Marketing

Budżet marketingowy – koszt czy inwestycja? Jak przestać postrzegać marketing jako zbędny wydatek

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Dlaczego 75% polskich firm podejmuje decyzje marketingowe bez planu – i jakie są tego konsekwencje dla wyników biznesowych
  • Jak zmienić myślenie o budżecie marketingowym – różnica między kosztem a inwestycją
  • Trzy fundamenty skutecznego marketingu – czego naprawdę potrzebujesz, żeby działania przynosiły zwrot
  • Ile wydać na marketing – globalny benchmark i jak go wykorzystać w kontekście Twojej firmy
  • Jak planować budżet marketingowy krok po kroku – proces oparty na celach biznesowych, nie narzędziach
  • Dlaczego samo tworzenie treści to za mało – i ile naprawdę kosztuje dotarcie do właściwych odbiorców
  •  

Według ogólnopolskiego badania przeprowadzonego przez IMAS International na zlecenie Kaczmarski Group, tylko 24% przedsiębiorstw z sektora MŚP w Polsce ma zaplanowany budżet marketingowy na cały rok. Co czwarta firma przyznaje, że w ogóle nie planuje budżetu, a decyzje finansowe podejmuje na bieżąco, z dnia na dzień.

Problem pojawia się właśnie w momencie, gdy mówimy o marketingu. Bez planu finansowego każdy wydatek na reklamę, treści czy kampanie pozostaje nieprzewidywalny. Bez pewności, że się zwróci. Bez kontroli nad tym, co działa, a co nie. I wtedy marketing przestaje być inwestycją, a zaczyna przypominać koszt, który najchętniej byśmy zminimalizowali.

To nie jest wina braku zasobów czy złej woli. To wynik braku metodologii i wsparcia, które pozwoliłoby podejmować świadome decyzje. Jeśli rozpoznajesz ten schemat w swojej firmie, dobrze trafiłeś. Oto droga do zmiany.

Dlaczego firmy unikają planowania budżetu marketingowego?

Nie chodzi o brak pieniędzy. Chodzi o brak pewności. O brak zrozumienia mechanizmów, które sprawiają, że budżet marketingowy przestaje być wydatkiem, a zaczyna generować realny zwrot. W mojej praktyce jako strateg marketingowy dla MŚP widzę trzy powtarzające się powody, dla których przedsiębiorcy odkładają planowanie budżetu marketingowego na później.

Pierwszy to lęk przed marnowaniem zasobów. Bez planu trudno przewidzieć rezultaty, a bez mierzalnych efektów rośnie poczucie, że wydajemy na coś, czego nie widać. To zrozumiała ostrożność, ale prowadzi do błędnego koła. Brak planu oznacza brak kontroli. Brak kontroli oznacza brak pewności. A brak pewności prowadzi do paraliżu decyzyjnego.

Drugi powód to presja wyniku tu i teraz. Marketing potrzebuje czasu. Nie nieskończoności, ale realistycznego horyzontu na testy, optymalizację i skalowanie działań. Algorytmy reklamowe uczą się, odbiorcy poznają markę, a kampanie wymagają iteracji. Gdy oczekujemy efektu w pierwszy tydzień, każda inwestycja wygląda jak strata.

Trzeci to mylenie aktywności z efektywnością. Wiele firm traktuje publikowanie postów na Facebooku czy prowadzenie profilu na Instagramie jako strategię marketingową. Tymczasem to tylko narzędzia. Bez jasnego celu biznesowego, bez określenia grupy docelowej i bez budżetu na promocję takie działania rzadko przynoszą wymierny efekt.

Weźmy na przykład biuro rachunkowe, które przez rok konsekwentnie publikuje wartościowe treści na swoim blogu i w mediach społecznościowych. Właściciel poświęca czas, tworzy merytorykę, ale nie inwestuje w dystrybucję tych treści. Efekt? Zasięgi organiczne spadają, zaangażowanie jest znikome, frustracja rośnie. I wtedy pada wniosek: marketing nie działa. Ale problem nie leży w marketingu. Leży w braku planu i budżetu, który sprawił, że wartościowa treść nigdy nie dotarła do właściwych oczu.

Koszt versus inwestycja – jak zmienić perspektywę?

Różnica między kosztem a inwestycją nie leży w kategorii księgowej. Leży w podejściu do planowania i pomiaru. Koszt to wydatek bez jasnego celu i metody pomiaru. Inwestycja to zaplanowane działanie z określonym celem biznesowym i metrykami sukcesu, które pozwalają ocenić, czy to działanie się zwraca.

Według obszernej analizy rynkowej przeprowadzonej przez Gartner, w 2024 roku średni budżet marketingowy w firmach stanowił 7,7% całkowitego przychodu. To globalny benchmark, który może służyć jako punkt odniesienia, choć nie jako sztywna norma. Nie chodzi o to, żeby każda firma wydawała dokładnie tyle. Chodzi o to, żeby mieć świadomość, ile jest w stanie przeznaczyć na marketing w relacji do swoich celów i możliwości.

Kluczowa myśl brzmi następująco: nie chodzi o to, ile wydajesz, ale czy wiesz, po co wydajesz i jak to mierzysz.

Wyobraź sobie dwie firmy z tej samej branży. Pierwsza wydaje pięć tysięcy złotych miesięcznie na marketing, ale decyzje podejmuje spontanicznie. Dziś kampania w Google Ads, za tydzień współpraca z influencerem, za miesiąc nowy projekt graficzny. Brak spójności, brak ciągłości, brak pomiarów. Druga firma wydaje trzy tysiące złotych miesięcznie, ale zgodnie z planem. Wie, na które kanały alokuje budżet, jakie ma KPI, co testuje i jak optymalizuje. Która firma osiągnie lepsze wyniki? Odpowiedź jest oczywista. Nie wygrywa ten, kto wydaje więcej. Wygrywa ten, kto działa strategicznie.

Fundamenty marketingu jako inwestycji: co trzeba „włożyć”, żeby „wyjąć”?

Skuteczny budżet marketingowy opiera się na trzech filarach. Można mieć dwa z nich, ale bez trzeciego efekty będą daleko od optymalnych. Te trzy elementy to: czas, pieniądze i strategia.

Zacznijmy od czasu. Marketing nie jest loterią. To proces, który potrzebuje czasu na testy hipotez, optymalizację działań i skalowanie tego, co działa. Kampania reklamowa rzadko daje wyniki w pierwszym tygodniu. Algorytmy uczą się, kto jest najbardziej skłonny do konwersji. Odbiorcy poznają markę, budują zaufanie, przechodzą przez kolejne etapy ścieżki zakupowej. To naturalna dynamika, szczególnie w sprzedaży B2B, gdzie cykl decyzyjny może trwać tygodnie lub miesiące.

To nie oznacza czekania w nieskończoność. Oznacza realistyczne oczekiwania i konsekwencję w działaniu. Kiedy zaczynam współpracę z nowym klientem, jedno z pierwszych pytań zawsze brzmi: jaki jest Twój cel biznesowy? Nie: czy masz Facebooka, nie: ile razy w tygodniu publikujesz. Jaki jest cel. Bo dopiero wtedy możemy określić, ile czasu potrzebujemy na jego realizację i jakie kamienie milowe powinniśmy osiągnąć po drodze.

Drugi zasób to pieniądze. I tu często pojawia się mit, że social media są za darmo. Prawda jest taka: tworzenie treści to dopiero pół sukcesu. Druga połowa to sprawienie, żeby odpowiednie osoby je zobaczyły. Algorytmy platform społecznościowych systematycznie ograniczają zasięgi organiczne. Według raportów firm takich jak Hootsuite czy Sprout Social, średni zasięg organiczny posta na Facebooku to około pięciu do sześciu procent obserwujących. To oznacza, że jeśli masz tysiąc fanów na stronie, Twój post zobaczy pięćdziesiąt do sześćdziesięciu osób. Bez płatnej promocji.

