTA – „Zapisz się na bezpłatny webinar”. Po zapisie automatyczny email. Po dwóch dniach reminder. Po webinarze oferta z rabatem.

Jak myślisz, która strategia przyniesie lepsze rezultaty?

Różnica często nie leży w kampanii. Leży w tym, co przygotowałeś zanim kampania ruszyła.

Zanim uruchomisz cokolwiek w 2026, odpowiedz: Gdzie trafia osoba po kliknięciu? Co tam widzi? Co ma zrobić? Co się dzieje potem? Kto i kiedy się z nią kontaktuje?

Marketing to nie tylko kampanie, to kampanie + cały proces na to, co się stanie potem, gdy klient już do nas trafi.

8. Brakuje Ci cierpliwości – zmieniasz strategię co tydzień

Marketing to maraton. Ale większość właścicieli firm traktuje go jak sprint z seriami fałszywych startów.

Uruchamiasz kampanię na LinkedIn. Dzień 7: 3 leady. To za mało. Może Google Ads będzie lepsze?

Przestawiasz się na Google Ads. Dzień 10: wydane 800 zł, 5 kliknięć, 0 konwersji. To nie działa. Może Facebook?

Miesiąc później masz spalone 3000 zł budżetu, pięć nieukończonych kampanii i zero wniosków, bo nigdy nie dałeś żadnej z nich czasu na zadziałanie.

Marketing nie działa jak włącznik światła. Włączasz, czekasz sekundę, jest jasno. Marketing działa jak sadzenie drzewa. Sadzisz, podlewasz, czekasz. I dopiero po czasie widzisz efekty.

Algorytmy potrzebują czasu na uczenie się, ludzie muszą zobaczyć Twoją markę kilkukrotnie, zanim zareagują, proces budowania zaufania wymaga konsekwencji, nie ciągłych zmian kursu.

Dlatego zanim uruchomisz cokolwiek w 2026, ustal MINIMALNY horyzont testowania:

  • Kampania reklamowa: na przykład 30-60 dni
  • Strategia contentowa: 3 miesiące konsekwentnego publikowania
  • Nowy kanał komunikacji: pełen kwartał
  • Duża zmiana w komunikacji/pozycjonowaniu: pół roku

Daj narzędziom czas na zadziałanie, a sobie czas na wyciągnięcie wniosków z danych, a nie z emocji po tygodniu.

Jeśli zmienisz strategię co dwa tygodnie, nigdy nie zobaczysz, co faktycznie działa.

I teraz pytanie. Czy Twoja drabina jest przystawiona do właściwej ściany?

Grudzień to jeden z tych rzadkich momentów w roku, gdy możesz zatrzymać się i spojrzeć na swoją firmę z lotu ptaka. Nie tonąć w codziennych zadaniach, ale zadać sobie fundamentalne pytania o kierunek.

Plan marketingowy na 2026 to nie tylko lista działań do zrealizowania. To odpowiedź na pytanie: dokąd chcę dotrzeć i jak zamierzam to zrobić?

Możesz bardzo efektywnie wspinać się po drabinie – publikować regularnie, prowadzić kampanie, angażować się w różne kanały. Ale jeśli ta drabina jest przystawiona do złej ściany, cały wysiłek mija się z celem.

Marketing zaplanowany to taki, który:

  • Zaczyna się od celów biznesowych, nie od listy narzędzi
  • Jest oparty na analizie tego, co zadziałało (i co nie zadziałało) w poprzednim roku
  • Uwzględnia realia Twojego biznesu – sezonowość, cykl sprzedaży, zasoby
  • Ma jasne priorytety zamiast próby robienia wszystkiego naraz
  • Obejmuje całą ścieżkę klienta, nie tylko kampanię
  • Dostaje wystarczająco dużo czasu, żeby faktycznie zadziałać

Marketing zaplanowany to marketing, który pracuje dla Twojej firmy, nie odwrotnie.

Marketing zaplanowany to marketing, który nie skończy jak większość postanowień noworocznych – zapomniany w lutym, gdzieś między starymi notesami w szufladzie.

Chcesz sprawdzić, czy Twoja strategia marketingowa na 2026 ma sens?

Umów się na 15-minutową bezpłatną rozmowę o Twojej firmie. Bez sprzedaży, bez zobowiązań. Po prostu spojrzenie z boku na to, co planujesz.

 

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

8 najczęstszych błędów w planowaniu marketingu na nowy rok Dowiedz się więcej »

Jak małe firmy mogą skutecznie konkurować z gigantami – 5 strategii bez wielkich budżetów

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Dlaczego małe firmy przegrywają, próbując kopiować strategie dużych graczy
  • Co oznacza „konkurentoodporność” i jak ją budować
  • 5 strategii marketingowych dla MŚP, które działają bez wielkich budżetów
  • Czego naprawdę wymaga skuteczna konkurencja z gigantami (i dlaczego większość rezygnuje po 2 miesiącach)

Większość właścicieli małych firm patrzy na swoją konkurencję i widzi tylko to, czego im brakuje.

Większy budżet reklamowy. Kilkunasto osobowy zespół markegingowy. Agencje wspierające kampanie. Obecność we wszystkich kanałach jednocześnie.

I wyciągają z tego jeden wniosek: „Muszę dać większy rabat, bo inaczej klienci do mnie nie przyjdą„.

