„To już wiemy” – najdroższe zdanie w Twojej firmie

od chaosu do systemu, luka egzekucji

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Dlaczego „wiedzieć” i „robić” to dwa różne światy, a przepaść między nimi kosztuje firmy ogromne pieniądze
  • Co mówią najnowsze dane o wdrożeniach AI i dlaczego 68% firm korzysta z narzędzi, ale tylko 5% widzi realne wyniki
  • Trzy etapy marketingu, których nie da się przeskoczyć
  • Jak wygląda praca „marketingowej Magdy Gessler” – czyli co tak naprawdę robię u klientów

Zdanie, które słyszę najczęściej

Spotkanie sprzedażowe. Przychodzę po researchu – przejrzałem stronę, social media, konkurencję, opinie klientów. Mam już obraz sytuacji i pomysł, jak mogę pomóc. Przedstawiam diagnozę, mówię co widzę, co można poprawić. Klient słucha, kiwa głową i na koniec mówi:

„Panie Marcinie, myśleliśmy że ma pan jakiś pomysł. Bo to co pan mówi, to my to wszystko wiemy.”

Bardzo często to słyszę. I za każdym razem mam ochotę zapytać:

Skoro wiecie – to dlaczego tego nie robicie? Jakbyście robili, to teraz byśmy najprawdopodobniej nie rozmawiali.

A rozmawiamy nie dlatego, że przyszedłem z rewolucyjną wiedzą z Marsa. Rozmawiamy, bo widzę u dużo rozsypanych klocków. One leżą na stole: pomysły, narzędzia, nawet ludzie. Tylko, że nic z tego nie jest w żaden sposób poukładane. Nie ma procesu. Nie ma harmonogramu. Czasem nawet nie ma osoby, która pilnuje realizacji.

Jest wiedza. Nie ma egzekucji. I to jest bardzo droga luka w polskim biznesie.


Luka egzekucji – co to właściwie jest?

Luka Egzekucji to przepaść między tym co firma wie, że powinna robić, a tym, co faktycznie robi. Brzmi banalnie. Ale spójrzmy na liczby.

Według najnowszego Trendbooka 2026 wydanego przez Nowy Marketing, 68% zespołów marketingowych już dziś korzysta z narzędzi AI. Jednocześnie tylko 17% przeszło jakiekolwiek formalne szkolenie z ich wykorzystania. A ile firm widzi z tego realne wyniki biznesowe? 5%.

Pięć procent. To nie jest problem technologii. To nawet nie jest problem budżetu. Tylko to jest problem wdrożenia.

Wojtek Strzałkowski, Head of Product w GOG.com, ujął to w raporcie bardzo precyzyjnie: „Różnica między prostym zautomatyzowanym workflow, a pełnym systemem jest brutalna. Pierwsze da się zrobić w weekend. Drugie wymaga miesięcy pracy, zespołu ludzi i infrastruktury.”

Firmy kupują narzędzia, czytają o trendach, wiedzą, że powinny mieć strategię contentową, regularny newsletter, przemyślane kampanie. I co z tego, że wiedzą, skoro nic z tym potem nie robią? Bo między „wiedzieć” a „robić” jest przepaść tak szeroka, że można w niej zmieścić cały roczny budżet marketingowy.


Dlaczego sama wiedza nie wystarczy?

Co jakiś czas prowadzę warsztaty dla przedsiębiorców. Jak pytam:

– Kto wie, że powinien regularnie publikować treści w social mediach?

Rręce w górze.

– A Kto to robi systematycznie od co najmniej trzech miesięcy?

Wiele z tych rąk nagle się chowa.

To nie jest kwestia niewiedzy. To jest kwestia zasobów, systemu, Albo raczej jego braku.

Weźmy taki przykład. Firma usługowa, 12 pracowników, przychód około 3 milionów rocznie. Właściciel wie, że potrzebuje:

  • regularnych publikacji na LinkedIn (bo tam są jego klienci)
  • newslettera (bo buduje bazę)
  • lepszej strony internetowej (bo obecna wygląda jak z 2015)
  • systemu do zbierania opinii (bo konkurencja ma ich więcej)

Wie to od dwóch lat. Ma to zapisane w notatkach po każdym szkoleniu i konferencji branżowej.

Co z tym zrobił? Newsletter wystartował, ale umarł po czterech wydaniach. LinkedIn – post pojawia się raz na trzy tygodnie, jak akurat jest na niego czas. Strona – „w przyszłym kwartale się tym zajmiemy”. Opinie – „klienci sami nie chcą wystawiać”.

Dwa lata. Pełna świadomość problemu. Zero postępu. Tym właśnie jest luka egzekucji w czystej postaci.


AI jako najlepszy przykład tej przepaści

Sztuczna inteligencja to obecnie najgłośniejszy temat w marketingu. I jednocześnie najlepszy przykład luki egzekucji.