Nawet jeśli publikujesz wartościowy artykuł na blogu, nikt go nie zobaczy, jeśli nie masz budżetu na dystrybucję. To może być kampania w Google Ads, promowanie posta na LinkedIn, newsletter do bazy kontaktów czy remarketing do osób, które już odwiedziły Twoją stronę.

Bez budżetu operacyjnego na promocję najlepsza treść pozostaje niewidoczna.

Trzeci zasób, i najważniejszy, to strategia. To element, który łączy powyższe. Nawet duży budżet i dużo czasu nie pomogą, jeśli działania są chaotyczne. Strategia to odpowiedź na pytanie: co chcę osiągnąć, kto jest moim klientem, gdzie go znajdę i jak zmierzę sukces?

W mojej metodologii, którą nazywam marketingiem zaplanowanym, punkt wyjścia to zawsze cel biznesowy. Nie narzędzie, nie kanał, nie moda. Cel. Weźmy konkretny przykład. Firma chce zwiększyć sprzedaż o dwadzieścia procent w drugim kwartale. To jest cel. Dopiero wtedy zadajemy kolejne pytania. Skąd mają przyjść ci nowi klienci? Jakie mają potrzeby? Gdzie ich szukać? Jakie komunikaty będą dla nich najbardziej przekonujące? Jaki budżet jest potrzebny, żeby do nich dotrzeć? I jak zmierzymy, czy działania przynoszą efekt?

To jest podejście strategiczne. Odwrotna sytuacja, którą widzę zbyt często, wygląda tak: chcę być na TikToku, bo konkurencja tam jest. To nie jest strategia. To impuls. I prowadzi do wydawania pieniędzy bez realnych rezultatów.

Jak planować budżet marketingowy, który jest inwestycją?

Skuteczny budżet marketingowy to nie magiczna liczba wyciągnięta z powietrza. To proces oparty na celach i danych. Nie musisz być ekspertem od marketingu, żeby zrozumieć jego logikę. Ale proces wymaga metodycznego podejścia i analitycznego myślenia.

Zaczynasz od celu biznesowego. Nie od narzędzia. Jeśli Twoim celem jest pozyskanie piętnastu nowych klientów B2B w trzecim kwartale, to jest punkt wyjścia. Nie: chcę prowadzić Instagram. To za mało konkretne i nie mówi nic o tym, co chcesz osiągnąć.

Następnie określasz wskaźniki sukcesu. To jest moment, w którym definiujesz, co będzie oznaczało, że Twoje działania działają. Ile leadów musisz wygenerować, żeby pozyskać piętnastu klientów? Jaka jest Twoja konwersja z leada do klienta? Jeśli wynosi ona dziesięć procent, to znaczy, że potrzebujesz stu pięćdziesięciu leadów. To jest Twój KPI. Teraz wiesz, co mierzysz i do czego dążysz.

Kolejny krok to identyfikacja kanałów i taktyk. Gdzie są Twoi potencjalni klienci? Czy to jest LinkedIn, Google, branżowe portale, newsletter, a może eventy? Jakie działania są najbardziej efektywne w Twojej branży? Nie chodzi o to, żeby być wszędzie. Chodzi o to, żeby być tam, gdzie są Twoi odbiorcy.

Potem przychodzi moment oszacowania realnego budżetu. Ile kosztuje dotarcie do właściwej grupy? Jeśli planujesz kampanię w Google Ads, jaki jest średni koszt kliknięcia w Twojej branży? Ile kliknięć potrzebujesz, żeby wygenerować jednego leada? Ile leadów potrzebujesz na jednego klienta? Mnożysz te liczby i wychodzi Ci budżet. Oczywiście to uproszczenie, ale pokazuje logikę procesu.

I na koniec: monitorowanie i korygowanie. Marketing to proces iteracyjny, który wymaga regularnych przeglądów wyników. Analizujesz, co działa, co można poprawić, i dostosowujesz działania. Może okazać się, że LinkedIn przynosi lepsze leady niż Google. Albo że Twoja konwersja jest lepsza, niż zakładałeś, i możesz skalować kampanię szybciej. Albo odwrotnie. Bez monitorowania nie dowiesz się, co wymaga zmiany.

Ważne zastrzeżenie: ten proces wymaga doświadczenia i analitycznego podejścia. Jeśli nigdy tego nie robiłeś, warto skonsultować się z kimś, kto zna mechanizmy i potrafi przetłumaczyć cele biznesowe na mierzalne działania marketingowe.

Co to oznacza dla Twojej firmy?

Jeśli do tej pory marketing był dla Ciebie kosztem, to nie dlatego, że marketing nie działa. To dlatego, że brakowało planu. Brakowało metodologii, która pozwoliłaby Ci wiedzieć, na co wydajesz, dlaczego wydajesz i co z tego wynika.

Budżet marketingowy staje się inwestycją w momencie, gdy wiesz, po co wydajesz pieniądze, jak mierzysz rezultaty i co optymalizujesz. To nie wymaga ogromnych budżetów. Wymaga przemyślanego podejścia, realistycznych oczekiwań i konsekwencji w działaniu.

Wróćmy do danych z początku tego artykułu. Siedemdziesiąt pięć procent firm w Polsce działa bez planu, podejmując decyzje marketingowe z dnia na dzień. Ale Ty już możesz być w tych dwudziestu pięciu procentach, które mają kontrolę. Które wiedzą, dokąd zmierzają i jakie kroki prowadzą je do celu.

To nie jest kwestia szczęścia. To kwestia metody.


Chcesz przestać wydawać na marketing bez planu i zacząć inwestować strategicznie?

Jeśli Twoja firma potrzebuje planu marketingowego opartego na realnych celach biznesowych, a nie na przypadkowych działaniach, zapraszam do rozmowy. Specjalizuję się w tworzeniu strategii dla małych i średnich przedsiębiorstw, które chcą wiedzieć, na co wydają pieniądze i jakie przynosi to rezultaty.

Nie obiecuję cudów. Obiecuję proces, kontrolę i mierzalne efekty.

Skontaktuj się ze mną:

E-mail: poczta@marcinosiak.pl

Telefon: +48 696 635 985

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Budżet marketingowy – koszt czy inwestycja? Jak przestać postrzegać marketing jako zbędny wydatek Dowiedz się więcej »

5 wskaźników biznesowych, które powinien znać każdy właściciel firmy

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Czym jest lejek marketingowy i jak działa w praktyce na przykładzie planowania podróży.

  • Dlaczego podróż Twojego klienta nie jest prostą drogą i jak radzić sobie z jej nieliniowym charakterem.

  • Jak zasada 95:5 zmienia podejście do marketingu i dlaczego warto budować relacje z klientami, którzy „na dziś” nie są gotowi do zakupu.

  • W jaki sposób przejść od chaotycznych działań do uporządkowanego i przewidywalnego procesu, który wspiera rozwój Twojej firmy.

Jak pokazują najnowsze analizy rynku social media, zasięgi organiczne na Facebooku i Instagramie spadły o 60% w ciągu ostatnich dwóch lat i posty marek docierają teraz do zaledwie 1-5% obserwujących. Ale jest też dobra wiadomość: algorytmy w 2025 roku pokazują content głównie na podstawie zaangażowania, nie liczby followersów. Czyli możesz mieć 100 obserwujących i dotrzeć do 10 000 osób. Albo 20 000 obserwujących i trafić do 400. Zasady gry mocno się zmieniły.