Jak wynika z badań, blisko 58% firm z sektora MŚP w Polsce nie planuje działań marketingowych. A te które planują, często wpadają w pułapkę kopiowania strategii dużych graczy – strategii, wymagających zasobów, których oni po prostu nie mają.

I właśnie dlatego przegrywają, zanim zaczną.

Ale są firmy, które wygrywają. Nie dlatego, że mają więcej – ale dlatego, że grają w inną grę.

Czym jest „konkurentoodporność”

Nie możesz zapobiec temu, że pojawi się konkurent z większym budżetem. Możesz spróbować obniżyć ceny, ale to droga donikąd. Możesz spróbować być wszędzie tam, gdzie oni – ale szybko wylądujesz w chaosie.

Albo możesz zbudować pozycję, której nie da się łatwo zaatakować pieniędzmi.

Wyobraź sobie taki scenariusz: duży gracz wchodzi do Twojej niszy jutro. Ma 10x większy budżet, zespół marketingu, agencje i zasoby, żeby obstawić wszystkie kanały reklamowe jednocześnie.

Co wtedy?

Jeśli Twoja jedyna przewaga to niższa cena albo „dobra obsługa klienta” (którą każdy deklaruje) – przegrałeś. Ale jeśli zbudowałeś coś, czego duży gracz nie może skopiować czystą siłą budżetu – masz szansę.

To właśnie nazywam rozwiązaniami konkurentoodpornymi.

Duże firmy grają inaczej niż Ty

Zanim pokażę Ci konkretne strategie marketingowe dla MŚP, musimy zrozumieć jedną rzecz: duże firmy patrzą na marketing zupełnie inaczej.

Dla nich liczą się:

  • Zasięgi i liczby (ile osób zobaczyło reklamę)
  • Automatyzacje i procesy (jak obsłużyć 1000 klientów jednocześnie)
  • Bycie wszędzie (omnikanałowość)

Małe firmy powinny patrzeć na:

  • Relacje i lojalność (kim są ci ludzie, którzy u nas kupują)
  • Indywidualne podejście (jak zaopiekować się każdym klientem)
  • Głębokie zaangażowanie w wybranych miejscach

Kiedy próbujesz walczyć na zasadach dużych firm – zawsze przegrasz. Bo oni mają więcej ludzi, więcej budżetu, więcej czasu.

Ale kiedy grasz według swoich zasad – masz przewagę.

5 strategii marketingowych dla MŚP (bez wielkich budżetów)

To nie są kolejne zadania do wykonania na liście. To opcje.

Wybierz te, które pasują do Twojej sytuacji, zasobów i branży. Nie musisz robić wszystkiego – ale jak coś wybierzesz, to konsekwentnie trzymaj się tego.

Strategia 1: Zbuduj grupę lojalnych klientów zamiast gonić za każdym

Poznałem właściciela lokalnej restauracji, który zamiast próbować konkurować z sieciówkami na Instagramie, zrobił coś innego.

Stworzył „klub degustacyjny” dla stałych gości. Raz w miesiącu spotykają się przy degustacji nowych dań. Mają wpływ na menu. Dostają informacje o specjalnych wydarzeniach jako pierwsi. Mają poczucie, że to „ich” miejsce.

To nie jest program lojalnościowy z kartą ze zniżkami. To społeczność.

Dla właściciela to 40-50 osób. Dla dużej sieci – za mało, żeby się tym zajmować. Ale dla małej restauracji to może być 60-70% stabilnych przychodów.

Dlaczego to jest konkurentoodporne: Duży gracz nie zainwestuje czasu i energii w 50 osób. Dla Ciebie to może być fundament biznesu.


Strategia 2: Postaw na markę osobistą właściciela, nie logotyp

Ludzie kupują od ludzi, nie od logotypów.

Kiedy rozmawiasz z firmami z różnych branż, odkrywasz, że ten koncept – budowanie świadomości w oparciu o markę osobistą właściciela – jest dla wielu kompletnie nieznany.

A to działa.

Nagrywaj wideo, nawet na telefon. Pokazuj proces, dziel się wiedzą, opowiadaj o tym, co robisz. Nie musisz być influencerem – musisz być człowiekiem z twarzą i historią.

Dlaczego to jest konkurentoodporne: Duża firma to korporacyjna maszyna. Ty jesteś człowiekiem. I w świecie, gdzie wszyscy mówią jednym głosem AI i copywriterskich szablonów, autentyczność się wyróżnia.


Strategia 3: Skup się na wybranych kanałach i tam bądź konsekwentnie obecny

Duży gracz ma zasoby, żeby dobrze działać we wszystkich możliwych kanałach jednocześnie. Ty nie masz. I to w jest porządku.

Lepiej wybrać 1-2 kanały i tam być naprawdę dobrym, niż rozmyć się na 5 platform i nigdzie nie osiągnąć efektu.

Jak je wybrać? To wynika zawsze ze strategii. Gdzie są Twoi klienci? Gdzie możesz być autentyczny? Co możesz robić konsekwentnie przez pół roku?

I ważne: jak inwestujesz czas w nagranie materiału – nie zamykaj się na wrzucanie go w jednym miejscu. Ta sama rolka dobrze się nadaje na Instagram, Facebooka, TikToka, YouTube Shorts i LinkedIna. Jak przeznaczysz 2-3 godziny na nagranie, zadbaj o to, żeby odpowiednie oczy go zobaczyły.

