Dlaczego marketing nie działa? Sprawdź te 3 liczby w swojej firmie

Marcin Osiak biuro, AI

 W tym artykule przeczytasz o:

  • Dlaczego zmiana agencji może niczego nie naprawić, choć wydaje się logicznym krokiem
  • Trzy liczby spoza marketingu, które decydują, czy jakakolwiek kampania ma szansę zadziałać
  • Co zrobić, kiedy marketing faktycznie jest problemem (bo czasem naprawdę jest)

Większość rozmów z właścicielami firm o ich marketingu brzmi podobnie. Ten marketing nie działa – wydaję pieniądze, a efektów nie widać. Albo: Poprzednia agencja nic nie dowiozła, szukam kogoś nowego. Albo: Próbowałem LinkedIna, Facebooka, teraz muszę wejść na TikToka.

W części przypadków mają rację – marketing faktycznie nie działa, bo jest źle prowadzony. Zmiana wykonawcy albo poprawa współpracy coś daje. O tym pisałem w tekście o czterech wymiarach efektywności agencji marketingowej.

W pozostałych przypadkach marketing nie działa z zupełnie innego powodu. Nie dlatego, że kampania jest słaba, że agencja nie zna się na rzeczy, albo że budżet jest za mały. Powód jest prostszy i trudniejszy jednocześnie: matematyka Twojego biznesu nie pozwala na żaden działający marketing. I dopóki tej matematyki nie naprawisz, kolejna agencja niczego nie zmieni. Zmiana kanału niczego nie zmieni. Większy budżet niczego nie zmieni. Są trzy liczby, które to pokazują. Żadna z nich nie jest marketingowa. Policz je, zanim wydasz kolejną złotówkę na reklamę.


Liczba 1. Ile możesz wydać na pozyskanie klienta, żeby to jeszcze miało sens

Każdą pierwszą rozmowę z nowym klientem zaczynam od tego samego pytania: Ile MOŻESZ zapłacić za pozyskanie nowego klienta, żeby ta transakcja wyszła Ci na zero?

W ośmiu na dziesięć przypadków słyszę ciszę. Nie dlatego, że odpowiedź jest trudna. Dlatego, że nikt jej wcześniej nie próbował policzyć. Mechanizm jest prosty. Każdy klient ma dla Twojej firmy konkretną wartość: marża × liczba zakupów × lata współpracy. To jest Twój maksymalny budżet akwizycji. Jeśli na pozyskanie tego klienta wydasz mniej, zarabiasz. Jeśli wydasz więcej, tracisz. Niezależnie od tego, kto robi kampanię i jak pięknie wygląda raport.

Zrób sobie ten rachunek

  1. Weź średnią marżę na transakcji w swojej firmie.
  2. Pomnóż przez liczbę transakcji, jakie klient zrobi u Ciebie w ciągu współpracy (miesiąc, rok, pięć lat…).
  3. Dostajesz maksymalny koszt pozyskania klienta (CAC), jaki możesz w ogóle zapłacić, żeby wyjść na zero.
  4. Weź swój miesięczny budżet marketingowy i podziel przez liczbę klientów, których realnie w tym miesiącu pozyskałeś. To jest Twój rzeczywisty koszt pozyskania klienta.
  5. Porównaj.

Tu się zaczyna prawdziwa rozmowa. Bo „rzeczywisty CAC wyższy od maksymalnego” znaczy różne rzeczy w różnej skali.

Jeśli rzeczywisty CAC jest trochę wyższy od maksymalnego – powiedzmy o 20, 30, 40% – to tu jest praca dla marketingu. Lepszy targeting, inna kreacja, zmiana kanału, dopięcie landing page’a, porządne lead nurturing. Te rzeczy potrafią realnie obniżyć CAC. Po to między innymi marketing istnieje. Ale jeśli rzeczywisty CAC jest dwa albo trzy razy wyższy od maksymalnego, to już nie jest zadanie dla marketingu. Żadna optymalizacja nie przeskoczy takiej przepaści. Próbujesz wtedy wcisnąć model biznesowy, który się matematycznie nie spina, a kampania pokazuje Ci tę lukę tylko w większej skali, za większe pieniądze.

Jak to wygląda w liczbach

Załóżmy, że prowadzisz małą firmę projektową. Średnia wartość projektu: 8 000 zł. Marża: 40%, czyli 3 200 zł zysku na projekcie. Klient wraca średnio raz na dwa lata.

Wartość klienta dla Twojej firmy = 3 200 zł.

Teraz patrzysz na kampanię. Budżet miesięczny: 6 000 zł. Pozyskujesz z niej średnio jednego nowego klienta miesięcznie.

Twój realny CAC = 6 000 zł.