Jeśli myślisz, że potrzebujesz armii obserwujących, żeby rozwinąć biznes, mam dla Ciebie wiadomość: patrzysz na złe liczby. Czas poznać 5 kluczowych wskaźników biznesowych, które pokazują prawdziwą kondycję Twojej firmy. Te właściwe, które naprawdę mówią o tym, czy zarabiasz czy tracisz – są na wyciągnięcie ręki.

Mit dużej społeczności, czyli dlaczego 20 000 obserwujących nie równa się 20 000 klientów

Wyobraź sobie, że prowadzisz lokalną restaurację. Twój profil na Instagramie ma 15 tysięcy obserwujących. Brzmi imponująco, prawda? Publikujesz zdjęcie nowego dania, czekasz na efekt… i docierasz do 600 osób. 4% Twojej społeczności. Pozostałe 96%? Nigdy tego nie zobaczy.

To nie jest błąd. To dzisiejsza rzeczywistość platform społecznościowych.

Jak wskazują branżowe raporty z początku 2025 roku, algorytmy Facebooka i Instagrama przeszły fundamentalną zmianę. Dziś około 30-50% treści pochodzi od profili, których użytkownicy w ogóle nie obserwują. Platformy kierują się jednym kryterium: zaangażowaniem. Jeśli Twoja treść generuje interakcje, system pokazuje ją dalej – niezależnie od tego, czy masz 200 czy 20 000 obserwujących.

To oznacza rewolucję dla małych firm:

  • Nie musisz już gonić za liczbą obserwujących
  • Musisz tworzyć treści, które ludzie chcą komentować, udostępniać, zapisywać
  • Przede wszystkim – treści, które prowadzą do konkretnego działania biznesowego

I tu dotykamy sedna problemu: większość właścicieli firm śledzi wskaźniki próżności zamiast wskaźników biznesowych.

Zasięg bez akcji to zero wartości. Możesz mieć milion wyświetleń, ale jeśli nikt nie kupuje, nie rezerwuje, nie zapisuje się na konsultację – Twój marketing nie działa. Nie ma znaczenia, ile osób zobaczyło Twój post. Znaczenie ma, ilu z nich podjęło decyzję, która wpłynęła na Twój rachunek bankowy.

Co naprawdę liczy się w biznesie

Każdy właściciel firmy zna podstawowe równanie: przychody muszą być wyższe od kosztów. To fundament. Ale między tym, co wpływa na konto, a tym, co z niego wychodzi, dzieje się cała masa procesów, które warto zrozumieć i zmierzyć.

Marketing nie istnieje w próżni. Nie prowadzisz profilu na Instagramie „dla zasięgów”. Prowadzisz go, żeby budować zaufanie do swojej marki, być widocznym w swojej grupie docelowej, generować zapytania ofertowe, rezerwacje, sprzedaż. Każda złotówka wydana na reklamę, każda godzina poświęcona na tworzenie treści – to wszystko musi się przełożyć na wyniki biznesowe. Inaczej zajmujesz się hobby, nie strategią rozwoju.

Dlatego potrzebujesz liczb, które pokażą Ci prawdę. Nie iluzję popularności, ale rzeczywisty stan finansów i efektywność działań marketingowych.

Poznanie tych wskaźników to jak włączenie światła w ciemnym pokoju. Nagle widzisz, co działa, co jest źródłem marnotrawstwa, gdzie tkwi potencjał wzrostu. Przestajesz działać po omacku i zaczynasz podejmować decyzje oparte na danych.

Oto pięć kluczowych wskaźników biznesowych, które każdy właściciel małej lub średniej firmy powinien znać i regularnie sprawdzać.

1. Koszt pozyskania klienta

Koszt pozyskania klienta obliczasz dzieląc wszystkie wydatki marketingowe i sprzedażowe przez liczbę nowych klientów w danym okresie.

Wzór jest prosty:

CAC = (Koszty marketingu + Koszty sprzedaży) / Liczba nowych klientów

Weźmy przykład restauracji, która w marcu wydała 3000 zł na kampanię reklamową na Facebooku i 1000 zł na ulotki. W tym samym miesiącu pozyskała 80 nowych gości (tych, którzy wcześniej nigdy w niej nie jedli). CAC wynosi: (3000 + 1000) / 80 = 50 zł. Pozyskanie każdego nowego klienta kosztowało restaurację 50 złotych.

Dlaczego to ważne?

  • CAC mówi Ci, czy Twój marketing jest efektywny, zanim spojrzysz na przychody
  • Jeśli Twój średni rachunek to 80 zł, a CAC wynosi 50 zł, zostajesz z 30 zł marży na pierwszej transakcji
  • Jeśli CAC wynosi 90 zł – tracisz pieniądze na każdym nowym kliencie

Ale uwaga: tracenie na pierwszej transakcji nie musi być złe. To prowadzi nas do drugiego wskaźnika.

2. LTV – Wartość klienta w czasie

LTV to całkowity przychód, jaki firma zarobi na jednym kliencie przez cały okres współpracy. Jeden klient to nie jedna transakcja. To seria zakupów, potencjalnie trwająca lata.

Wzór na LTV:

LTV = Średnia wartość transakcji × Liczba transakcji rocznie × Średni czas trwania relacji (w latach)

Przykład: fryzjer. Średnia wartość wizyty to 120 zł. Stały klient przychodzi co 6 tygodni, czyli około 8-9 razy w roku. Średni czas współpracy z klientem to 3 lata.

LTV = 120 zł × 8 wizyt × 3 lata = 2880 zł

To oznacza, że jeden lojalny klient fryzjera jest wart prawie 3000 złotych. Jeśli CAC wynosi 80 zł (np. koszt kampanii polecającej), zwrot z inwestycji jest oczywisty: wydajesz 80 zł, zarabiasz 2880 zł.

Teraz widzisz, dlaczego czasem warto „stracić” na pierwszej transakcji. Jeśli restauracja z poprzedniego przykładu wie, że przeciętny klient wraca 6 razy w roku przez 2 lata, a średni rachunek to 80 zł, LTV wynosi: 80 × 6 × 2 = 960 zł. CAC na poziomie 50 zł nagle wydaje się bardzo opłacalny.

Kluczowa zasada: LTV powinno być co najmniej 3 razy większe od CAC. Jeśli ta proporcja się nie zgadza, masz problem – albo za dużo płacisz za pozyskanie klienta, albo za mało zarabiasz na kolejnych transakcjach.

3. Wskaźnik konwersji – procent osób, które wykonują pożądaną akcję

Wskaźnik konwersji to procent osób, które wykonały pożądaną akcję w stosunku do wszystkich, którzy mieli taką możliwość. Sto osób weszło na Twoją stronę. Dziesięć wysłało zapytanie ofertowe. Wskaźnik konwersji wynosi 10%.

To najbardziej uniwersalny wskaźnik w marketingu, bo można go mierzyć na każdym etapie ścieżki klienta:

  • Odwiedzający stronę → zapisani na newsletter
  • Zapisani na newsletter → umówieni na konsultację
  • Umówieni na konsultację → kupujący

Wzór jest prosty:

Wskaźnik konwersji = (Liczba osób, które wykonały akcję / Liczba wszystkich osób) × 100%

Przykład: biuro podróży. W sierpniu kampania reklamowa skierowała na stronę 500 osób. 35 z nich wypełniło formularz kontaktowy z zapytaniem o wycenę. 8 ostatecznie kupiło wyjazd.

Mamy tu dwa wskaźniki konwersji:

  • Z odwiedzin na zapytanie: (35 / 500) × 100% = 7%
  • Z zapytania na zakup: (8 / 35) × 100% = 22,9%

Dlaczego to ważne?