Dlaczego to jest konkurentoodporne: Duży gracz ma budżet na wszystko. Ale Ty masz fokus. I fokus wygrywa z rozproszeniem.


Strategia 4: Nie konkuruj ceną – konkuruj bliskością i zrozumieniem

W rzeczywistości sukces MŚP polega na tym, żeby być blisko swojego odbiorcy, odkryć jego prawdziwe potrzeby i wspierać go.

Klient nie jest dla Ciebie pozycją w Excelu, ale żywym człowiekiem. Możesz lepiej dopytać. Szybciej zareagować. Zrozumieć kontekst jego sytuacji.

Duża firma skaluje. Skalowanie zabija indywidualność.

To jest Twoja przewaga – nie próbuj jej wymieniać na niższą cenę.

Dlaczego to jest konkurentoodporne: Im większa firma, tym bardziej musi standaryzować obsługę. Ty możesz zostać elastyczny.


Strategia 5: Zaplanuj i egzekwuj – nawet najprostszy plan wygrywa z chaosem

Według raportu Content Marketing Institute, tylko 37% firm B2B z sektora MŚP w Polsce ma udokumentowaną strategię content marketingową.

A to oznacza, że większość działa w chaosie. Próbują wszystkiego. Rezygnują po 2-3 miesiącach, bo „to nie działa”.

Marketing nie działa jak przycisk. To proces, więc jeśli myślisz, że gdy uruchomisz reklamę w poniedziałek, to we wtorek od razu zobaczysz kolejkę klientów – muszę cię rozczarować.

Zanim pojawią się pierwsze efekty, minie czasem nawet kilka miesięcy. W moim własnym marketingu sygnały że strategia działa, zaczynają się pojawiać dopiero teraz – po 3-4 miesiącach konsekwentnego działania, co i tak uważam za dobry wynik.

Prosty plan na 3 miesiące z jednym kanałem to więcej niż brak planu z obecnością wszędzie.

Dlaczego to jest konkurentoodporne: Duży gracz ma więcej planów i więcej strategii. Ale Ty masz lepszą egzekucję – jesteś zwrotny, elastyczny i możesz szybko reagować.


O co tak naprawdę tu chodzi?

To nie jest magia. To jest proces. I wymaga trzech rzeczy:

Czasu. Efekty po 3-6 miesiącach, nie we wtorek po uruchomieniu kampanii w poniedziałek.

Konsekwencji. Lepiej jeden kanał przez rok, niż pięć kanałów przez miesiąc.

Odwagi. Żeby nie kopiować dużych graczy, ale znaleźć swoją drogę.

Większość właścicieli firm rezygnuje po 2-3 miesiącach. Rozumiem, że boli, kiedy wydajesz pieniądze, a one nie wracają od razu. Ale początek zawsze tak wygląda.

Ci, którzy wygrywają z gigantami, nie są mądrzejsi ani bogatsi. Po prostu mają więcej cierpliwości i konsekwentnie robią swoje.


Dawid może wygrać z Goliatem

Ale nie siłą, lecz strategią.

Jak czytamy w analizie MamBiznes.pl, początkowy budżet marketingowy może zamknąć się w kilku tysiącach złotych. To wystarczy, żeby zacząć. Nie potrzebujesz budżetu korporacji.

Potrzebujesz planu. I jego realizacji.

Jeśli zastanawiasz się, która z tych strategii marketingowych dla MŚP jest dla Ciebie – zapraszam na rozmowę. Pomogę Ci wybrać rozwiązanie, które będzie konkurentoodporne w Twojej branży.

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Jak małe firmy mogą skutecznie konkurować z gigantami – 5 strategii bez wielkich budżetów Dowiedz się więcej »

Nie jestem tylko marketingowcem. Jak doświadczenie z mediów i sprzedaży pomaga mi skuteczniej prowadzić marketing dla klientów

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Jak sprzedaż nauczyła mnie myśleć o budżetach i ROI zamiast o „zasięgach”
  • Dlaczego umiejętnie zadawane pytania odkrywają prawdziwe potrzeby klientów
  • Czemu relacje są fundamentem marketingu
  • Jak kompetencje sprzedażowe zamieniają strategię w realne wyniki
  • Co łączy te wszystkie doświadczenia w metodologię „marketing zaplanowany”

Najlepsi marketerzy to ci, którzy przeszli inne ścieżki zawodowe.

To stwierdzenie może brzmieć prowokacyjnie, ale opiera się na prostocie obserwacji: marketing nie działa w próżni. Działa w świecie, w którym liczy się sprzedaż, rozumienie mediów, budowanie relacji i umiejętność tłumaczenia strategii na język, który przemawia do ludzi.

Przez lata pracy w różnych branżach zebrałem doświadczenia, które dziś składają się na moje podejście do marketingu. Nie były to przypadkowe przystanki – każdy etap nauczył mnie czegoś, co dziś bezpośrednio przekłada się na efektywność działań, jakie prowadzę dla moich klientów.

Sprzedaż powierzchni reklamowych: jak nauczyłem się rozumieć budżety i ROI

Zanim zacząłem projektować strategie marketingowe, sprzedawałem powierzchnie reklamowe w mediach. To doświadczenie było brutalne w swojej prostocie: albo klient widzi wartość, albo nie kupuje.