Tracisz 2 800 zł na każdym nowym kliencie, jeszcze zanim zaczniecie współpracę. CAC jest niemal dwukrotnie wyższy od wartości klienta. W tej skali optymalizacja marketingu nie wystarczy, nawet jeśli lepszy targeting ściągnie CAC o 30%, nadal tracisz na każdej transakcji. Musi dojść decyzja biznesowa: podnieść marżę, zwiększyć wartość życia klienta (o tym za chwilę), albo zejść z budżetu do poziomu, który się spina. Dopiero potem marketing może dodać swoje 20-30% optymalizacji i całość zaczyna pracować.

Wzory i szczegóły masz już rozpisane

Nie tłumaczę tu od zera CAC, CPL, LTV ani konwersji. Zrobiłem to w osobnym tekście o metrykach marketingowych, które warto mierzyć zamiast zasięgów. Tam masz wzory i poziomy odniesienia. Tu chcę od Ciebie jednego: rachunku, który mówi, czy w ogóle jest o czym rozmawiać.

Jeśli matematyka się nie spina, reszta artykułu nie ma znaczenia. Problem nie leży w marketingu, ale w ofercie, marży, cenie albo segmencie klientów, który próbujesz obsługiwać.


Liczba 2. Co dzieje się z leadem między formularzem a ofertą

Załóżmy, że pierwszą liczbę masz sprawdzoną i jest OK. Idziemy dalej.

Marketing ma jedno zadanie: przyprowadzić kogoś pod drzwi. Otworzyć je, zaprosić do środka, porozmawiać, zrozumieć potrzebę, zaproponować rozwiązanie, domknąć sprzedaż, to już nie jest robota marketingu. To jest robota firmy.

I tu właściciele firm najczęściej mylą diagnozę. Marketing dowozi leady. Sprzedaż ich nie zamyka. Wniosek właściciela? Marketing dowozi słabe leady. To czasem jest prawda, ale znacznie częściej prawdziwa diagnoza brzmi inaczej: proces obsługi leada w firmie jest dziurawy, a marketing nie ma jak tego naprawić.

Cztery pytania, na które musisz sobie odpowiedzieć

Weź leady z zeszłego miesiąca i odpowiedz szczerze:

  1. Ile czasu minęło średnio od zapytania do pierwszej odpowiedzi?
  2. Ile procent leadów w ogóle nie dostało odpowiedzi w ciągu 24 godzin?
  3. Ile kroków jest w Twoim procesie od zapytania do oferty, i kto za każdy z nich odpowiada?
  4. W którym kroku konwersja najmocniej spada?

Jeśli pierwsza odpowiedź przychodzi po dwóch dniach, problem nie jest w kampanii. Jeśli na 40 leadów w miesiącu piętnaście zostaje bez kontaktu, problem nie jest w kampanii. Jeśli między formularzem a ofertą jest siedem kroków, z których cztery wiszą na Tobie, a Ty nie masz czasu – problem nie jest w kampanii.

Przykład, który widzę bardzo często

Firma robi kampanię na Facebooku. W miesiąc wchodzi 30 zapytań. Piętnaście z nich wpada na maila, do którego właściciel zagląda raz dziennie. Pięć znika po pierwszej wiadomości, bo odpowiedź przychodzi po 36 godzinach. Kolejne pięć umiera w korespondencji, bo nikt nie wykonuje telefonu i sprawa się rozmywa. Z trzydziestu leadów do realnej rozmowy dochodzi pięciu. Sprzedaż zamyka dwóch.

Konwersja lead → klient: 6,6%. Diagnoza większości właścicieli: marketing dowozi słabe leady. Prawdziwa diagnoza: proces obsługi zapytań kosztuje firmę 23 leady miesięcznie. Żadna kampania tego nie nadrobi, bo nawet gdy leadów wejdzie dwa razy więcej, proces po drodze nadal spali ich tyle samo.

O tym, jak uporządkować proces obsługi zapytań zanim włączysz pierwszą reklamę, pisałem w tekście o przygotowaniu firmy na leady. Tu chodzi mi o jedno: czy wiesz, co się dzieje między kliknięciem a ofertą.


Liczba 3. Czy klient wraca i czy kogoś przyprowadza

Trzecia liczba jest najkrótsza. I dla wielu firm najdroższa.

Każdy marketing akwizycyjny jest tylko tak skuteczny, jak szczelny jest Twój biznes po akwizycji. Jeśli klient kupuje raz i nie wraca, jeśli nikt Cię spontanicznie nie poleca, to cała kampania reklamowa jest nalewaniem wody do wiadra z dziurą. Możesz nalewać więcej. Możesz nalewać szybciej. Wiadro i tak zostanie puste.

Dwie liczby do wyciągnięcia:

  • Jaki procent klientów wraca do Ciebie drugi raz?
  • Jaki procent nowych klientów przychodzi z polecenia, bez udziału kampanii?

Jeśli oba wskaźniki są niskie, problem nie leży w marketingu akwizycyjnym. Leży w tym, co klient dostaje po zakupie. W jakości usługi, w obsłudze, w produkcie, w doświadczeniu współpracy. Tego żadna agencja Ci nie naprawi, bo to nie jest zadanie marketingu.


Kiedy marketing faktycznie nie działa

Nie piszę tego tekstu po to, żeby zniechęcić Cię do marketingu ani do szukania pomocy. Piszę go, żeby oddzielić problem od objawu.

Marketing bywa prawdziwym problemem. Najczęściej wtedy, gdy:

  • Nie ma żadnego planu, tylko jest zbiór przypadkowych działań
  • Nie wiesz, z jakich kanałów pochodzą zapytania
  • Raporty pokazują zasięgi, a nie wyniki biznesowe
  • Agencja realizuje pakiet postów, a nie strategię

Wtedy zmiana agencji albo uporządkowanie współpracy faktycznie pomaga.

Ale to działa tylko wtedy, gdy trzy liczby powyżej się u Ciebie spinają. Jeśli się nie spinają, potrzebujesz kogoś, kto najpierw razem z Tobą przejdzie przez biznes, a dopiero potem weźmie się za marketing. Typowa agencja „od pakietu postów” tego nie zrobi, bo jej zadaniem jest realizacja, a nie diagnoza. To jest rola zewnętrznego dyrektora marketingu albo konsultanta strategicznego, który patrzy na Twój biznes jak właściciel, a nie jak wykonawca.


Jedno zastrzeżenie na koniec

Jest jeszcze czwarty scenariusz. Wszystkie trzy liczby się spinają, firma dowozi wyniki, a właściciel i tak nie wie, co konkretnie działa. Zapytania przychodzą, sprzedaż rośnie, ale gdy trzeba podjąć decyzję o kolejnym kroku, wszystko opiera się na intuicji, nie na danych. To nie jest problem fundamentów biznesu ale bardziej braku systemu w marketingu.

Taki przypadek opisałem w case study firmy sprowadzającej samochody z USA. Firma miała reklamy, miała posty, zapytania też się pojawiały, a mimo to nikt nie potrafił powiedzieć, co z tego faktycznie działa i dlaczego. Po uporządkowaniu procesu i wprowadzeniu mierzenia źródeł zapytań, w pół roku ich liczba wzrosła o 100%. Bez zwiększania budżetu. Diagnostyka jest prosta: jeśli Twoje trzy liczby się spinają i firma dowozi wyniki, ale czujesz, że nie masz kontroli nad tym, dlaczego tak się dzieje – to jest czwarta rozmowa, nie ta z tego artykułu.


Co z tym zrobić

Przejdź przez trzy liczby po kolei. Potraktuj to jak własną diagnostykę.

Jeśli pierwsza się nie spina – zanim uruchomisz jakąkolwiek kampanię, popatrz na ofertę, marżę i segment klientów, który próbujesz obsługiwać. Problem jest w modelu biznesu, nie w reklamie.

Jeśli druga się nie spina – zanim zwiększysz budżet marketingowy, ustaw proces obsługi zapytań. Inaczej większy budżet przyniesie tylko więcej leadów, które pójdą na zmarnowanie.

Jeśli trzecia się nie spina – zanim włączysz nową kampanię sprawdź, co dzieje się z klientem po pierwszym zakupie. Czy problem jest w produkcie, obsłudze czy może w doświadczeniu współpracy.

Dopiero gdy wszystkie trzy elementy są czyste, rozmowa o marketingu ma sens. Bo dlaczego marketing nie działa to pytanie, na które w wielu firmach odpowiedź leży zupełnie poza marketingiem.

I dokładnie taką rozmowę prowadzę w bezpłatnej konsultacji – ustalamy wspólnie, gdzie w Twojej firmie naprawdę leży problem, zanim zacznie Cię kosztować kolejne pieniądze w reklamach. Jeśli nie jesteś pewien, po której stronie leży Twój problem, to też jest dobry moment, żeby się umówić. Lepiej stracić trzydzieści minut na rozmowę niż pół roku na kolejną agencję.

Marcin Osiak

Poznajmy się

„Klient nie chce kupić młotka, on chce wbić gwóźdź” – od bardzo wielu lat to właśnie zdanie jest moim zawodowym motto.

Jako zewnętrzny dyrektor marketingu pomagam małym i średnim firmom przekuwać ich cele biznesowe na konkretne, mierzalne działania. Zamiast skupiać się na pojedynczych narzędziach, tworzę kompleksowe i zaplanowane strategie, które naprawdę działają.

Moje podejście opieram na solidnym fundamencie, który buduję od 2008 roku, zdobywając doświadczenie w sprzedaży, marketingu, mediach społecznościowych i PR. Dzięki temu rozumiem, jak połączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną maszynę do zarabiania.

Wierzę, że skuteczny marketing to marketing zaplanowany. Jeśli potrzebujesz strategii opartej na danych, przemyślanych kampanii i spójnej komunikacji, która przynosi realne efekty – jesteś w dobrym miejscu.

Przeczytaj również

Przewijanie do góry