Dane z Trendbooka 2026 są bezlitosne. Przemek Jurgiel-Żyła, współzałożyciel Movens VC, mówi wprost: „Tylko ok. 5% marketerów deklaruje dziś znaczące wyniki z generatywnej AI. Co wyraźnie pokazuje, że bariera leży nie w technologii, lecz w transformacji procesów.”

ChatGPT kosztuje górne kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Claude podobnie. Narzędzia są dostępne, tanie, łatwe w obsłudze. A mimo to 95% firm nie widzi z nich realnych korzyści. Dlaczego?

Bo kupienie narzędzia to nie jest wdrożenie. Wdrożenie to:

  • zdefiniowanie, do czego konkretnie używamy AI
  • stworzenie promptów pod powtarzalne zadania
  • odpowiednie nadanie kontekstu w ustawieniach
  • przeszkolenie zespołu
  • ustalenie, kto weryfikuje jakość
  • zmierzenie, ile czasu oszczędzamy
  • regularna optymalizacja procesu

Samo „mamy dostęp do ChatGPT” brzmi trochę jak „mamy siłownię w budynku”. Teoretycznie wszystko jest. Praktycznie – nikt nie ćwiczy.

Co więcej, według prognoz cytowanych w raporcie, ponad 40% projektów związanych z agentami AI może zostać anulowanych do końca 2027 roku. Powód? Rosnące koszty i niejasna wartość biznesowa. Czyli znowu – nie technologia zawiodła. Zawiodło wdrożenie.


Marketingowa Magda Gessler

Gdy ktoś pyta czym się zajmuję, najłatwiej mi to wytłumaczyć przez porównanie do Magdy Gessler. Ona przychodzi do restauracji, patrzy co mają w kuchni, i mówi co tam nie działa oraz pokazuje, jak robić to dobrze. Ja robię mniej więcej to samo, tylko w marketingu.

Bo nie przychodzę z rewolucyjnymi pomysłami. Nie wymyślam nowych kanałów marketingowych ani przełomowych strategii, o których nikt wcześniej nie słyszał. Przychodzę i sprzątam.

Patrzę co firma ma – a zwykle jest tego trochę: pomysły, narzędzia, ludzie, budżet, nawet wiedza. Tylko, że to wszystko leży rozsypane jak składniki w chaotycznej kuchni. Trochę tu, trochę tam. Nikt nie wie, kto za co odpowiada. Nikt nie mierzy, co działa. Nikt nie trzyma się harmonogramu, bo tego harmonogramu nie ma.

Moja robota to:

  • wyciągnąć wszystkie klocki na stół
  • wyrzucić te, które nie mają sensu
  • ułożyć resztę w logiczną całość
  • przypisać odpowiedzialności
  • ustalić mierzalne cele
  • stworzyć harmonogram
  • pilnować realizacji

To nie jest sexy. To nie brzmi jak „strategia digital transformation” ani „holistyczne podejście do customer journey”.

To jest sprzątanie. Porządkowanie. Egzekucja. I właśnie dlatego działa.


Trzy etapy, nie jeden wielki skok

Wychodzę z założenia, że marketing to nie jest jednorazowa akcja. To proces, który ma swoje fazy. I nie da się przeskoczyć żadnej z nich.

Etap pierwszy: budowanie fundamentów. Oramy to, co nie działa. Z rozsypanych klocków układamy system. To często jeszcze nie daje efektów. Na razie budujemy system. Ustalamy kto za co odpowiada, co mierzymy, jaki jest harmonogram.

Etap drugi: wzrost. Mamy system, zajmujemy się bezwzględnie egzekucją. Co kilka miesięcy sprawdzamy co działa, na podstawie wniosków optymalizujemy. I to jest ten moment, w którym system zaczyna pracować i pojawiają się powtarzalne zapytania.

Etap trzeci: skalowanie. Jak już mamy fundament i podstawowe działania przynoszą rezultaty, dopiero wtedy możemy wymyślać, kombinować, bawić się w nowości.

Większość firm chce zacząć od trzeciego etapu. Szukają „nowego pomysłu”, „świeżego podejścia”, „czegoś, czego konkurencja nie robi”. A tymczasem nie mają nawet podstaw – nie wiedzą skąd przychodzą zapytania, nie mierzą efektów, nie mają harmonogramu.

To tak, jakby chcieć biegać maratony, nie umiejąc jeszcze przebiec kilometra.


Jak to wygląda w praktyce?

Niedawno opisałem na blogu współpracę z firmą sprowadzającą samochody z USA. To dobry przykład całego procesu.

Zastałem typową sytuację: publikacje w social mediach kilka razy w tygodniu, reklamy uruchamiane nieregularnie, brak jasnego podziału ról, brak mierzenia źródeł zapytań. Firma nie wiedziała, które działania faktycznie generują klientów.

Pierwsze miesiące to był etap pierwszy – testowanie, porządkowanie, ustalanie co działa. Dopiero gdy wypracowaliśmy jasny podział odpowiedzialności, przeszliśmy do etapu drugiego.