Nauczyłem się wtedy trzech fundamentalnych rzeczy:

Po pierwsze: Każdy przedsiębiorca, który wydaje pieniądze na reklamę, myśli kategoriami zwrotu z inwestycji. Może nie nazwie tego ROI, ale zawsze pyta: Co z tego będę miał? Ta perspektywa towarzyszyła mi od początku rozmowy – nie sprzedawałem 30 spotów w radiu, tygodniowej kampanii bannerowej czy artykułu sponsorowanego, tylko konkretny wynik biznesowy.

Po drugie: Budżet marketingowy to nie abstrakcja. To realne pieniądze, które właściciel firmy mógłby przeznaczyć na rozwój produktu, zatrudnienie pracownika albo nową maszynę. Obserwuję, że znaczna część małych i średnich przedsiębiorstw nie ma ustalonego budżetu marketingowego, a decyzje o wydatkach podejmowane są ad hoc, pod wpływem impulsu lub presji sprzedawcy. Zrozumienie tej wagi sprawia, że dziś nie proponuję klientom działań „bo tak się robi” – proponuję tylko to, co ma realną szansę przynieść efekt.

Po trzecie: Język korzyści działa lepiej niż język funkcji. Klient nie kupuje „kampanii na Facebooku” – kupuje więcej zapytań ofertowych, większy ruch w salonie, lepszą rozpoznawalność marki w regionie. To rozróżnienie wydaje się oczywiste, ale zaskakująco wielu marketerów zapomina o nim w codziennej pracy.

Dziś, gdy tworzę plan marketingowy, zawsze zaczynam od pytania: Jaki konkretny cel biznesowy chcemy osiągnąć? Nie: „czy prowadzić Facebooka?”, ale: „co ma się zmienić w Twojej firmie za trzy miesiące?”

Dziennikarstwo i redakcja: skąd wiem, co przyciąga uwagę

Praca jako dziennikarz, później redaktor i wydawca, nauczyła mnie jednej z najważniejszych umiejętności w marketingu: rozumienia, co sprawia, że ludzie zatrzymują się i czytają.

W redakcji liczy się każde słowo tytułu. Liczy się lead, który albo wciąga czytelnika, albo go traci. Liczy się struktura tekstu, która prowadzi od problemu do rozwiązania w sposób naturalny i zrozumiały.

Ale to nie tylko kwestia techniki pisarskiej. Bycie dziennikarzem nauczyło mnie czegoś głębszego: umiejętności zadawania właściwych pytań.

Dobry wywiad nie polega na zadaniu listy przygotowanych pytań. Polega na głębokim słuchaniu i wyciąganiu tego, co naprawdę ważne. Tej samej metody używam dziś w rozmowach z klientami. Nie zadaję pytań w stylu: Jaka jest Twoja grupa docelowa? Pytam: Opowiedz mi o ostatnim kliencie, który kupił Twój produkt. Kim był? Co go do Ciebie przywiodło?

Różnica jest fundamentalna. Pierwsze pytanie generuje ogólnikową odpowiedź (Kobiety 25-45, mieszkanki miast). Drugie otwiera prawdziwą rozmowę o biznesie klienta, o jego mocnych stronach, o rzeczywistych problemach jego odbiorców. Często w tej rozmowie wypływają informacje, które stają się fundamentem całej strategii komunikacji.

Przykład z mojej praktyki: klient prowadzący warsztat samochodowy odpowiedział, że jego ostatni klient to pan w średnim wieku, który przywiózł auto po tym, jak inny warsztat „coś zepsuł zamiast naprawić”. Ten pojedynczy przypadek ujawnił kluczową wartość, która stała się podstawą komunikacji: rzetelność i naprawianie błędów innych. Tego typu insight nie wynika z pytania o „grupę docelową”.

Poza tym dziennikarstwo wykształciło we mnie wrażliwość na storytelling. Każda marka ma swoją historię – nawet jeśli to lokalne biuro rachunkowe czy warsztat samochodowy. Moja rola polega na wydobyciu tej historii i opowiedzeniu jej w sposób, który buduje zaufanie.

Social media i PR: relacje są fundamentem, nie dodatkiem

Jako szef działu social media, a później szef PR w innej firmie, nauczyłem się czegoś, co wielu marketerów traktuje po macoszemu: marketing to przede wszystkim relacje.

Algorytmy się zmieniają. Narzędzia przychodzą i odchodzą. Ale fundamentalna prawda pozostaje niezmienna: ludzie kupują od ludzi, którym ufają.

W pracy w social mediach szybko zrozumiałem, że budowanie obecności marki to proces długofalowy. To nie jest jednorazowa kampania, która „wystrzeli” i rozwiąże wszystkie problemy. To konsekwentne dostarczanie wartości, budowanie społeczności, pokazywanie ekspertyzy i autentyczności.

Jak czytam w rozmaitych raportach, widzę, że Polacy spędzają średnio blisko 2 godziny dziennie w mediach społecznościowych. To ogromna szansa na budowanie relacji – pod warunkiem, że robimy to świadomie i strategicznie, a nie publikujemy posty „bo trzeba coś wrzucić”.

Praca w PR pokazała mi z kolei, jak ważne jest patrzenie na markę z zewnątrz – oczami mediów, partnerów biznesowych, potencjalnych klientów. Nie wystarczy wiedzieć, kim jesteś jako firma. Trzeba wiedzieć, jak jesteś postrzegany i świadomie kształtować ten wizerunek.