Wskaźnik konwersji pokazuje, gdzie tracisz potencjalnych klientów:

  • Jeśli na stronę wchodzi dużo osób, ale nikt nie zostawia kontaktu – problem jest w komunikacji lub ofercie
  • Jeśli dużo osób pyta o wycenę, ale nikt nie kupuje – problem jest w cenie lub procesie sprzedaży

Każda poprawa konwersji to więcej klientów przy tych samych kosztach reklamy. To jak odkręcenie kurka – ten sam budżet nagle przynosi lepsze rezultaty.

4. Marża brutto – Twój pierwszy poziom zysku

Marża brutto pokazuje, ile faktycznie zarabiasz na sprzedaży po odjęciu tylko bezpośrednich kosztów wytworzenia produktu lub usługi. Obrót to nie zysk. Możesz mieć milion złotych przychodu i być na skraju bankructwa, jeśli koszty wynoszą 1,1 miliona.

Wzór:

Marża brutto = [(Przychód – Koszt bezpośredni wytworzenia) / Przychód] × 100%

Załóżmy, że prowadzisz małą cukiernię. Sprzedajesz tort za 200 zł. Składniki, opakowanie i energia elektryczna do jego wykonania kosztowały Cię 80 zł.

Marża brutto = [(200 – 80) / 200] × 100% = 60%

Na każdym torcie zarabiasz 60% marży, czyli 120 zł.

Ale uwaga – to nie jest jeszcze Twój finalny zysk.

Z tych 120 zł musisz jeszcze pokryć koszty stałe:

  • Czynsz lokalu
  • Pensje pracowników
  • Rachunki za prąd, gaz, wodę
  • Marketing i reklamy
  • Ubezpieczenia
  • Podatki

Dopiero to, co zostanie po odjęciu wszystkich tych kosztów, to Twój rzeczywisty zysk netto.

Przykład pełnego rozliczenia:

Sprzedajesz 100 tortów w miesiącu:

  • Przychód: 100 × 200 zł = 20 000 zł
  • Koszty bezpośrednie: 100 × 80 zł = 8 000 zł
  • Marża brutto: 12 000 zł (60%)

Teraz odejmujesz koszty stałe:

  • Czynsz: 3 000 zł
  • Pensje: 4 000 zł
  • Rachunki: 800 zł
  • Marketing: 1 200 zł
  • Inne: 500 zł
  • Suma kosztów stałych: 9 500 zł

Zysk netto: 12 000 zł – 9 500 zł = 2 500 zł

Dlaczego to ważne?

Marża brutto jest pierwszym poziomem sprawdzenia, czy Twój biznes w ogóle ma szansę być opłacalny:

  • Jeśli marża brutto jest niska (poniżej 30-40%) – będziesz miał bardzo mało przestrzeni na pokrycie kosztów stałych i wypracowanie zysku
  • Jeśli marża brutto jest wysoka (powyżej 60%) – masz dużą poduszkę finansową na rozwój i inwestycje
  • Znając marżę brutto, możesz podejmować świadome decyzje: Czy stać Cię na obniżkę ceny o 10%? Czy możesz wydać 2000 zł na kampanię reklamową i wciąż wyjść na plus? Które produkty są najbardziej opłacalne?

Bez znajomości marży brutto działasz w ciemno. Możesz myśleć, że dajesz 20% rabatu, a w rzeczywistości zjadasz całą marżę i zaczynasz tracić pieniądze na każdym produkcie.

5. ROAS / ROI – Zwrot z inwestycji w marketing

ROAS (Return on Ad Spend) pokazuje, ile zarabiasz na każdej złotówce wydanej na reklamę. To pytanie, na które odpowiada ROAS lub jego starszy brat, ROI (Return on Investment).

ROAS skupia się stricte na kampaniach reklamowych:

ROAS = Przychód z kampanii / Koszt kampanii

Przykład: wydałeś 1000 zł na reklamę w Google Ads. Kampania wygenerowała sprzedaż na 4500 zł.

ROAS = 4500 / 1000 = 4,5

Na każdą złotówkę wydaną na reklamę zarobiłeś 4,50 zł przychodu. Brzmi dobrze. Ale uwaga – to przychód, nie zysk. Jeśli Twoja marża wynosi 40%, faktyczny zysk to 1800 zł (4500 × 0,4). Odejmij koszt kampanii (1000 zł) i zostaje Ci 800 zł czystego zysku.

ROI bierze pod uwagę szerszy kontekst:

ROI = [(Zysk – Koszt inwestycji) / Koszt inwestycji] × 100%

W tym samym przykładzie: ROI = [(800) / 1000] × 100% = 80%. Zarobiłeś 80% więcej, niż wydałeś.

Dlaczego to ważne?

Bez tych wskaźników nie wiesz, czy Twój marketing działa. Możesz wydawać 5000 zł miesięcznie na kampanie, cieszyć się ruchem na stronie i zasięgami – i równocześnie tracić pieniądze.

ROAS i ROI mówią Ci prawdę:

  • Ta kampania się opłaca, tamta nie
  • Ta platforma daje zwrot, tamta zjada budżet bez rezultatów
  • Ten kanał marketingowy przynosi najlepsze rezultaty

Minimalne oczekiwanie? ROAS powyżej 2-3, w zależności od branży i marży. Jeśli nie osiągasz przynajmniej podwojenia wydatków, coś jest nie tak – albo z kampanią, albo z procesem sprzedaży.

Jak te wskaźniki zmieniają podejście do marketingu

Większość firm prowadzi marketing intuicyjnie:

  • Publikują posty, bo „trzeba być w social mediach”
  • Płacą za reklamy, bo „konkurencja też to robi”
  • Inwestują w nową stronę internetową, bo „stara się zestarzała”

Znając pięć powyższych wskaźników, przechodzisz z poziomu „wydajemy pieniądze i mamy nadzieję” na poziom „wiemy dokładnie, co działa i dlaczego”.

To znacząca zmiana perspektywy. Od „budujmy zasięgi” do „budujmy proces sprzedaży”.

Bo zasięg jest środkiem, nie celem. Celem jest konwersja. Celem jest klient, który płaci. Celem jest biznes, który się rozwija i generuje zysk.

Marketing zaplanowany zaczyna się zawsze od celów biznesowych, nie od narzędzi. Najpierw pytasz:

  • Ile chcę zarobić w tym kwartale?
  • Ilu potrzebuję klientów?
  • Jaki mam CAC i LTV?
  • Jaka konwersja na każdym etapie?
  • Jaki ROAS musi osiągnąć kampania, żeby się opłacała?

Dopiero gdy znasz odpowiedzi na te pytania, dobierasz narzędzia. Może potrzebujesz kampanii reklamowej na Facebooku. Może wystarczy email marketing do obecnych klientów, bo LTV pokazuje, że reaktywacja jest bardziej opłacalna niż pozyskiwanie nowych. Może musisz poprawić stronę internetową, bo konwersja jest fatalna.

Ale wszystko zaczyna się od liczb. Od mierzenia tego, co naprawdę ma znaczenie.

Bez tego prowadzisz firmę po omacku. Z tym – masz mapę, kompas i GPS w jednym.

Porównanie kluczowych wskaźników biznesowych

WskaźnikCo mierzyDobra wartośćJak często sprawdzać
CACKoszt pozyskania jednego klienta<33% LTVMiesięcznie
LTVWartość klienta przez cały okres współpracy>3x CACKwartalnie
Konwersja% osób wykonujących pożądaną akcjęZależy od branży (2-10%)Tygodniowo
Marża bruttoRzeczywisty zysk na produkcie/usłudze>40% (zależy od branży)Miesięcznie
ROASZwrot z każdej złotówki w reklamę>3 (minimum 2)Po każdej kampanii

Odpowiedzmy sobie na jeszcze kilka pytań

Jaki powinien być dobry wskaźnik CAC?

