Nijakość Olsztyna nie musi być jego wadą

Patrząc na to z perspektywy czasu widzę, że mierność miasta można potraktować jako zaletę. To od czego zaczynałem i co proponowałem na początku nie spotykało się z pozytywnym wydźwiękiem i wiele czasu musiało upłynąć, aby pewien sposób myślenia stał się działaniem. – O tym jak sprzedaje się nieruchomości w Olsztynie i dlaczego warto przełamywać schematy rozmawiam z Łukaszem Kruszewskim, Menadżerem ds. marki w Freedom Nieruchomości.

Marcin Osiak: Zajmujesz się nieruchomościami. Jakim rynkiem jest Olsztyn?

łukasz-kruszewskiŁukasz Kruszewski: Wymagającym, bo bezwstydnym. Kultura biznesu jest tak niska, że aż jej brak. Nie ma współpracy, wspólnej wizji rozwoju czy chociażby jednolitych standardów pacy nad ofertami. Każdy sobie rzepkę skrobie, a im bardziej jest w tym przebiegły, tym lepiej. Konkurowanie ze sobą zamiast na współpracy i osiąganiu efektu synergii, polega na podkładaniu min. Po prostu, brakuje myślenia kategoriami „dalej niż czubek własnego nosa”. Firmy zapominają o podstawowym wręcz warunku sukcesu. Biznes tworzą ludzie dla ludzi. Przykro mi to mówić, ale znam jedną, może dwie firmy pośrednictwa, które to rozumieją i budują swój kapitał na partnerstwie, relacjach zaufania. Większość przypomina wygłodniałe sępy czekające na łatwy łup. Przykład z życia.

Niedawno zadzwonił do mnie znajomy pośrednik (który już nie pracuje w zawodzie) z tematem, że ma klienta, który szuka mieszkania na inwestycje pod wynajem i czy mu nie pomogę. Mówię, jasne! Tylko wiesz, dopowiada znajomy, on nie chce płacić. „Ściągnij” od sprzedającego. – To jest właśnie ta bezwstydność i trzeba być naprawdę mocno zdeterminowanym, aby sprostać takim chorym praktykom.

Od zawsze też wiele kontrowersji budzą ceny nieruchomości w Olsztynie. Kierując się emocjami można łapać się za głowę, dlaczego są tak wysokie, jak chociażby w Gdyni (a przecież standard życia jest nieporównywalny). Ale właśnie to są emocje. Wbrew pozorom jest to wytłumaczalne. Olsztyn jest wiodącym ośrodkiem na pogrążonej w biedzie Warmii, więc postrzeganie społeczne doprowadziło do wywindowania cen nieruchomości. Wszyscy z okolic chcą tu mieszkań, bo mają niestety złudną nadzieję na lepsze jutro.

MO: Twoje działania w sieci i Twój blog sprawiają wrażenie, że działasz nieco bardziej niestandardowo od innych pośredników i poprzez prowadzenie bloga budujesz przede wszystkim swoją markę, jako eksperta od nieruchomości. Co było impulsem do tego, że postanowiłeś przełamać schemat?

ŁK: Przełamanie schematu. Nieruchomości są na tyle niewdzięcznym tematem, że trzeba czegoś niestandardowego, aby zostać zauważonym i mieć szansę zmieniać rynek.

Przygodę z pośrednictwem zacząłem zupełnie przypadkowo. Skończyłem gospodarkę przestrzenną i wyjeżdżając na wakacje złożyłem kilka CV. Ktoś się do mnie odezwał, zaprosił na rozmowę do biura nieruchomości i tak się zaczęło. W miarę jak zdobywałem doświadczenie, uprawnienia i wiedzę zauważyłem, że z pośrednictwa można wycisnąć więcej. Że, skoro jest to zawód interdyscyplinarny, to aż się prosi o wiedzę z psychologii, socjologii czy marketingu. A że w międzyczasie studiowałem jeszcze filozofię i współpracowałem z firmami w zakresie marketingu, to postanowiłem rozwijać się w tym kierunku.