Te doświadczenia bezpośrednio przekładają się na moją pracę dziś. Gdy buduję strategię marketingową dla klienta, nie myślę kategoriami „postów na Facebooku” czy „artykułów na blogu”. Myślę kategoriami budowania relacji z odbiorcami w każdym punkcie styku z marką.

Każdy kanał komunikacji ma swoją rolę w tym procesie. LinkedIn buduje autorytet i ekspertyzę. Instagram pokazuje ludzką twarz marki. Newsletter pozwala pogłębić relację z osobami najbardziej zaangażowanymi. Strona internetowa zamyka proces decyzyjny.

Ale wszystko to działa tylko wtedy, gdy jest częścią spójnego planu, w którym każdy element wzajemnie się wspiera.

Najważniejsza lekcja: marketing bez kompetencji sprzedażowych to teoria bez egzekucji

Przejdźmy do sedna.

Można stworzyć genialną strategię. Można zaprojektować piękną stronę internetową. Można publikować wartościowe treści na blogu i mediach społecznościowych. Ale jeśli nie ma na końcu tego procesu sprzedaży, to cały wysiłek jest jałowy.

To niby oczywiste, ale w praktyce wielu właścicieli firm traktuje marketing i sprzedaż jako dwa oddzielne światy. Marketing „buduje świadomość”, a sprzedaż „zamyka transakcje”. W teorii to prawda. W praktyce to sztuczny podział, który szkodzi biznesowi.

Dobre działania marketingowe zawsze mają jeden cel: ułatwić sprzedaż. Przygotować grunt, zbudować zaufanie, usunąć obiekcje, sprawić, że proces zakupowy będzie bardziej płynny. To podejście nawiązuje do koncepcji „customer journey”, w której marketing i sprzedaż to kolejne etapy tej samej ścieżki klienta, a nie oddzielne byty.

Doświadczenie w sprzedaży nauczyło mnie, jak prowadzić rozmowę handlową. Jak słuchać potrzeb klienta. Jak budować ofertę wokół jego celów, a nie wokół swoich usług. Jak radzić sobie z obiekcjami. Dziś wykorzystuję te umiejętności na dwóch poziomach.

Pierwszy poziom: W pracy z właścicielami firm pomagam im zrozumieć, że marketing to narzędzie wspierające sprzedaż, a nie cel sam w sobie. Często słyszę: Chcemy być aktywni w social mediach. To nie jest cel. Cel brzmi: Chcemy generować 10 zapytań ofertowych miesięcznie. Dopiero wtedy możemy rozmawiać o tym, jak social media mogą do tego się przyczynić.

Drugi poziom: Pomagam klientom rozwijać kompetencje sprzedażowe w ich zespołach. Bo najlepsza kampania reklamowa nie ma sensu, jeśli osoba odbierająca telefon nie potrafi przeprowadzić rozmowy sprzedażowej. Najlepszy landing page nie zadziała, jeśli formularz trafia do kogoś, kto odpowiada na zapytanie po trzech dniach lub nie potrafi zamknąć transakcji.

Marketing i sprzedaż to nie dwa oddzielne działy. To dwa etapy jednego procesu, który powinien być płynny i spójny.

Co to wszystko oznacza w praktyce: „marketing zaplanowany”

Wszystkie te doświadczenia – ze sprzedaży, mediów, PR – układają się w jedno spójne podejście, które nazywam marketing zaplanowany.

To nie jest żadna rewolucyjna metodologia. To po prostu konsekwentne stosowanie zasad, które wynikają z mojej drogi zawodowej:

Zaczynamy od celów biznesowych, nie od narzędzi. Nie sprzedaję prowadzenia Facebooka. Tworzę plan, który ma generować konkretne rezultaty: więcej klientów, wyższe przychody, lepszą rozpoznawalność w branży. Firmy z udokumentowaną strategią marketingową są znacząco bardziej skłonne do raportowania sukcesu swoich działań niż te, które działają ad hoc.

Patrzymy na marketing jako na proces, nie kampanię. Sukces w marketingu to suma małych, konsekwentnych działań wykonywanych przez długi czas. To budowanie relacji, dostarczanie wartości, utrwalanie wizerunku eksperta.

Łączymy strategię z egzekucją. Plan, który leży w szufladzie, nic nie jest wart. Dlatego zawsze dbam o to, żeby strategia była realistyczna, wdrażalna i mierzalna.

Edukujemy klienta. Właściciel firmy powinien rozumieć, dlaczego robimy to, co robimy. Z czego ma rozliczać agencję. Co jest wskaźnikiem sukcesu, a co metryką próżności. To nie tylko buduje zaufanie – to sprawia, że współpraca jest efektywniejsza.

Nigdy nie zapominamy o sprzedaży. Każde działanie marketingowe ma wspierać proces sprzedażowy. Jeśli coś tego nie robi, pytamy: „Po co to robimy?”

Refleksja na koniec: dobry marketing wymaga szerokiego spojrzenia

Gdybym musiał wskazać jedną najważniejszą lekcję z całej mojej drogi zawodowej, brzmiałaby ona tak:

Dobry marketing to nie umiejętność obsługi narzędzi. To głębokie zrozumienie biznesu, mediów, ludzi i procesów sprzedaży.

Można nauczyć się obsługi Google Ads w tydzień. Można przejść kurs z prowadzenia Facebooka. Ale nie da się w krótkim czasie zbudować intuicji biznesowej, która pozwala patrzeć na marketing oczami przedsiębiorcy, a nie wykonawcy.