CAC powinien być co najmniej 3 razy niższy niż LTV. Jeśli Twój klient jest wart 3000 zł przez cały okres współpracy, CAC nie powinno przekraczać 1000 zł. Pamiętaj jednak, że „dobry CAC” różni się w zależności od branży – w gastronomii może to być 30-50 zł, w usługach B2B nawet 500-2000 zł.

Czy mogę mierzyć te wskaźniki w Excelu?

Tak. Wszystkie te wskaźniki możesz obliczyć w prostym arkuszu kalkulacyjnym. Wystarczy systematyczne zbieranie danych o kosztach marketingowych, liczbie nowych klientów, wartości transakcji i marży. Zaawansowane narzędzia analityczne pomagają, ale do podstawowych wyliczeń Excel w zupełności wystarczy.

Ile razy w roku powinienem sprawdzać te wskaźniki?

Minimum raz na kwartał dla pełnej analizy biznesowej. Większe firmy robią to miesięcznie. Wskaźniki kampanii (ROAS, konwersja) warto sprawdzać tygodniowo lub po zakończeniu kampanii. Kluczowa jest regularność i porównywanie trendów – nie pojedynczych liczb, ale zmian w czasie.

Który wskaźnik jest najważniejszy dla małej firmy?

Dla większości małych firm najbardziej krytyczny jest stosunek LTV do CAC. Jeśli ta proporcja jest zdrowa (minimum 3:1), biznes ma szansę na rozwój. Na drugim miejscu jest marża brutto – bez niej nie wiesz, ile faktycznie zarabiasz. Dopiero potem patrzysz na konwersję i ROAS, żeby optymalizować poszczególne kampanie.

Co zrobić, gdy moje wskaźniki są złe?

Najpierw zidentyfikuj, gdzie jest problem. Niski ROAS? Sprawdź targeting kampanii i jakość landing page’a. Niska konwersja? Popraw komunikację i ofertę. Wysoki CAC przy niskim LTV? Skup się na utrzymaniu klientów, a nie tylko na pozyskiwaniu nowych. Jeden wskaźnik nigdy nie istnieje w próżni – zawsze patrz na pełny obraz i szukaj związków przyczynowo-skutkowych.

Czas przestać strzelać w ciemno

Liczba obserwujących na Instagramie nie zapłaci Ci czynszu. Zasięgi postów nie pokryją kosztów pracowników. Polubienia nie wypełnią lodówki w domu.

Ale dobrze zaplanowany marketing, oparty na mierzalnych wskaźnikach biznesowych, może podwoić Twoje przychody, obniżyć koszty pozyskania klienta i sprawić, że każda wydana złotówka będzie pracować na rozwój firmy.

To nie wymaga budżetów korpo ani działu marketingu. Wymaga zrozumienia podstaw i systematycznego mierzenia tego, co ważne.

Jeśli chcesz przestać działać na wyczucie i zacząć budować marketing na solidnych fundamentach – od strategii przez mierzalne cele po konkretny plan działania – skontaktuj się ze mną. Pomogę Ci stworzyć plan marketingowy, który zaczyna się tam, gdzie powinien: od Twoich celów biznesowych i liczb, które naprawdę mają znaczenie.

Bo marketing ma działać. Nie być.

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

5 wskaźników biznesowych, które powinien znać każdy właściciel firmy Dowiedz się więcej »

Dlaczego "dlaczego" jest ważniejsze od "jak"

Strategia marketingowa dla małej firmy: Dlaczego pytanie „DLACZEGO?” jest ważniejsze niż „JAK?”

Dlaczego "dlaczego" jest ważniejsze od "jak"

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Dlaczego myślenie o marketingu przez pryzmat narzędzi to prosta droga do frustracji i marnowania budżetu.
  • Na czym polega różnica między pytaniem „JAK?” (jakie narzędzia) a „DLACZEGO?” (jaki cel biznesowy) i dlaczego ta druga opcja jest fundamentem skutecznych działań.

  • Jaka jest kluczowa różnica między marketingiem a sprzedażą i dlaczego nawet najlepsza kampania nie zadziała bez gotowego procesu sprzedażowego w Twojej firmie.

  • Jakie fundamentalne pytania musisz sobie zadać, aby samodzielnie zdefiniować swoje biznesowe „DLACZEGO” i zacząć budować skuteczną strategię marketingową.

Większość małych firm nie ma problemu z marketingiem. One mają problem ze strategią, ponieważ przedsiębiorcy zbyt często skupiają się na narzędziach. Chcą mieć Facebooka, reklamy w Google czy być obecnymi na Tik Toku. A każde z tych działań traktowane jest jak magiczne rozwiązanie, które ma samoistnie przyciągnąć klientów.
 
To jest niestety myślenie od końca. To jakby kupić najdroższe pędzle i liczyć, że obraz namaluje się sam. Właśnie dlatego tak wiele działań marketingowych kończy się frustracją i poczuciem przepalonych pieniędzy. Kluczem do sukcesu jest skuteczna strategia marketingowa dla małej firmy, a ta zawsze zaczyna się od jednego, fundamentalnego pytania…
 
 

Marketing to nie zestaw narzędzi, to proces

Wyobraź sobie taką sytuację. Klient chwali fotografa za piękne zdjęcia i pyta: „Jakim aparatem pan to zrobił?”Dostrzegasz absurd tej sytuacji? Czy aparat faktycznie jest gwarantem wykonania dobrego zdjęcia? A jednak dokładnie w ten sposób często myślimy o marketingu.
 
Google Ads, Facebook, LinkedIn, newsletter – to wszystko tylko narzędzia. Jak aparat w rękach fotografa. Same w sobie nie tworzą wartości. Ta powstaje, gdy wiemy, do czego ich użyć i – co równie ważne – DLACZEGO właśnie tych, a nie innych.
 

Przez lata pracy z małymi i średnimi firmami zauważyłem pewną prawidłowość. Firmy, które osiągają sukcesy, nie zaczynają od pytania „JAK?”. Zaczynają od „DLACZEGO?”.

 

Twoje „DLACZEGO” determinuje wszystko

Każda firma ma inne cele. Jedna potrzebuje szybkiego zwiększenia sprzedaży. Druga buduje markę ekspercką, żeby móc podnieść ceny. Trzecia szuka sposobu na dotarcie do nowego segmentu klientów. Czwarta chce zautomatyzować obsługę zapytań.
 
Każdy z tych celów wymaga zupełnie innych narzędzi i innej kolejności działań.
 

Weźmy przykład z mojej praktyki. Klient zgłosił się po prowadzenie mediów społecznościowych, bo nie miał dopływu nowych klientów. Zamiast samego „wrzucania postów” zaproponowałem zaplanowanie działań w mediach społecznościowych obejmujące stworzenie kampanii reklamowej z formularzem kontaktowym wspierającej działania organiczne. Efekt? Między 20 a 30 zapytań od potencjalnych klientów miesięcznie.

 

Kiedy marketing nie jest dla Ciebie (i to też jest OK)

Czasami, jako doradca marketingowy, mówię klientowi wprost: „Moja usługa nie jest dla Ciebie”. Dziwne? Być może. Ale uczciwe na pewno.
 
Jeśli firma potrzebuje natychmiastowych zamówień, bo jutro kończy się miesiąc – to to nie jest odpowiedni moment na budowanie strategii marketingowej. To moment na wzmocnienie sprzedaży bezpośredniej.
 