Efekt po sześciu miesiącach? Liczba zapytań o samochody wzrosła o 100% rok do roku. Nie dlatego, że zwiększyliśmy budżet czy odkryliśmy nowe narzędzie. Dlatego, że stworzyliśmy powtarzalny proces.


Co mnie nauczyło schudnięcie 60 kilogramów

Mógłbym teraz przejść do podsumowania, ale chcę na koniec podzielić się jeszcze czymś osobistym. Bo luka egzekucji to nie jest tylko zjawisko biznesowe. To jest coś, co możemy spotkać w każdej dziedzinie życia.

Kilka lat temu ważyłem 60 kilogramów więcej niż dziś. Wiedziałem, że powinienem schudnąć. Wiedziałem, jak to zrobić, ale wiedza nie wystarczyła. Przez lata „wiedziałem”, poznałem całego „fit YouTube’a” i nic z tym nie robiłem.

Co się zmieniło? Proces. Wizyta u dietetyka, rozpoczęcie liczenia kalorii, regularne treningi i ważenie się raz w tygodniu. To, co robię biznesowo zastosowałem też w życiu prywatnym. Zbudowałem system, który potem z żelazną konsekwencją wdrażałem w życie. Nawet jak przez pierwsze miesiące nie było żadnego efektu i pojawiały się myśli w głowie, żeby to wszystko rzucić w diabły.

I dokładnie tak samo działa marketing. Możesz wiedzieć wszystko o content marketingu, SEO, reklamach płatnych czy budowaniu marki. Ale jeśli nie masz procesu – zostaje ci tylko teoria.


Trzy pytania, które warto sobie zadać

Zanim zamkniesz ten artykuł i wrócisz do swoich codziennych zadań, zatrzymaj się na chwilę.

Pytanie pierwsze: Co wiesz, że powinieneś robić w marketingu, ale tego nie robisz?

Bądź ze sobą szczery. Nie chodzi o to, czego nie wiesz. Chodzi o to, co wiesz, ale odkładasz. Newsletter? Regularne publikacje? Analityka? Zbieranie opinii?

Pytanie drugie: Dlaczego tego nie robisz?

Brak czasu to zwykle wymówka, nie przyczyna. Prawdziwe przyczyny to najczęściej: brak procesu, brak odpowiedzialności, brak priorytetów. Nikt nie pilnuje. Nikt nie rozlicza. Można odłożyć na później, bo „później” nie ma konsekwencji.

Pytanie trzecie: Co by się musiało zmienić, żebyś zaczął?

Czasem wystarczy jeden mały krok. Ustalić dzień tygodnia na newsletter. Zablokować godzinę na tworzenie treści. Wyznaczyć osobę odpowiedzialną. Ustawić przypomnienie w kalendarzu.

Jeszcze raz. Nie potrzebujesz nowej wiedzy. Potrzebujesz systemu.


Dlaczego nie będziesz tego robić sam

Znam odpowiedź na trzecie pytanie. Dla większości osób brzmi ona: „potrzebuję kogoś, kto mnie do tego zmusi”. I to jest całkowicie normalne. Dlatego ludzie chodzą na siłownię z trenerem, a nie sami. Dlatego firmy zatrudniają zewnętrznych konsultantów, zamiast wdrażać wszystko własnymi siłami. Dlatego istnieją deadline’y i spotkania statusowe.

Ludzie potrzebują struktury. Potrzebują kogoś, kto powie: „to miało być zrobione do piątku, dlaczego nie jest?”. Kogoś, kto nie da się zbyć wymówkami.

Ja jestem taką osobą dla moich klientów. Nie dlatego, że wiem więcej. Często klienci mają głębszą wiedzę branżową niż ja – i powinni ją mieć, bo to ich biznes. Jestem potrzebny, bo pilnuję procesu. Bo nie pozwalam, żeby „zróbmy to później” zamieniło się w „nie zrobiliśmy tego wcale”. Jestem zewnętrznym sumieniem ich marketingu.


Co dalej?

Jeśli czytasz ten tekst i myślisz „to o mnie” – masz dwie opcje.

Opcja pierwsza: zamkniesz artykuł, pokiwasz głową i wrócisz do tego, co robiłeś. Za rok będziesz w tym samym miejscu. Dalej będziesz „wiedzieć” co robić, ale ta wiedza będzie tylko w Twojej głowie.

Opcja druga: zrobisz jeden konkretny krok. Może to będzie ustalenie dnia na newsletter. Może skonfigurowanie analityki. Może wyznaczenie osoby odpowiedzialnej za social media. Może telefon do mnie.

Pierwszy krok nie musi być duży. Musi być konkretny. Bo wiedza bez działania to tylko ciekawostka, działanie bez systemu to chaos, a system bez egzekucji, to strata czasu.

A egzekucja? To jedyne, co naprawdę się liczy.


Chcesz porozmawiać o tym, jak zamknąć lukę egzekucji w Twojej firmie? Umów się na krótką rozmowę – sprawdzimy, które klocki leżą rozsypane i jak je poukładać.

Marcin Osiak

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Przewijanie do góry