Moje doświadczenie w sprzedaży nauczyło mnie myśleć o ROI i celach biznesowych. Dziennikarstwo nauczyło mnie komunikacji i storytellingu. Praca w mediach i PR pokazała, jak budować relacje i zarządzać wizerunkiem.

Te kompetencje nie są „dodatkiem” do mojej pracy jako marketer. One są fundamentem, na którym buduję strategie dla moich klientów.

Jeśli szukasz kogoś, kto poprowadzi Twój marketing, nie pytaj tylko o to, jakie narzędzia zna. Zapytaj, jaką drogę przeszedł. Jakie doświadczenia wykraczają poza czysty marketing. Bo to właśnie te doświadczenia często decydują o różnicy między kampanią, która „jest”, a kampanią, która działa.na

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Nie jestem tylko marketingowcem. Jak doświadczenie z mediów i sprzedaży pomaga mi skuteczniej prowadzić marketing dla klientów Dowiedz się więcej »

Budowanie wizerunku czy generowanie leadów? Co powinno być priorytetem w marketingu małej firmy

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Dlaczego leady i marka to nie jest wybór albo-albo – jak pogodzić natychmiastową sprzedaż z inwestycją w przyszłość i nie zbankrutować w międzyczasie.

  • Co wspólnego ma budowanie marki z maratonem i inwestowaniem – dlaczego dyscyplina wygrywa ze zrywami i jak utrzymać kurs strategii, gdy wiatr wieje w twarz.

  • Jak rozpoznać, że budowanie marki działa – które sygnały obserwować zamiast liczyć tylko leady.

  • Dlaczego po 3 miesiącach nie zobaczysz „zalewu” klientów (i dlaczego to normalne).

  • Praktyczny model działania dla małej firmy – jak prowadzić performance marketing dla stabilności finansowej i jednocześnie konsekwentnie budować autorytet na przyszłość.

  • Dlaczego AI zmienia zasady gry w marketingu – ChatGPT, Claude i Perplexity zastępują Google w procesie odkrywania firm, a jeśli nie budujesz obecności online, po prostu nie istniejesz w rekomendacjach.

  • Jak zmieniło się zachowanie kupujących B2B – 96% klientów robi samodzielny research przed kontaktem ze sprzedawcą, co oznacza, że decyzja zapada zanim w ogóle do Ciebie zadzwonią.

Jedno z najczęstszych pytań z jakimi przychodzą do mnie klienci dotyczy sprzedaży. Rozmowa – może nie w ten sposób, ale zazwyczaj skupia się na jednym – pozyskiwaniu klientów tu i teraz. I rozumiem to doskonale. Rachunki nie zapłacą się same, zespół czeka na wynagrodzenia i jeśli na koncie nie ma poduszki bezpieczeństwa, trzeba odpowiednio ustawić priorytety.

W takich momentach myślenie o budowaniu marki, wizerunku czy rozpoznawalności wydaje się być luksusem. Czymś, na co mogą sobie pozwolić firmy z dużymi budżetami i zasobami. Przecież mała firma musi się skupić na wyłącznie sprzedaży, prawda? No właśnie nie do końca…

Leady dają Ci „dziś”, marka buduje „jutro”

Generowanie leadów to krótkoterminowa gra. Uruchamiasz kampanię, pojawiają się zgłoszenia, część z nich zamienia się w klientów. Mierzysz bezpośredni zwrot z inwestycji, wiesz dokładnie ile wydałeś i ile zarobiłeś. To jest namacalne, konkretne, dające poczucie kontroli.

Budowanie marki z kolei to gra długoterminowa. Piszesz artykuły, nagrywasz materiały, budujesz obecność, dzielisz się wiedzą. Często przez miesiące nie widzisz bezpośredniego przełożenia na sprzedaż. Nie masz twardych liczb, gwarancji, oczywistego zwrotu.

I właśnie dlatego większość właścicieli firm wybiera to pierwsze. Bo jest bardziej przewidywalne. Bo daje wyniki tu i teraz.

Ale jest jedna rzecz, o której wielu zapomina: leady generujesz w konkurencji. Walczysz ceną, szybkością odpowiedzi, dostępnością. Jesteś jednym z wielu, którzy robią to samo. Klient wybiera często tego, kto jest tańszy lub szybciej odpisał. Twoja wartość jest wymieniona w złotówkach, a marża ciągle pod presją.

Kiedy budujesz markę, zmieniasz zasady gry. Przestajesz być jednym z wielu. Stajesz się tym, do którego klient przychodzi, zanim w ogóle zacznie porównywać oferty. Kojarzy Cię z rozwiązaniem swojego problemu. Zna Twoje podejście, wie czego może się spodziewać. A przede wszystkim jest gotów zapłacić więcej, bo wartość, którą oferujesz, wykracza poza samą usługę.

Problem z brakiem cierpliwości

Na przestrzeni ostatniego roku wielokrotnie słyszałem: „Marcin, te działania wizerunkowe są fajne, ale po trzech miesiącach nie mam „zalewu” leadów. Może lepiej skupmy się na kampaniach sprzedażowych?”

I za każdym razem rozumiem ten niepokój. Nikt nie lubi czekać na efekty, zwłaszcza gdy inwestuje pieniądze i czas.

Ale prawda jest taka: marketing to nie sprzedaż.