Nie pamiętam już skąd, ale obiło mi się takie powiedzenie: „jeśli robisz to samo co inni, tak samo jak inni będziesz pracował i zarabiał”. Nie chciałem tego więc zmieniłem filozofię działania. Bardzo inspiruje mnie rynek skandynawski. Jego podejście do prezentacji ofert nieruchomości, obsługa i zaplecze marketingowe. Postanowiłem przenieść pewne wzorce przystosowując je na tyle, na ile to możliwe do polskich warunków. Kiedy włączyłem w to marketing powstała m.in. koncepcja home brandingu i pomysł na blog. Staram się po prostu zmieniać standardy myślenia o pośrednictwie i rynku nieruchomości zbliżając go, tak jak to tylko możliwe, do „zwykłych” ludzi.

MO: Intertet to dobry kanał do promocji i sprzedaży nieruchomości? Jakie są Twoje doświadczenia z tym związane?

ŁK: Powiedziałbym, że najlepszy. Nowe Media sprawiają, że – nie boję się tego użyć – głębokość interakcji przenosi się ze świata realnego do wirtualnego. Możemy albo to wykorzystać, albo stanąć okoniem i wierzyć w „stary porządek”. Wygłoszę truizm, ale Internet to naprawdę okno na świat. Głupio byłoby nie wykorzystywać go nomen omen w sprzedaży nieruchomości.

Marketing internetowy to dziś 80% zasobów jakie pochłania sprzedaż nieruchomości. Jest to związane nie tylko z poszukiwaniem czy promowaniem ofert, ale i ich obsługą. Kontakty, wymiana informacji, dokumentów, a coraz częściej i same negocjacje odbywają się za pośrednictwem sieci. Wszystko to sprawia, że Internet jest kluczowym kanałem sprzedaży a marketing internetowy (świadczony m.in. przez portale ogłoszeniowe: domiporta.pl, otodom.pl. czy morizon.pl) gwarantuje sukces. Jeśli dodamy do tego media społecznościowe, to w ogóle mamy marketingowy kosmos.!

MO: Do dużych i bogatych miast nam daleko. W Olsztynie bardzo często słychać głosy, że tu się nie da, że nie ma rynku, że tu jest Polska B i w ogóle, aby osiągnąć sukces, to najlepiej trzeba wyjechać. Dlaczego więc postawiłeś na Olsztyn?

ŁK: To Olsztyn postawił na mnie. Patrząc na to z perspektywy czasu widzę, że mierność miasta można potraktować jako zaletę. To od czego zaczynałem i co proponowałem na początku nie spotykało się z pozytywnym wydźwiękiem i wiele czasu musiało upłynąć, aby pewien sposób myślenia stał się działaniem. Miałem momenty głębokiego powątpiewania w sens walki z wiatrakami i wyjazdu chociażby do Trójmiasta. Jednak tak się szczęśliwe składało, że rozwiązania pojawiły się znienacka. W międzyczasie poznałem wspaniałych ludzi, którzy podobnie jak ja głęboko wierzą w idee nowoczesnej kultury pracy, więc razem zaczęliśmy działać na rzecz „lepszego jutra”.

Ważne, że każdy dzień to ogromna dawka inspiracji i nauki. Olsztyn jest wspaniałym miejscem do życia i chociaż zawodowo – chciałoby się rzec, że to prawdziwa gehenna – warto tu być.

MO: Czy więc Olsztyn to Twoim zdaniem dobre miejsce na prowadzenie kreatywnego biznesu? Da się tu robić ciekawe rzeczy bez konieczności przeprowadzki do Gdańska, Warszawy czy Wrocławia?

ŁK: W mojej ocenie biznes zaczyna się i kończy w głowie. Samo miejsce, miasto nie jest tu tak istotne. Ważniejsi są ludzie, których można spotkać i zacząć wspólnie robić coś wielkiego. Biznes jest jak armia, największą siłę rażenia ma najbardziej zwarty i zdyscyplinowany zespół. Bez względu na to, na jakim polu walczy.

 fot. sxc.hu;
archiwum prywatne
Marcin Osiak

O programie Marcin Osiak

Piszę, gadam, podpowiadam i siedzę w mediach społecznościowych :)