Marketing, szczególnie ten zaplanowany i strategiczny, potrzebuje czasu. To inwestycja, która zwraca się w perspektywie miesięcy, nie dni. Jeśli więc potrzebujesz efektów „na już” – poszukaj dobrego handlowca.

 

Marketing przyprowadza klientów pod drzwi, ale to Ty musisz je otworzyć

Tu dochodzimy do kluczowego rozróżnienia. Marketing i sprzedaż to dwa różne procesy. Marketing może przyprowadzić setki osób zainteresowanych Twoją ofertą. Ale jeśli nie masz procesu sprzedażowego, który zamieni te osoby w klientów – zmarnujesz każdą złotówkę wydaną na reklamę.
 
Szczególnie w usługach i sprzedaży B2B marketing dostarcza kontakty osób, które wyraziły zainteresowanie. A to dopiero początek rozmowy, nie jej koniec. Jeśli Twój zespół nie jest przygotowany na obsługę tych kontaktów, jeśli nie ma scenariusza rozmowy i systemu follow-upu – nawet najlepsza kampania nie przyniesie rezultatów.
 

Jak znaleźć swoje „DLACZEGO”?

 
Zanim wydasz kolejną złotówkę na marketing, odpowiedz sobie na kilka fundamentalnych pytań:
 
Co konkretnie chcesz osiągnąć w perspektywie najbliższych 6 miesięcy? Nie „więcej klientów”, tylko na przykład „30% wzrost zamówień z segmentu firm produkcyjnych”.
 
Jaki problem biznesowy faktycznie rozwiązujesz? Może to wcale nie jest brak klientów, tylko niewłaściwi klienci? Albo za niska marża?
 
Jakie masz zasoby – nie tylko budżet, ale też czas i ludzi? Marketing wymaga zaangażowania. Jeśli nie masz czasu odpowiadać na zapytania, musisz to uwzględnić w planie.
 

Gdzie jest Twój klient i jak podejmuje decyzje? Jeśli sprzedajesz usługi księgowe dla firm produkcyjnych, Instagram raczej nie będzie najlepszym wyborem.

 

Marketing zaplanowany zaczyna się od strategii, nie od narzędzi

Z każdym nowym klientem rozpoczynam współpracę od sesji strategicznej. Nie po to, żeby podbijać rachunek. A po to, żeby upewnić się, że inwestujemy czas i pieniądze we we właściwe działania.
 
Dopiero gdy wiemy, dokąd zmierzamy, możemy wybrać najlepszą drogę. Czasem będzie to content marketing i budowanie autorytetu. Czasem agresywna kampania reklamowa. A czasem – rezygnacja z marketingu na rzecz programu poleceń.
 

Nie ma jednego przepisu na skuteczny marketing. Ale jest uniwersalna zasada: najpierw cel, potem narzędzia.

 

Przestań pytać „JAK?” zacznij od „DLACZEGO?”

Następnym razem, gdy pomyślisz „potrzebuję Facebooka” lub „muszę być w Google”, zatrzymaj się. Zapytaj siebie:
 
DLACZEGO mi to jest potrzebne?
 
Jaki problem biznesowy chcę rozwiązać?
 
Skąd będę wiedział, że to działa?
 
Te proste pytania mogą zaoszczędzić Ci tysiące złotych i wiele miesiące frustracji. Bo marketing, który nie jest odpowiedzią na konkretną potrzebę biznesową, to loteria. A w biznesie nie ma miejsca na hazard.
 
Marketing zaplanowany to marketing skuteczny. Jeśli czujesz, że Twoje działania marketingowe przypominają rzucanie grochem o ścianę, porozmawiajmy. Pomogę Ci znaleźć Twoje „DLACZEGO” i dopiero na tej podstawie zaplanować „JAK”. Bo każda firma zasługuje na marketing, który faktycznie wspiera jej rozwój.

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Strategia marketingowa dla małej firmy: Dlaczego pytanie „DLACZEGO?” jest ważniejsze niż „JAK?” Dowiedz się więcej »

Twój marketing przypomina chaos? Zmień go w przewidywalny proces dzięki lejkowi marketingowemu

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Czym jest lejek marketingowy i jak działa w praktyce na przykładzie planowania podróży.

  • Dlaczego podróż Twojego klienta nie jest prostą drogą i jak radzić sobie z jej nieliniowym charakterem.

  • Jak zasada 95:5 zmienia podejście do marketingu i dlaczego warto budować relacje z klientami, którzy „na dziś” nie są gotowi do zakupu.

  • W jaki sposób przejść od chaotycznych działań do uporządkowanego i przewidywalnego procesu, który wspiera rozwój Twojej firmy.

Wielokrotnie podczas rozmów z właścicielami firm słyszę tę samą historię: „Panie Marcinie, inwestuję w reklamy, publikuję posty, ale klienci jakby wpadali i wypadali. Nie ma w tym żadnej logiki, a ja nie wiem, co tak naprawdę działa”. To poczucie chaosu i braku kontroli jest jednym z największych wyzwań dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Z mojego doświadczenia, zdobytego przy pracy z dziesiątkami firm, wynika, że problem rzadko leży w samych narzędziach – reklamach na Facebooku czy pozycjonowaniu. Problem leży w braku strategicznej ramy, która połączy te wszystkie działania w spójny i logiczny proces. Tą ramą jest lejek marketingowy.

W tym artykule, bazując na mojej praktyce i sprawdzonych danych, pokażę Ci, jak ta koncepcja może uporządkować Twój marketing.

Podróż klienta, czyli jak lejek marketingowy działa w praktyce

Żeby lepiej zobrazować sposób, w jaki klient dokonuje zakupu posłużymy się przykładem. Niech to będzie biuro podróży. Zamiast bombardować wszystkich reklamami „Kup wycieczkę!”, „Promocja”, „Oferta last minute” należy przeanalizować podróż, jaką odbywa ich klient, od pierwszego marzenia o wakacjach do momentu rezerwacji.

Etap 1: Świadomość (Doświadczenie i Ekspertyza)

  • Co robi klient? Anna, nasza przykładowa klientka, zaczyna myśleć o urlopie. Nie wie jeszcze dokąd pojechać. Przegląda media społecznościowe, inspiruje się, czyta ogólne artykuły na blogach podróżniczych.

  • Co robi marketing? Na tym etapie celem nie jest sprzedaż. Celem jest zaistnienie w świadomości Anny jako ekspert od niezapomnianych podróży. Publikuje się więc inspirujące treści: artykuły blogowe o „najpiękniejszych plażach Grecji”, poradniki wideo „Jak podróżować z małymi dziećmi?”. To działania, które budują wizerunek i przyciągają uwagę na samej górze lejka (TOFU – Top of the Funnel).

Etap 2: Rozważanie (Autorytet i Ekspertyza)

  • Co robi klient? Anna zdecydowała się na Grecję. Zaczyna aktywnie szukać konkretnych informacji. Wpisuje w wyszukiwarkę „hotele na Krecie z aquaparkiem”, porównuje oferty, szuka opinii.

  • Co robi marketing? Teraz dostarcza się Annie argumentów, które przekonają ją, że to właśnie to biuro jest najlepszym wyborem. To środek lejka (MOFU – Middle of the Funnel). W praktyce oznacza to kierowanie do niej reklam z case study (np. „Zobacz, jak rodzina Kowalskich spędziła wakacje w naszym hotelu na Krecie”), oferowanie darmowych e-booków do pobrania w zamian za adres e-mail, czy organizowanie webinarów o planowaniu podróży. Dostarcza się wiedzę, budując autorytet.