Marketing buduje świadomość, tworzy kontekst, w którym Twoja oferta ma sens. To długi proces edukowania rynku, pokazywania wartości, przekonywania, że jesteś ekspertem w swojej dziedzinie. A to nie dzieje się z dnia na dzień.

W świecie inwestycji finansowych nikt nie panikuje, gdy portfel spada przez kilka miesięcy. Doświadczeni inwestorzy wiedzą, że giełda waha się, ale długoterminowo konsekwentna strategia przynosi efekty. Nie zmieniają podejścia za każdym razem, gdy rynek idzie w dół.

W sporcie też nikt nie buduje formy w tydzień. Biegacz przygotowujący się do maratonu wie, że przez miesiące będzie biegał bez spektakularnych wyników. Ale to właśnie te setki kilometrów, wykonane konsekwentnie, budują formę, która pozwoli przebiec dystans.

Dyscyplina zawsze wygrywa ze zrywami

I dlatego powiem Ci coś jeszcze

Zakupy B2B już się zmieniły – pytanie brzmi, czy nadążasz

Pamiętasz czasy, gdy typowy proces sprzedaży B2B wyglądał tak: telefon na zimno, spotkanie, prezentacja, negocjacje? Gdy to handlowiec miał kontrolę nad procesem i edukował klienta?

Te czasy bezpowrotnie minęły. Według badań, 96% klientów B2B zanim skontaktuje się ze sprzedawcą, przeprowadza samodzielny research (1). Woli to robić samemu, niż słuchać standardowej prezentacji sprzedażowej.

To fundamentalna zmiana w zachowaniach kupujących, która całkowicie przebudowała znaczenie budowania marki.

Dziś właściciel firmy, zanim zadzwoni do Ciebie, już:

  • Przeczytał Twoje artykuły (lub artykuły konkurencji)
  • Sprawdził opinie w Google i na branżowych forach
  • Obejrzał Twoje profile w mediach społecznościowych
  • Porównał Twoją ofertę z kilkoma innymi

Średni kupujący B2B konsumuje 13 elementów treści podczas procesu zakupowego – 8 od dostawców i 5 od stron trzecich (2). Zanim w ogóle się z Tobą skontaktuje, ma już ukształtowany obraz Twojej firmy.

I tutaj pojawia się kluczowa kwestia: jeśli nie budujesz świadomie swojego wizerunku online, klient i tak będzie szukał informacji o Tobie. Tylko że zamiast trafić na profesjonalne materiały, które pokazują Twoją ekspertyzę, trafi na… pustkę. Albo na konkurencję, która konsekwentnie publikuje treści i buduje autorytet.

A teraz dodaj do tego jeszcze AI

W 2025 roku coraz więcej ludzi zamiast wpisywać zapytanie w Google, pyta ChatGPT, Claude, Perplexity czy inne narzędzia AI. Sam tylko ChatGPT przekroczył 400 milionów aktywnych użytkowników tygodniowo w lutym 2025 (3), a od maja 2024, procent wyszukiwań w Google, które nie prowadzą do kliknięcia w artykuł wzrósł z 56% do prawie 69% do maja 2025 (3).

Co to oznacza w praktyce?

Klient biznesowy, szukający rozwiązania swojego problemu, może już nie trafiać do wyszukiwarki. Zamiast tego pyta AI: Jaki system CRM wybrać dla firmy budowlanej? albo: Jak wybrać agencję marketingową dla małej firmy?

I jeśli Ty nie budujesz swojej obecności online, jeśli nie tworzysz treści, które AI może zindeksować i z których może się uczyć, po prostu nie istniejesz w tym ekosystemie. Nie pojawisz się w rekomendacjach, nie będziesz brany pod uwagę. Narzędzia AI będą polecać tych, których znają – tych, którzy konsekwentnie budują swoją obecność.

Budowanie marki przestało być opcją. To warunek wejścia do gry

Nie chodzi już tylko o to, że dzięki marce będziesz mógł pracować na lepszych stawkach (choć to prawda). Chodzi o to, że bez marki nie trafisz na short-listę potencjalnego klienta. Bo on stworzy sobie tę listę jeszcze zanim do Ciebie zadzwoni – na podstawie tego, co znajdzie w sieci, opinii innych, a coraz częściej również na podstawie tego, co podpowie mu AI.

Raport „B2B Customers Journey 2025″ potwierdza, że klienci biznesowi korzystają z platform e-commerce i dokonują większości researchu samodzielnie (4). Na etapie analizy problemu oraz poszukiwania rozwiązań klienci B2B najczęściej korzystają z wyszukiwarek internetowych, czyli Google (5) – ale to się zmienia. AI staje się nowym Google. I jeśli nie jesteś obecny tam, gdzie Twoi klienci szukają odpowiedzi, po prostu ich stracisz.

Dlatego właśnie budowanie marki to nie luksus. To inwestycja w to, aby być widocznym w momencie, gdy potencjalny klient zaczyna szukać rozwiązania. Aby być tym pierwszym skojarzeniem, gdy myśli o swoim problemie.

I to jest różnica między firmą, która czeka na telefony, a firmą, do której klienci przychodzą już przekonani.

Jak pogodzić sprzedaż dziś z inwestycją w jutro?

Oczywiście nie twierdzę, że powinieneś przestać generować leady i skupić się wyłącznie na budowaniu marki. To byłoby nieodpowiedzialne, zwłaszcza gdy firma dopiero się rozwija.

Chodzi o znalezienie równowagi.

Możesz prowadzić kampanie performance, które generują klientów na teraz. To Twój fundament stabilności finansowej. Jednocześnie możesz konsekwentnie pracować nad wizerunkiem – pisać, publikować, pokazywać się jako ekspert. To Twoja inwestycja w przyszłość.

W OSI MEDIA działam dokładnie w ten sposób. Mam lejek, który generuje zapytania i pozwala opłacać bieżące wydatki. Ale równocześnie piszę newsletter, prowadzę blog, buduję świadomą obecność w mediach społecznościowych. Wiem, że to, co robię dziś, zaprocentuje za pół roku, rok, może dwa lata. A może już zaprocentowało – bo wiele osób, które do mnie trafiają, zna mnie właśnie z tych treści?

Nie musisz wybierać między jednym a drugim. Musisz zrozumieć, że leady dają Ci stabilność teraz, a marka tworzy przewagę w przyszłości.

Co to oznacza w praktyce?

Często widzę, że właściciele firm inwestują w content marketing, social media, blog – ale po kilku miesiącach rezygnują, bo „nie widać efektów”. A efekty były – tyle że inne, niż oczekiwali.

Budowanie marki to nie jest proces, który mierzysz liczbą leadów dzisiaj. To proces, który mierzysz zmianą percepcji, rozpoznawalnością, jakością rozmów z potencjalnymi klientami. To moment, gdy ktoś mówi: „Słyszałem o Tobie, czytałem Twoje wpisy” zamiast: „Znalazłem Cię w Google, ale nie wiem kim jesteś„.

Jeśli chcesz grać długoterminowo, musisz być przygotowany na to, że przez jakiś czas będziesz działał bez bezpośredniego zwrotu. Musisz mieć poduszkę finansową lub równolegle prowadzić działania sprzedażowe, które dają Ci komfort.

Ale jeśli zrezygnujesz z budowania marki, bo „to nie działa wystarczająco szybko”, za rok wciąż będziesz w tym samym miejscu co dziś. Będziesz walczył ceną, konkurował z dziesiątkami podobnych firm, i marża będzie Cię dusiła.

Jeśli wytrwasz i będziesz konsekwentnie budował obecność, za rok będziesz w zupełnie innym miejscu. Klienci będą przychodzić już przekonani. Będą wiedzieli, co oferujesz i dlaczego jesteś dobry. I nie będą negocjować każdej złotówki, bo wartość, którą dajesz, jest dla nich oczywista.

Marketing zaplanowany to gra dla cierpliwych

Kiedy mówię o marketingu zaplanowanym, nie chodzi tylko o harmonogramy i strategie. Chodzi o zrozumienie, że marketing to proces. Nie planuję serii pojedynczych działań, które przynoszą natychmiastowy efekt. Tworzę ekosystem, w którym każdy element wspiera drugi.

Kampania reklamowa generuje ruch. Treści na blogu budują zaufanie. Newsletter utrzymuje relację. Social media pokazują, że jesteś aktywny. Razem tworzą całość, która stopniowo przesuwa ludzi od: nigdy o Tobie nie słyszałem do: znam Cię i chcę z Tobą pracować.

Ale na to potrzeba czasu. I wiary w to, co robisz.

Jeśli wiesz, że Twoje podejście jest dobre – a wiem, że wiesz, bo przecież widzisz wartość, którą dostarczasz klientom – to trzymaj się planu. Nawet gdy wiatr czasami wieje w twarz. Nawet gdy wyniki jeszcze nie nadchodzą.

Twarda determinacja i konsekwencja zawsze wygrywają z paniką i chaotycznymi zmianami strategii co kilka miesięcy.

Co dalej?

Jeśli teraz stoisz przed wyborem, czy inwestować w leady czy w budowanie marki, odpowiedź brzmi: w jedno i drugie. Ale musisz zrozumieć, do czego służy każde z nich.

Leady dają Ci spokój finansowy tu i teraz. Marka buduje Twoją pozycję na rynku i pozwala Ci dyktować warunki w przyszłości.

Jeśli masz tylko jeden z tych elementów, grasz w niepełnym wymiarze. Jeśli masz oba – budujesz prawdziwą przewagę.

I jeśli w tym momencie myślisz: ale moja sytuacja jest inna, nie mam budżetu na długoterminowe działania – rozumiem. Wtedy zacznij od minimum. Jeden artykuł miesięcznie. Jeden post tygodniowo. Cokolwiek, co zaczyna budować Twoją obecność. Jak mówi Rocky Balboa w filmie Creed: „One step at a time, one punch at a time, one round at a time”. Po prostu.

Bo najgorszym scenariuszem nie jest to, że zainwestujesz w budowanie marki i będziesz musiał poczekać na efekty. Najgorszym scenariuszem jest to, że za rok będziesz w tym samym miejscu co dzisiaj, zadając sobie to samo pytanie.

 

Źródła:

1. Trendy w sprzedaży B2B 
2. Crucial B2B marketing statistics
3. ChatGPT: Everything you need to know about the AI-powered chatbot
4. Biznes kupuje w sieci. Oto co napędza cyfrową rewolucję w handlu B2B w Polsce
5. Jak kupują firmy B2B w Polsce?

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Budowanie wizerunku czy generowanie leadów? Co powinno być priorytetem w marketingu małej firmy Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry