Gdzie leży granica wolności w internecie?

DONTFEEDTHETROLLSKominek w wywiadzie dla Gazety Wyborczej powiedział kilka dni temu, że cenzura to przyszłość internetu, a on sam usuwa wszystkie nieprzychylne komentarze ze swojego bloga, ponieważ to jest jego kawałek sieci i może robić co chce. Ale czy tak restrykcyjne traktowanie internautów to dobry kierunek, w którym powinni podążać blogerzy? Obawiam się, że nie. Komentarze można, a nawet powinno się moderować, ale należy pamiętać o zachowaniu zdrowego rozsądku. Powiedzieć do czytelnika, jeśli nie zgadzasz się z moją opinią, to załóż swojego bloga i tam to napisz, zamiast komentować mój wpis, to moim zdaniem o jeden most za daleko. Kółko wzajemnej adoracji nijak nie pasuje do mojej definicji bloga. Jak więc moderować wpisy, żeby było dobrze? Moja recepta jest następująca:

Wyznacz granicę
Z tym, że hejt należy zwalczać i nie dać się obrażać się zgadzam. Jeśli ktoś obrzuca mnie błotem na moim własnym podwórku mam prawo się bronić i nie jest potrzebna mi ACTA żeby zaprowadzić u siebie porządek. Jeśli ktoś jednak nie zgadza się z moją opinią i ma na to konkretne argumenty, z chęcią z taką osobą porozmawiam. Wyrzucanie wszystkich, którzy mają opinię inną, niż moja nie mieści się w ramach zdrowej dyskusji. Gdzie jednak leży cienka granica pomiędzy krytyką, dyskusją a hejtem? Każdy musi zdefiniować ją sobie samodzielnie. Na tym blogu tą granicą są personalne wycieczki wobec mojej osoby lub innych, którzy będą w tym miejscu się pojawiać. Wszystkie komentarze, które tą granicę przekroczą będą znikać.
Trolla się nie karmi
Jest to prawda stara jak internet. Wdawanie się w dyskusję z trollem zazwyczaj źle się kończy. Bezpiecznie jest więc ignorować lub (jeśli komentarz jest ostry i narusza zasady przyjęte w danym miejscu) usunąć. Zasada ta dotyczy nie tylko blogerów, ale również redaktorów odpowiedzialnych za poziom dyskusji w portalach internetowych. Wyznaczenie granicy, której nie powinno się przeszkadzać jest naturalną koleją rzeczy, a nie przejawem cenzury w internecie.
Zdrowa dyskusja, czyli jaka?
Za zdrową dyskusję uważam wymianę poglądów na dany temat, ścieranie się z innym użytkownikiem na argumenty i próbę przekonania do własnego zdania. Jeśli rozmowa odbywa się na poziomie, bez wulgaryzmów czy uciekania się do płytkich emocji typu: ale ty debil jesteś, że nie chcesz tego pojąć, to w mojej ocenie wszystko jest w porządku i takie komentarze mogą jedynie wzmocnić przekaz, jaki bloger chce zakomunikować swoim czytelnikom. Jak wzmocnić? Rozmowa z innym użytkownikiem zmusza go do udowadniania swojej racji i szukania kolejnych argumentów na jej potwierdzenie. Jeśli dialog jest prowadzony dobrze, wartość takiego tekstu dla czytelnika jest o wiele większa, ponieważ oprócz informacji zawartych w artykule dostaje on sporą porcję „wiedzy uzupełniającej” w komentarzach.

Podsumowanie

W mojej opinii na blogach powinna być do przyjęcia polemika i wyrażanie innych, niż autora poglądów pod warunkiem, że nie są one w  żaden sposób dla niego lub jego rozmówców obraźliwe, nie są nacechowane agresywnie i nie nawołują do nienawiści oraz nie są po prostu chamskie i wulgarne. Tylko po co ja to wszystko piszę? Przecież ogólne zasady współżycia w internecie reguluje netykieta
Marcin Osiak

O programie Marcin Osiak

Piszę, gadam, podpowiadam i siedzę w mediach społecznościowych :)