Etap 3: Decyzja (Zaufanie i Doświadczenie)

  • Co robi klient? Anna ma już 2-3 konkretne oferty. Ostatecznym czynnikiem decyzyjnym staje się zaufanie. Czyta opinie o biurze, sprawdza certyfikaty, szuka promocji „last minute”.

  • Co robi marketing? To dół lejka (BOFU – Bottom of the Funnel), moment prawdy. Tutaj kluczowe jest ułatwienie podjęcia decyzji. Prezentuje się opinie zadowolonych klientów na stronie, oferuje klarowny proces rezerwacji i, co najważniejsze, jest transparentny. Każdy element, od polityki prywatności po jasne warunki umowy, buduje zaufanie (Trustworthiness). Właśnie na tym etapie najdrobniejsze detale świadczą o profesjonalizmie.

Pułapka myślenia liniowego: Rzeczywista podróż Klienta

Musimy jednak pamiętać o kluczowej rzeczy, którą obserwuję w swojej pracy każdego dnia: klient rzadko kiedy porusza się po lejku marketingowym jak po sznurku. Model lejka to strategiczna mapa, a nie nawigacja, która prowadzi jedną, z góry ustaloną trasą.

Anna, będąc już na etapie planowania wycieczki do Grecji (środek lejka), może nagle usłyszeć od znajomych, którzy właśnie wrócili z urlopu, zachwyty nad Turcją. Co wtedy robi? Wraca na samą górę lejka, do etapu inspiracji, i zaczyna od nowa szukać informacji, tym razem o Turcji. Może też przeskoczyć z etapu świadomości prosto do sprawdzania cen konkretnej oferty, by po chwili wrócić do czytania opinii.

Współczesna ścieżka zakupowa jest skomplikowana i wielokanałowa. Badania, jak choćby koncepcja „Messy Middle” od Google, pokazują, że konsumenci krążą pomiędzy fazą eksploracji a ewaluacji, wielokrotnie powtarzając te cykle, zanim podejmą decyzję. Twoim zadaniem nie jest więc siłowe przeciąganie klienta w dół lejka. Twoim zadaniem jest bycie dla niego dostępnym z odpowiednim komunikatem na każdym etapie, bez względu na to, w jakiej kolejności on je odwiedza. To właśnie esencja marketingu omnichannel, który traktuje wszystkie kanały kontaktu z klientem jako jeden, spójny ekosystem.

Dlaczego to podejście jest skuteczniejsze? Tu wkracza twarda wiedza

To, co opisałem wyżej, to nie tylko moje obserwacje. To podejście oparte na uznanych w świecie marketingu zasadach. Jedną z najważniejszych jest zasada 95:5, spopularyzowana przez analityków z Ehrenberg-Bass Institute. Mówi ona, że w danym momencie tylko 5% Twoich potencjalnych klientów jest aktywnie na rynku i gotowych do zakupu.

Reszta, czyli 95%, „na dziś” nie kupi Twojego produktu. Ale to właśnie w tej grupie drzemie największy potencjał wzrostu Twojej firmy.

Większość firm popełnia ten sam błąd: całą energię i budżet marketingowy kieruje na agresywną walkę o te 5%, ignorując pozostałych. Lejek marketingowy pozwala metodycznie budować relację z całą resztą rynku. Dzięki temu, gdy ktoś z tych 95% będzie gotowy do zakupu, Twoja marka stanie się dla niego naturalnym, pierwszym i zaufanym wyborem.

Zaufaj procesowi, nie przypadkowi

Muszę być z Tobą szczery – budowa skutecznego lejka marketingowego to nie jest działanie na jeden tydzień. To proces, który wymaga konsekwencji i cierpliwości, zwłaszcza w obliczu nieliniowej podróży klienta. Sam wiem, co to znaczy dążyć do celu krok po kroku. I nie ważne czy mówimy tu o sporcie, biznesie czy zdrowiu. W marketingu, podobnie jak w życiu, najlepsze rezultaty przynosi przemyślana, długoterminowa strategia, a nie chaotyczne zrywy.

Zacznij od analizy podróży Twojego klienta. Zastanów się, jakich informacji potrzebuje na każdym etapie i zacznij mu je dostarczać. Przestań myśleć o marketingu jak o pojedynczych „strzałach”, a zacznij postrzegać go jako proces budowania relacji.

i z taką myślą Cię dziś zostawiam

Marcin

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Twój marketing przypomina chaos? Zmień go w przewidywalny proces dzięki lejkowi marketingowemu Dowiedz się więcej »

Halucynacje AI

Halucynacje AI: Jak nie dać się oszukać i mądrze wykorzystać sztuczną inteligencję w firmie?

Halucynacje AI

Sztuczna inteligencja (AI) rewolucjonizuje sposób, w jaki prowadzimy biznes. Obiecuje tworzenie treści, analizę danych i automatyzację zadań, które do tej pory pochłaniały cenny czas. Po setkach godzin testów i praktycznej pracy z różnymi modelami językowymi, jedno stało się dla mnie jasne: największym zagrożeniem nie jest sama technologia, ale nasza bezkrytyczna ufność wobec niej. Moje doświadczenie, poparte nawykiem weryfikacji faktów wyniesionym z pracy w mediach, pokazuje, że kluczem do efektywnego wykorzystania AI jest zrozumienie jej fundamentalnego ograniczenia – skłonności do konfabulacji, czyli tzw. halucynacji.

W tym artykule wyjaśnię, czym są halucynacje, jakie realne ryzyko niosą dla Twojej firmy i jak z nimi pracować, by AI stała się Twoim sprzymierzeńcem, a nie źródłem problemów.

Czym są halucynacje AI i dlaczego powstają?

Wyobraź sobie, że prosisz AI o napisanie artykułu o historii Twojej branży. Model językowy, na którym opiera się narzędzie, nie ma własnej świadomości ani wiedzy. To zaawansowany model statystyczny, który przewiduje kolejne słowo na podstawie prawdopodobieństwa, a nie faktycznej wiedzy. Jeśli w swoich danych treningowych nie znajduje konkretnej odpowiedzi, nie zatrzymuje się. Zamiast tego „wymyśla” najbardziej prawdopodobną kontynuację, tworząc fakty, daty czy cytaty, które wyglądają na prawdziwe, ale nimi nie są.

AI nie kłamie w ludzkim tego słowa znaczeniu. Ona po prostu wykonuje swoje zadanie – generuje tekst. Problem w tym, że jej celem jest płynność i przekonująca struktura, a nie prawda.

Realne zagrożenia dla Twojej firmy – od drobnych wpadek po wizerunkową katastrofę

Bezkrytyczne poleganie na treściach od AI może prowadzić do poważnych konsekwencji. Niektóre są oczywiste, inne znacznie bardziej subtelne.

  • Powoływanie się na nieistniejące dowody: Doskonałym, globalnym ostrzeżeniem jest głośna sprawa nowojorskiego prawnika Stevena A. Schwartza. W 2023 roku, w procesie Mata v. Avianca Airlines, złożył on pismo procesowe zawierające sześć całkowicie fikcyjnych precedensów sądowych, które wygenerowała sztuczna inteligencja. Za wprowadzenie sądu w błąd, na niego i jego kancelarię nałożono grzywnę w wysokości 5000 dolarów (Źródło: Reuters)

  • Błędy w opisach produktów i usług: Prosisz sztuczną inteligencję o stworzenie opisu technicznego nowego urządzenia. AI może zmyślić specyficzną funkcję lub podać nieprawidłowe parametry, które brzmią profesjonalnie, ale wprowadzają klienta w błąd. Skutek? Reklamacje, zwroty i nadszarpnięte zaufanie.

  • Fałszywe informacje w marketingu: Prowadzisz lokalną restaurację i zlecasz AI napisanie posta na bloga o historii regionalnych potraw. AI z pewnością siebie pisze, że Twój sztandarowy produkt opiera się na „recepturze z XVII wieku”, podczas gdy w rzeczywistości danie powstało 50 lat temu. To podważa autentyczność Twojego przekazu.

Jak więc pracować z AI, by stała się Twoim atutem? Trzy filary bezpieczeństwa

Pisałem już wielokrotnie w mediach społecznościowych, że to nie AI zabierze nam pracę, ale ludzie, którzy nauczą się z niej efektywnie korzystać. A robić to trzeba z głową. Oto jak możesz się zabezpieczyć:

1. Traktuj AI jak asystenta, a nie jak samodzielnego eksperta.
Zadaniem AI jest przygotowanie wersji roboczej i zebranie pomysłów. Twoim zadaniem, jako eksperta w swojej dziedzinie, jest weryfikacja, korekta i nadanie treści ostatecznego kształtu.

2. Bądź precyzyjny w poleceniach (promptach).
Sposób, w jaki zadajesz pytania, ma ogromne znaczenie. Im więcej kontekstu i danych dostarczysz, tym mniejsze pole do halucynacji zostawisz. To kluczowy element, który jest częścią strategicznego podejścia do AI, a nie szukania gotowych rozwiązań.

3. Stosuj zasadę zerowego zaufania do faktów.
Każdą konkretną informację wygenerowaną przez AI traktuj jako potencjalnie fałszywą, dopóki jej nie potwierdzisz poprzez własną wiedzę. Wystarczy szybkie sprawdzenie w zewnętrznych źródłach lub poproszenie AI o podanie linków do materiałów (które również należy zweryfikować).

Podsumowanie

Sztuczna inteligencja to technologia o ogromnym potencjale, ale jej mądre wykorzystanie wymaga sceptycyzmu, krytycznego myślenia i świadomości, że ostateczna odpowiedzialność za treść publikowaną pod szyldem Twojej firmy zawsze spoczywa na Tobie. Traktując AI jako potężnego, ale omylnego asystenta, przekształcisz ryzyko w szansę i zbudujesz trwałą przewagę na rynku.

i z taką myślą Cię dziś zostawiam

M.

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Halucynacje AI: Jak nie dać się oszukać i mądrze wykorzystać sztuczną inteligencję w firmie? Dowiedz się więcej »

Koniec gry o zasięgi. Dlaczego 90% firm źle podchodzi do social mediów?

Myślisz, że w mediach społecznościowych chodzi o to, żeby dotrzeć do NOWYCH klientów? To najpopularniejszy i najdroższy błąd, jaki popełniają dziś przedsiębiorcy. Raport Gemiusa: „Social Media 2025″ jest bezlitosny: ponad 90% polskich internautów już tam jest. Gra o „zdobywanie” publiczności już się skończyła.

Twoim celem nie jest już znalezienie klienta w sieci. Twoim celem jest sprawić, by w cyfrowym tłumie, w którym stoi razem z Twoją konkurencją, to właśnie on znalazł CIEBIE i poświęcił Ci swoją najcenniejszą walutę – uwagę.

Złota gorączka się skończyła. Witaj w nasyconym rynku

Pamiętasz jeszcze czasy, gdy wystarczyło założyć fanpage, by organicznie budować społeczność? To już minęło. Dziś social media to nie Dziki Zachód, a zatłoczona metropolia. Wrzucanie postów bez planu to najszybsza droga do bycia zignorowanym. Twoja konkurencja już tam jest. Inne marki już tam są. Wszyscy walczycie o ten sam, ograniczony zasób – czas i zaangażowanie odbiorcy. 

„Wrzucanie postów bez planu w 2025 roku to nie marketing. To cyfrowy krzyk w pustkę, za który w dodatku płacisz. Pytanie nie brzmi „czy być w social mediach?”, ale „jak być w nich zauważonym przez właściwych ludzi?”.

Nowe zasady gry: 3 zmiany, które decydują o skuteczności

Aby Twój marketing przestał być kosztem, a stał się inwestycją, musisz zrozumieć, że stare metody po prostu nie działają. Skuteczność wymaga trzech fundamentalnych zmian w myśleniu:

1. Zmiana z „Wszyscy” na „Ktoś konkretny”

Przestań myśleć o milionowych zasięgach. W tłumie nikt Cię nie słucha. Zacznij identyfikować i rozumieć nisze. Raport „Social Media 2025″ pokazuje, że najliczniejszą grupą wiekową w mediach społecznościowych są osoby w wieku 55-75 lat, stanowiąc już blisko 25% wszystkich użytkowników. To ogromny, często niedoceniany przez marketerów segment z siłą nabywczą i – co kluczowe – większą uwagą.

Jak słusznie zauważa Bartosz Wójcik z Gemius w raporcie:

„aktualnie nie chodzi już o pozyskiwanie nowych użytkowników, ale o coraz precyzyjniejsze dopasowanie komunikacji do ich potrzeb, stylu życia i preferencji”

Zamiast celować do „kobiet 25-45″, zastanów się, czy Twoim idealnym klientem nie jest kobieta 55+ z małego miasta, która najwięcej czasu spędza na Facebooku. To jest precyzja.

2. Zmiana z „Bycia wszędzie” na „Bycie tam, gdzie liczy się uwaga”

Każda platforma to inny świat i inna jakość kontaktu z odbiorcą. Twoja obecność musi być świadomym wyborem, a nie wynikiem mody. Dane są jednoznaczne:

  • YouTube to król czasu. Średni kontakt z reklamą wynosi tu aż 11,11 sekundy. To idealne miejsce na budowanie historii i edukowanie klienta.

  • Instagram to mistrz widoczności. Reklamy notują tu Viewability Rate na poziomie 70,23% – najwyższy ze wszystkich platform. Jeśli masz produkt, który musi być ZOBACZONY, to jest właściwy adres.

  • TikTok, mimo ogromnej popularności, ma najniższą widoczność reklam (43,79% ) i najkrótszy czas kontaktu. To narzędzie do błyskawicznego przyciągania uwagi, a nie budowania długich narracji.

 

„Platforma to nie cel, to narzędzie. Wybór między YouTubem a TikTokiem to nie kwestia gustu, ale strategiczna decyzja o tym, czy potrzebujesz 11 sekund skupienia, czy 3 sekund impulsu.”

3. Zmiana z „Publikowania” na „Budowanie procesu”

Mój wniosek z tych danych jest prosty: marketing improwizowany umarł. Skuteczność nie bierze się z liczby postów, ale ze spójnego procesu, który zamienia uwagę w zapytania, a zapytania w sprzedaż.

Przestań kupować „pakiety rolek” i „prowadzenie fanpage’a”. Zacznij inwestować w proces, który ma jasno określony cel i mierzalne wskaźniki sukcesu, dopasowane do specyfiki Twojego biznesu.

Twój marketing potrzebuje planu, nie kolejnego posta

Obecnie wygrywają nie ci, którzy krzyczą najgłośniej, ale ci, którzy mówią najmądrzej. Ci, którzy rozumieją, że w nasyconym cyfrowym świecie jedyną drogą do sukcesu jest marketing zaplanowany.

i z taką myślą Cię dziś zostawiam

M.

*Wykresy pochodzą z Raportu „Social Media 2025″. Twórcą raportu jest firma Gemius, która zajmuje się pomiarem widowni i badaniem zachowań internautów, a także konsumentów mediów na urządzeniach cyfrowych.

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Koniec gry o zasięgi. Dlaczego 90% firm źle podchodzi do social mediów? Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry